Gen. Wojciech Jaruzelski

Zbrodniarz czy wybawiciel

25 maja zapisze się w historii nie jako dzień, kiedy społeczeństwo polskie wybierało przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, ale jako dzień, w którym zmarł Wojciech Jaruzelski. Człowiek, który dla jednych był bohaterem narodowym, dla drugich zaś – zdrajcą komunistycznym.

Wojciech Jaruzelski urodził się w 1923 roku w Kurowie. Swoje imię odziedziczył po dziadku, który walczył w powstaniu styczniowym, a następnie został zesłany na Sybir. Jego ojciec zaś, Władysław, ochotniczo brał udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Rodzina patriotyczna, głęboko religijna. W czasie II wojny światowej Jaruzelskich zesłano na Syberię. Po zwolnieniu z łagrów, ojciec przyszłego generała umarł, on sam zaś postanowił dołączyć do polskich wojsk. I tak w maju 1943 roku stawił się do punktu zbornego ochotników w ZSRR, gdzie formowano Wojsko Polskie. Tyle, że była to formacja ludowa. Wojciech Jaruzelski jednak wstąpił do wojska „poprawnego politycznie” i piął się na szczeblach kariery. Zaraz po wojnie uzyskał stopień porucznika. Przez następne dwa lata brał udział w walkach z polskim podziemiem niepodległościowym i nacjonalistami ukraińskimi. W 1947 roku wstąpił do PPR (później przemianowanej na PZPR). Studiował w międzyczasie w Akademii Wojskowej im. Woroszyłowa w Moskwie. Generałem brygady został sześć lat później, armii – w 1973 roku. Przez cały okres PRL czynnie działał w polityce.

Do jego kontrowersyjnych decyzji zaliczyć można z pewnością uczestniczenie WP w zdławieniu „praskiej wiosny” w 1968 roku, kiedy to państwa satelickie poczuły szansę na wyswobodzenie się spod tyranii komunizmu. Układ Warszawski jednak skutecznie temu zapobiegł. Wojciech Jaruzelski tak uzasadniał ten krok: „Bliska była jeszcze pamięć o II wojnie światowej, o wrześniowej katastrofie. Europa była antagonistycznie podzielona, równowaga sił była zaworem pokoju. Jej naruszenie mogło okazać się wielce niebezpieczne”. Gdy niebezpieczeństwo minęło, przyszła pora na tłumienie strajków w kraju. Grudzień ’70 zapisał się w historii jako czas krwawych walk, podczas których zginęły 44 osoby, a kilkaset zostało rannych. Robotnicy sprzeciwiali się podwyżce cen i za to byli brutalnie ‘karani’. I tu Jaruzelski znowu tłumaczył ten krok tym, że chciał złagodzić decyzję szefa PZPR Gomułki o strzelaniu do robotników. Jaruzelski zażądał, żeby pierwsze strzały oddawać w powietrze, potem w ziemię, a jeśli to nie poskutkuje – to w nogi strajkujących. Pytanie pozostaje jedno: czemu nie sprzeciwił się decyzji Gomułki i wydał jego rozkaz podwładnym?

Za rządów Gierka, Jaruzelski został premierem. W tym czasie też powstał NSZZ „Solidarność”, który w krótkim czasie stał się silną opozycją i przyczyną upadku komunizmu. Przedtem jednak, w 1981 roku, decyzją Jaruzelskiego, wprowadzono stan wojenny. Wszyscy znamy chyba komunikat, jaki podawano przez całą dobę w telewizji: „Obywatele i obywatelki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, zwracam się dziś do was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego. Zwracam się do was w sprawach wagi najwyższej: ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”. A przepaścią tą była możliwa interwencja wojsk radzieckich w Polsce, choć dziś wielu historyków sądzi, że Jaruzelski, widząc wrogi stosunek społeczeństwa do PZPR, chciał za wszelką cenę znaleźć grunt pod nogami i zapewnić sobie dalsze funkcjonowanie w komunistycznym reżimie. Dlatego też wprowadził stan wojenny, dzięki któremu mógł tłumić wszelkie opory społeczne. Zresztą, powołanie WRON-u było niekonstytucyjne, a łamanie prawa należy uznać tu za zbrodnię, która była nakierunkowana przeciwko obywatelom. Represje wobec robotników działających w „Solidarności” również były o wiele bardziej bolesne, niż wynikałoby to z konieczności stanu nadzwyczajnego, jaki panował wówczas w Polsce. Nie wspominając już o pacyfikacji w kopalni „Wujek”, kiedy to zginęło 9 górników, a 21 zostało rannych. Jaruzelski jednak przekonywał, że stan wojenny to mniejsze zło. Jak mówił: „Zło nawet mniejsze, jest też oczywiście złem. Najważniejsze jednak, iż dało się uniknąć zła największego, zapobiec katastrofie. W rezultacie nie podzieliła nas nieodwracalnie rzeka przelanej krwi, nie powstała przepaść nie do pokonania”. Wypowiedź ta bardzo mnie razi, głównie z tego względu, że – po pierwsze – Polacy od początku byli w opozycji do komunistycznej PZPR, a po drugie – rządy ludowe doprowadziły do przelewu krwi, a każda taka tragedia doprowadza zawsze do podziału i powstania ‘przepaści’. Jaruzelski jednak uparcie trwał w przekonaniu, że była to jedyna droga zapewniająca bezpieczeństwo. Paradoks tkwi w tym, że nikt z obywateli nie czuł się bezpieczny. Aż do 1989 roku, kiedy to nastąpił upadek komunizmu i powolne odbudowywanie kraju. Zapewniono bezpieczeństwo w postaci nowego prawa, choć komunistyczni politycy zasiadali i wciąż jeszcze zasiadają w polskim sejmie. Jaruzelski natomiast na 3 miesiące pełnił funkcję prezydenta RP i do śmierci pobierał emeryturę prezydencką. Nie został też osądzony za swoje komunistyczne czyny. Teraz zaś zostanie pochowany na Powązkach w Warszawie. Decyzja równie (a może nawet o wiele bardziej) kontrowersyjna, jak jego działania w okresie PRL.

Dziś głosy na temat osoby Wojciecha Jaruzelskiego są podzielone. Jedni uważają, że dzięki niemu Polska przetrwała ten trudny okres, kiedy panował ZSRR, inni natomiast dowodzą, że zdradził naród polski przystając do komunistów. I ta druga teza jest o wiele bardziej sensowna. Wiele jego decyzji było złych, można powiedzieć – tragicznych w skutkach. Boli mnie jednak o wiele bardziej to, że nie dał się osądzić i poddać karze. Do samego końca ‘wegetował’ w swym uporze. Można było jednak kilkakrotnie dostrzec na jego twarzy cień smutku, zmęczenia. Może też dręczenia się myślami o przeszłości? Tego się już nie dowiemy. Jako zmarłemu należy mu się szacunek i modlitwa za jego duszę, ale nie możemy wymazać z naszej pamięci i historii tego, co zrobił.

Agnieszka Jarczyk

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.

Dodaj komentarz