Zachcianka, która stała się misją

Wiedziałem, że telewizja podupada. Właściciele przestali mieć do niej serce. Miałem pieniądze, wiec postanowiłem ją kupić i rozwinąć  według moich pomysłów.  Chciałem po prostu spróbować. Miałem wewnętrzne przekonanie, że zrobię to lepiej. To był impuls, który spowodował, że obecna TVJasło jest olbrzymią częścią mojego życia. Tak o początkach swojej pracy opowiada Władysław Kołodziej – właściciel, dziennikarz i technik TVJ. Telewizji, która od 13 lat gości w domach mieszkańców Jasła.

Trudne początki

Te tomy, które wysłaliśmy do Warszawy były grubości Biblii. Wszystko musiało być dokładnie zapisane: pomysły, koszty, wnioski, zaświadczenia. Siedzieliśmy nad tym ponad dwa tygodnie. A potem czekanie, długie czekanie. W końcu przyszła decyzja, że możemy ruszać. To świetne uczucie stać się częścią medialnego świata. – Tak swój początek przygody z telewizją wspomina nowy właściciel. Ekscytacja w domu państwa Kołodziejów była ogromna. Żona od samego początku kibicowała mężowi. Z racji wykonywania zawodu księgowej pomagała mu jak mogła i pozostało jej to do dziś. Jednak radość po otrzymaniu koncesji nie trwała długo. Kilka miesięcy późniejzaczęły się problemy. Ludzie zaczęli wysyłać pisma do urzędu skarbowego, by ten skontrolował telewizję. Zaczęli przyjeżdżać przedstawiciele firm, którzy chcieli odkupić koncesję. Do tego wszystkiego doszli poprzedni właściciele, którzy stwierdzili, że popełnili błąd i chcieli na nowo odzyskać swoje medium. Tak wspomina ten czas szef TV Jasło:  Jak sobie przypomnę początek 2000 roku, to nie były  łatwe dni. Ciągłe telefony i odwiedziny ludzi, którym zależało na przejęciu telewizji. Trzeba było naprawdę mocno zagryźć zęby, by się nie poddać. Na szczęście po jakimś czasie wszystko się stopniowo uciszyło. Mieszkańcy zajęli się innymi problemami i TVJasło mogła realnie zacząć działać.

Pierwsze kroki

Przed TVJ była Telewizja Dami – prosty kanał o słabej jakości, ale mający swoich odbiorców. Władysław Kołodziej postanowił podwyższyć standard i postawić na nową jakość. Zakupił dwie kamery i sprzęt do montażu, a z części biura uczynił studio. To naprawdę były dobre warunki, jak na te czasy, podobne wyposażenie było dopiero w Rzeszowie. Szef niedawno przejętej telewizji zaczął wprowadzać swoje pomysły w życie. Był obecny na wszystkich większych wydarzeniach, które odbywały się w Jaśle i okolicach. Starał się z kamerą dotrzeć do zwykłych ludzi, dać im możliwość wypowiedzi. Jednocześnie postawił sobie za cel szerzenie kultury i bezwzględne przestrzeganie zasad etycznych. Jak sam mówi, jak coś robić to porządnie albo wcale.

Ludzie dostrzegli zmianę na lepsze i zaczęli z większym zainteresowaniem śledzić jasielską telewizję. Widząc siebie i swoich znajomych na ekranie mieli dowód, że ten kanał jest o nich i dla nich.

 Wojna z mediami

W ten sposób telewizja działała przez kilka dobrych lat. Mieszkańcy mieli większe lub mniejsze uwagi, czasem angażowali się w inicjatywy, prowadzili też własne programy i ogólnie byli zadowoleni z lokalnego medium. Wszystko zmieniło się, gdy do Jasła przyszły portale internetowe. Początek wcale nie był taki zły. Jak wspomina Władysław Kołodziej: Kiedy powstał pierwszy portal (jaslo4u.pl) pomyślałem, że będziemy mieli fajną współpracę. W małym mieście portal i telewizja będą doskonale się uzupełniać. I faktycznie na początku tak było. Przez pierwszy okres nowopowstały portal wymieniał się informacjami z telewizją. Często na różnego rodzaju spotkania i wydarzenia oba media szły razem i robiły wspólny materiał. Wszystko skończyło się z chwilą, gdy pojawiły się nowe strony internetowe. Terazjaslo, jaslonet i wirtualnejaslo mocno weszły na jasielski rynek. Ich sposobami na pozyskanie odbiorców były skandale, atakowanie radnych i uderzanie w innych mieszkańców. Wydawało się, że oni pokrzyczą, poobrzucają się błotem, ludzie chwilę przy nich będą, a później się to skończy wielką klapą. – Tak sytuację przedstawia Władysław Kołodziej. Niestety rzeczywistość okazała się brutalniejsza; nie dość, że media w tej formie nie upadły, to jeszcze moda na ten typ dziennikarstwa wciąż trwa.
Po kilku tygodniach do portali dołączyło jaslo4u. W ten sposób powstało skupisko mediów, które szukało złej sensacji, pokazywało tylko krzywdę i pozwalało mieszkańcom atakować i obrażać każdego. Na tym się jednak nie skończyło. Portale zjednoczyły się w celu usunięcia Telewizji Jasło, która nie przystawała i nadal nie przystaje do panujących trendów. Ciągłym oskarżeniom i aluzjom nie ma końca. Ja chce tylko pokazywać to, co dobre i ważne. Chcę dać ludziom trochę pozytywnych informacji. Może moja telewizja nie jest dla wszystkich i trafia tylko do określonych odbiorców, ale jeśli wciąż trafia to chce to robić. – tak na zarzuty odpowiada sam zainteresowany. Czy są to złe pobudki? Na pewno nie. Niestety nie dla wszystkich jest to tak samo oczywiste.

Co z przyszłością?

Jak wspomniałem Władysław Kołodziej pracuje obecnie sam. Pomaga mu starszy syn i żona, ale tak naprawdę większość obowiązków spada tylko i wyłącznie na niego. Oczywiście próbował coś z tym zrobić. Zatrudnił młode osoby, by sprawdziły się jako dziennikarze, fotoreporterzy i operatorzy kamer. Poświęcił im dużo czasu, lecz co otrzymał w zamian? Obmawianie przez tych pracowników i przejście do konkurencji. Od tego momentu sceptycznie podchodzę do każdego, który chce współpracować z moją telewizją. – mówi Kołodziej- Po prostu wiem, czym to się może skończyć.
Szef telewizji jasielskiej od dawna zastanawia się nad tym, czy prowadzenie aktualnej działalności ma sens. Wciąż robi bilans zysków i strat. Za każdym razem plusy i minusy wychodzą na równo. Elementem decydującym jest misja. Bowiem Władysław Kołodziej założył sobie, że prowadzenie telewizji to misja informowania ludzi, pokazywania ich świata i bycia przy nich w każdym momencie. Jak sam podsumowuje: Na początku była to zachcianka, potem praca, teraz prowadzenie telewizji traktuję jako misję. Czy to mi się opłaca? Może średnio, ale wiem, że robię coś dobrego.

Damian Racławski

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.