Wiem co jest szykiem, jeżdżę klasykiem

Przenieśmy się na chwilę do czasów PRL. Tym razem jednak nie będziemy wraz z towarzyszami budować podwalin socjalistycznego dobrobytu, wyrabiać 200% normy, odwiedzać zakładów pracy czy machać z trybuny wraz z partią na pochodzie pierwszomajowym. Spojrzymy na tę kartę w dziejach Polski okiem pasjonata motoryzacji .

Dla młodych ludzi czasy PRL są dosyć odległe ale to właśnie w tamtym okresie na ulicach królowała motoryzacja polska, czeska, radziecka oraz enerdowska. Codziennym widokiem na ulicach były fiaty, polonezy, warszawy, syreny, żuki, nysy. Peerelowscy hipsterzy do dyspozycji mieli wołgi, wartburgi, trabanty czy skody a także volkswageny chociaż te były zdecydowaną rzadkością , natomiast wynalazki takie jak mercedes czy te spod znaku flagi w biało-czerwone pasy i gwiazd na niebieskim tle jak cadillac woziły partyjnych dygnitarzy. Wśród posiadaczy 2 kółek prym wiodły junaki, wsk, wfm, shl, a także skutery osa. Można śmiało powiedzieć, że okres PRL polską motoryzacją stał, mniejsza o to że Fiaty w większości były polskie tylko z dopisku litery „P” po numerze modelu ponieważ FSO wykupiło licencję na produkcję konkretnych modeli.

Powiedzmy sobie wprost posiadanie samochodu w PRLu było luksusem na który nie każdy mógł sobie pozwolić. Zdobycie wehikułu na 4 kołach w czasach słusznie minionych graniczyło niemalże z cudem. Zakupu można było dokonać na 3 sposoby, wpłacając przedpłaty na auto co miesiąc, kupując auto w Polmozbycie za horrendalną cenę bądź otrzymując talon na zakup auta. Pierwsza opcja wymagała deklaracji w których latach chce się odebrać wymarzone 4 kółka to było jak hazard, jeśli źle obstawiłeś mogłeś czekać i czekać i czekać. Produkcja aut wcale nie zależała od ilości klientów wpłacających pieniądze, kupienie auta w Polmozbycie też nie gwarantowało uśmiechu na twarzy. Pan Zdzisław w takim przybytku z uśmiechem na twarzy, przygładzając swą przerzedzoną pożyczkę i błyskając srebrnym zębem, wpychał ludziom auta wybrakowane albo z wadami zapewniając jakim cudem techniki wyjedziemy za chwilę przez bramę. Ostatnia opcja zarezerwowana jednak dla mega szczęśliwców to otrzymanie talonu na auto wtedy ten cud techniki można było nabyć dużo taniej. Jeżeli miałeś już w ręku kluczyki do swojej blaszanej puszki zachowywałeś się niczym przysłowiowy Niemiec, trzymałeś auto pod kocykiem, stosowałeś najwymyślniejsze zabezpieczenia przed złodziejami, płakałeś nad każdą rysą, jednym słowem dbałeś jak o własne dziecko. Ogłoszenia w gazetach o sprzedaży samochodu zastępowały znane dzisiaj aukcje na allegro czy otom oto, a coś takiego jak giełdy samochodowe stanowiło rzadkość. Podczas sprzedaży auta następowała absurdalna dla współczesnego człowieka sytuacja, kiedy to używany samochód był dużo droższy od takiego, który zjechał właśnie z taśmy produkcyjnej. Ktoś mógłby złapać się za głowę i z przerażeniem w oczach stwierdzić „ale jak to możliwe” . Jednak sprawa choć dla ludzi naszego pokolenia jest oczywista i jasna wtedy taka nie była, jak zwykle PRL rządził się swoimi prawami i absurdami niezrozumiałymi dla przeciętnego Kowalskiego.

Wydawać by się mogło, że w czasach takich jak PRL nie ma miejsca na grymaszenie w kwestii motoryzacji: bierze się co jest i cieszy z tego, że jeździ się samochodem a nie marznie na przystankach autobusowych. Wbrew pozorom jednak nie wszystkie auta produkowane w PRL cieszyły się popularnością, z opowiadań zasłyszanych od rodziców wiem, że kiedy stało się czekając na taksówkę ostatecznością było wsiąść do warszawy, uznawało się to za swego rodzaju obciach. Wołga także miała swoją czarną legendę. Jak widać choćby na tych dwóch przykładach każda epoka miała swojego volkswagena golfa.

Po 25 latach sytuacja jest zgoła inna, pogarda i niechęć ustępuje miejsca zachwytom i tęsknocie za czasem minionym za dawną motoryzacją za jej idywidualizmem. Spójrzmy na to co dzieje się teraz z dawną motoryzacją.

Dotychczas młody kierowca który dopiero co zdobył prawo jazdy i szykował się do kupna swojego pierwszego auta, kojarzony był najczęściej ze starym zardzewiałym BMW bądź Hondą a w najgorszym wypadku kupował wyśmiewanego przez większość motoryzacyjnego światka Golfa. Zdarzały się też wyjątki, które wybierały auta spoza katalogu typowego młodego kierowcy. Była to swoista walka między znajomymi o to, kto będzie miał lepsze auto. Od ponad 2 lat jednak punkt ciężkości z bawarskich strzał z niebiesko białym śmigłem i japońskich samurajów przenosi się na klasyczne auta. Coraz częściej młodzi ludzie wybierają stare klasyczne auta zamiast nowych plastikowych zabawek. Wybór ten jest podyktowany wytrzymałością, trwałością i sporą bezawaryjnością takich klasyków. Niewątpliwą zaletą jest też łatwość ich naprawy do której nie potrzeba laptopa i miliona specjalistycznych programów, wystarczą klucze śrubokręty a nawet młotek. Nie mniejszą rolę grają tutaj ceny części, które w przypadku nowszych aut są bardzo wysokie.

Świat motoryzacyjny dosyć szybko podłapał modę na klasyki. Jak grzyby po deszczu powstają w całej Polsce zloty pod wspólną marką Klasyki Nocą jednak każde ma w członie nazwę miasta, w którym odbywają się spotkania. W przypadku Lublina są to Lubelskie Klasyki Nocą. Tam pasjonaci starej motoryzacji spotykają się, rozmawiają, wymieniając uwagami i radami podziwiając swoje perełki. Jednak jak przystało na pokolenie indywidualistów wśród odrestaurowanych do stanu fabrycznego aut spotykamy też te zmodyfikowane bardziej lub mniej. Konserwatystów w sprawie aut klasycznych o zawał przyprawiają zapewne obniżone zawieszenia, zmieniane felgi, poszerzane nadkola, pneumatyczne zawieszenia. W co bardziej szalonych projektach młodych tunerów kierujących się hasłem albo „grubo albo wcale” wkładanie w cherlawe emerytowane ciała silników volkswagena czy bmw mających ponad 200 koni. Przykładem takiej modyfikacji może być jeżdżący po Warszawie Polonez Borewicz z silnikiem vr6 czy też bardziej zaawansowany projekt: Fiat 125P przerobiony na wersję coupe z silnikiem R32 o mocy 250 koni mechanicznych.

Jednak na zlotach się nie kończy, miłość do swojego auta można wyrazić poprzez naklejki odwołujące się do epoki z której pochodzi, bądź obwieszczające radość właściciela z posiadania takiej maszyny, koszulki z podobiznami klasyków i zabawnymi hasłami, w Internecie prócz facebookowych fanpage’ów zrzeszających fanatyków konkretnej marki bądź modelu można odnaleźć stronę klasyczny.com. Znajduje się na niej forum oraz sporo artykułów związanych z klasycznymi autami. Tak samo jak pasjonaci tuningu tak i pasjonaci klasyków na półkach dobrych salonów prasowych tj. Empik, InMedio czy Kolporter mogą odnaleźć swoją oazę w postaci gazet skupionych jedynie na klasycznej części motoryzacji.

Przez wiele lat po okresie PRL tymi autami interesowały się tylko muzea motoryzacji i pojedynczy zapaleńcy, dla większości były po prostu tylko i wyłącznie wspomnieniem tamtej epoki. Niektórzy wspominali je zapewne z łezką w oku jednak większość traktowała je z politowaniem. Po latach posuchy wszystko zaczyna się zmieniać, auta zaczynają odkrywać swoje szczęśliwe karty i zyskiwać miano klasyków.

Klara Siepkowska

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.

Dodaj komentarz