Wieczór z patelnią

bialy-ryz-zdrowie-cukrzyca

zdjęcie ze strony: http://www.ekogroup.info/wp-content/uploads/2011/01/bialy-ryz-zdrowie-cukrzyca.jpeg

Po dniu pełnym wrażeń wracam do domu. Potykam się o próg kuchni. Biorę patelnię, wrzucam tam wszystko, co się da, i trzymam to na ogniu do czasu, aż przestaje się ruszać. Następnie zdejmuję patelnię z ognia i idę z nią przed siebie. Chodzę tak do momentu, gdy znajduję jakieś krzesło. Traf chce, że jest to krzesło przy biurku z komputerem (czy jest tu jakieś inne?), dlatego prócz patelni odpalam także komputer…

W cierpliwym oczekiwaniu na połączenie z internetem lustruję zawartość naczynia. W końcu przerzucam swój wzrok na monitor i loguję się do portalu społecznościowego. Za chwilę spoglądam znowu na patelnię. Zaraz, coś tu jest nie tak. Ponownie patrzę na monitor. Później na patelnię… I znowu na monitor… Po chwili zdaję sobie sprawę, co mnie tak uderzyło: przecież TUTAJ jest dokładnie to samo, co TAM. O, zgrozo!

Osobiście nie lubię ryżu – gdy go spożywam, budzi się we mnie jakaś dziwna tęsknota. Za czym? Za smakiem. Jakimkolwiek. Słodkim, kwaśnym, gorzkim – obojętnie. Byleby jakiś był. Bo ryż według mnie jest potrawą całkowicie tego smaku pozbawioną. To jest takie coś, co można gotować kilogramami, ale tylko wtedy, gdy mamy nieszczelne okno i chcemy je czymś zalepić. Za to kolor ma niesamowity – pod tym względem pożółkłe ziemniaki i makaron zostają daleko w tyle.

Na mojej patelni jest sporo ryżu. Na zdjęciach moich znajomych także. Od czasu do czasu któraś z dziewczyn z entuzjazmem ubiera się w suknię koloru ryżowego po to, by pod kościołem dostać ryżem w głowę. Na tych fotografiach wyglądają na szczęśliwe. A ja sobie tak patrzę na ten ryż na mojej patelni i wciąż nie mogę pojąć, dlaczego to miałoby być takie fajne – dostać tym w głowę. I to w wieku 20 lat.

Obok ryżu na patelni mamy grzybki. Na portalu społecznościowym także. Tam szczególnie mocno rzuca się w oczy jeden gatunek: Boletus dzieciulis, zwany potocznie… dzieckiem koleżanki (że co? Że dzieci do grzybów niepodobne? A co niby jest podobne? Zresztą, kto by w to wnikał…). Zdjęcia Boletus dzieciulis pojawiają się w internecie notorycznie: mamy dziecko w piżamce, dziecko w kurtce, dziecko na dachu/szafie/podłodze, dziecko w pudełku, dziecko na kaloryferze, dziecko przed szkołą, na szkole, pomiędzy szkołami…

Nieważna jest przyczyna. Nieważne jak, gdzie i kiedy (są to pytania nadzwyczaj niedyskretne, jeśli chodzi o początek życia – i tą niedyskrecją pragnę się dziś upajać) – ważny jest jedynie fakt, że my to dziecko mamy. Dlatego też muszą być i zdjęcia. A koleżanki i koledzy niech sobie to wszystko oglądają i niech sinieją z zazdrości, jako ma w zwyczaju czynić dotknięta do głębi poduszka borowika królewskiego.

Na patelni znalazły się również buraczki. Także i one bywają obecne na udostępnianych w sieci fotografiach. Są to zazwyczaj zdjęcia z imprez koleżanek i kolegów, przedstawiające ich z głowami nadzwyczaj czerwonymi (pewnie za dużo tam myślą). Istotnie, także i w tym wypadku jest z czego być dumnym, dlatego należy takie rzeczy całemu światu pokazywać.

A ja? Nie publikuję żadnych zdjęć. „Ach, to bardzo źle!” – zakrzykną niektórzy. – „My publikujemy, bo chcemy, żeby nam wszyscy zazdrościli. Bo czymże jest dzisiaj człowiek, któremu się nie zazdrości? Niczem!” – A po chwili namysłu dorzucą: – „Dagmaro, jak blado wypada twoja patelnia w porównaniu z bogactwem dań tego świata!”

Ehem. Może. Szkoda tylko, że nikogo nie obchodzi fakt, że ja jakoś w ogóle nie jestem głodna.

Dagmara Kottke

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.

Dodaj komentarz