Walczył ten, kto musiał. Reszta olała sprawę

sfsOdkąd oglądam zmagania drużyn w fazach grupowych Ligi Mistrzów, zauważam dziwną, moim zdaniem, tendencję. Drużyny potrafią przez 3-4 kolejki tych rozgrywek grać na 100%, a czasami nawet i na więcej. Te, które są wtedy na pierwszych miejscach i mają już awans na wyciągniecie ręki zaczynają nagle w dwóch ostatnich meczach grać na pół gwizdka. Bardzo często wtedy się zdarza, że murowany faworyt przegrywa i to w żenującym stylu z drużyną na dole tabeli. W tym roku również nie było inaczej.

Pierwsze zaczęło Atletico Madryt. Pewni awansu do kolejnej fazy Champions League pojechali do Sankt Petersburga bez kilku najlepszych i niekontuzjowanych zawodników. Z tamtejszym Zenitem zremisowali 1-1 choć przez długi czas wygrywali. Zenit zdobył gola po samobójczym trafieniu rywala oraz błędzie bramkarza. W tej sytuacji było widać brak koncentracji zwłaszcza u golkipera.

Następnym przykładem jest spotkanie pomiędzy Ajaxem Amsterdam i FC Barceloną. Ajax potrzebował zwycięstwa, jak powietrza, by móc dalej walczyć o następny etap tego turnieju. Katalończycy wiedzieli już dawno, że awansują i było to widać w tym meczu. Pierwszy mecz zawodnicy Blaugrany wygrali u siebie z Ajaxem 4-0, natomiast drugi na wyjeździe przegrali 2-1 i to w dodatku w grając przez 45 minut 11 na 10. Nawet jeśli i tak Barcelona awansuje, to klub powinien pomyśleć o fanach, którzy przejechali tysiące kilometrów, by zobaczyć swoją „Dumę Katalonii”. No cóż, z wyrazu „Duma” można by tylko trzecią literkę zmienić tego określenia i wtedy by pasowało to do ostatniego stylu Blaugrany.

Przechodzimy do punktu kulminacyjnego. Mecz FC Basel – Chelsea. Ci drudzy mają coś do udowodnienia. Przeżyli hańbę, po porażce u siebie na początku rozgrywek właśnie z Bazyleą. Chelsea przed meczem nie była pewna zakwalifikowania się do dalszych rozgrywek. Musiała przynajmniej zremisować, a w razie porażki liczyć na remis w spotkaniu Steaua – Schalke. Od pierwszej aż do ostatniej minuty o wielkich faworytach można było mówić tylko jedno – ŻENADA. Tragedia i blamaż też mogą pasować. Nie oddać zadnego strzału w światło bramki? Czy oni się naoglądali polskiej reprezentacji? Lepiej nie wiedzieć, jak zareagował na to wszystko trener Mourinho. Dzięki bramkarzowi, gości, FC Basel wygrała tylko 1-0. Na ratunek przyszły wspomniane dwa inne kluby; Steaua zremisowała z Schalke 0:0. I w takim oto stylu Chelsea awansowała do dalszych rozgrywek Ligi Mistrzów.

Kilka lat temu jeszcze łudziłem się, że takie wyniki się zdarzają, bo np. piłkarze są już zmęczeni. Wymyślałem masę innych wymówek. Teraz po prostu wiem, że jak ktoś wygrywa 3 z 4 spotkań w grupie LM, to przynajmniej jedno z dwóch ostatnich meczów musi totalnie olać. Owszem zdarzają się wyjątki, ale one tylko potwierdzają tę regułę.

Autor: Dawid Małek

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.