W niewoli zakupów

Jest sobotnie popołudnie. Stoję na pierwszym piętrze galerii handlowej Plaza, jednej z największych i najchętniej odwiedzanych w Lublinie. Wokół mnie kręci się masa ludzi, spacerują rodziny z dziećmi, pary trzymające się za rączkę, grupki rozbawionych dziewczyn czy samotnicy wpatrujący się w wystawy sklepowe. Jedni dopiero się rozglądają, inni już są obładowani mniejszymi lub większymi torbami z nadrukami firmowymi znanych marek.

Moją uwagę przykuwa wysoka szczupła blondynka, ubrana w jasne obcisłe jeansy, buty na obcasie i granatowy płaszczyk. Wygląda modnie i elegancko zarazem, jej styl przyciąga uwagę. To Kasia, studentka III roku Administracji i Zarządzania, miałyśmy się spotkać jakieś pół godziny temu. Macha do mnie jedną ręką, w drugiej trzyma reklamówki z zakupami. Przeprasza za spóźnienie i tłumaczy, że w jednym ze sklepów były spore przeceny, więc chciała przymierzyć parę ciuchów. Proponuję jej kawę, wjeżdżamy więc piętro wyżej i siadamy w przy stoliku w jednej z kawiarni.

Kupuję bo lubię

Kasia jest wyraźnie w świetnym humorze, cały czas się uśmiecha. Pytam czy to zakupy sprawiły, że jest taka zadowolona. Kiwa głową i dodaje, że to zawsze wprawia ją w lepszy nastrój. Opowiada, że na „łowy” chodzi dosyć często, przynajmniej raz w tygodniu, a nawet częściej, jeśli ma więcej wolnego czasu. Zdarza się, że urywa się z zajęć, żeby trochę „pobuszować” po sklepach. A jak już kompletnie nie ma czasu albo ochoty, żeby wychodzić z domu, to wtedy przegląda oferty na Allegro czy eBay’u i coś sobie zamawia.

Czasem jest trochę krucho z kasą, ale zawsze skądś znajdzie się te parę groszy, żeby kupić jakiś drobiazg. Trochę zaoszczędzi się na jedzeniu, trochę okłamie się rodziców w kwestii wysokości rachunków, czasem coś dorobi się jako hostessa. Ale na stałą pracę się nie zdecyduje, no bo przecież wtedy nie miałaby już zupełnie czasu dla siebie. Czy rodzina wie, że tak dużo wydaje na zakupy? Nie chyba nie, przecież mieszka sam,a więc nie zaglądają jej do szafy, a ona nie chwali się, jakie sumy przeznacza na ubrania czy kosmetyki. Na pytanie, czy uważa że jest uzależniona, wybucha nerwowym śmiechem, kręci przecząco głową i odpowiada: – Przecież ja nie jestem żadną narkomanką ani alkoholiczką, ja po prostu lubię kupować. Czuję wtedy taki dreszczyk podniecenia i od razu życie wydaje mi się przyjemniejsze. To chyba nic złego, w końcu kobieta musi sprawiać sobie prezenty. Ja bez tego nie mogę żyć

Jak możemy przeczytać na stronie www.słownikmedyczny.edu.pl, „zakupoholizm wiąże się z ciągła potrzebą nabywania nowych rzeczy (…), z czasem zachowanie takie przeradza się w obsesję, bez której zakupoholik nie będzie potrafił normalnie funkcjonować. Do głównych objawów tej choroby zalicza się przede wszystkim nieustanną potrzebę pozyskiwania nowych produktów(…)”. Przyczyny występowania tego zjawiska są różne, począwszy od materializmu, chęci poprawienia sobie humoru, niskiej samooceny, a skończywszy na depresji, nieradzeniu sobie z problemami czy przeżywaniu silnego niepokoju lub stresu. W trakcie zakupów jest radość, podniecenie, euforia, zanika kontrola tego co się kupuje i w jakich ilościach. A potem przychodzi poczucie winy, bo znowu wydało się za dużo pieniędzy. Wtedy zakupoholicy obiecują sobie, że to był już ostatni raz, że od teraz będą rozsądniejsi, że więcej ich już nie poniesie. Wystarczy jednak gorszy dzień, jakiś problem, stres, żeby znów pognali do galerii, by zatracić się w zakupowym szale. A skutki zwykle są opłakane. Mowa tu nie tylko o pustym portfelu czy wykorzystanym debecie na koncie. Choroba ta może także zniszczyć życie zawodowe, prywatne czy towarzyskie, bo spędzając godziny w centrach handlowych nie starcza już czasu na spotkania z przyjaciółmi, rodziną, czy na rzetelne wypełnianie swoich obowiązków w pracy lub w szkole.

Jestem anonimową zakupoholiczką

Na jednym z forów internetowych dla kobiet czytam wpis Wewelinki „Mam bardzo poważny problem, praktycznie całą wypłatę przeznaczam na zakupy, ciuchy, kosmetyki i inne „przyjemności”(…, a po każdych zakupach mam coraz większego kaca, że te pieniądze wydałam (…) bardzo proszę o rady (…) ale już nie umiem sobie z tym poradzić sama”. A pod spodem setki porad dziewczyn, które też prawdopodobnie musiały jakoś przezwyciężyć ochotę na zakupy. Nie bierz ze sobą większej gotówki, nie noś karty kredytowej, zmień limity dziennych wypłat , oddawaj swoje pieniądze jakiejś zaufanej osobie, załóż rachunek oszczędnościowy, próbuj zwracać kupione rzeczy do sklepów, bierz określone kwoty na to co masz kupić itd. Parę osób we wpisach sugeruje, że bez pomocy z zewnątrz się nie obejdzie i, że Wewelinka powinna udać się do psychologa albo do jakiejś poradni.

Nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia, zakupoholizm tak jak narkomanię czy alkoholizm można, a nawet trzeba leczyć. Przy odrobinie chęci i samozaparcia oraz z pomocą fachowców można z tego wyjść. Trzeba tylko najpierw uświadomić sobie, że jest się uzależnionym i jest to uzależnienie tak samo groźne, jak każde inne. Na innym forum czytam wpis Natazilki, już trochę bardziej optymistyczny, bo ona z nałogiem walczy i co najważniejsze wygrywa: „Otóż ja naprawdę na to choruję, mam pełne szafy ubrań, wcześniej nie było dnia, żebym nie kupiła sobie czegoś nowego, niektóre rzeczy nie ujrzały nawet światła dziennego. Ale się leczę. Od maja nie kupiłam żadnego ciuszka, żadnej torebki i żadnych butów, nie wstąpiłam do żadnej galerii podczas ostatnich wyprzedaży”.

Grupy wsparcia

A możliwości pomocy jest wiele. Są grupy wsparcia, które oferują terapię grupową, często nie tylko dla nałogowca, ale także dla członków jego rodziny. Można również skorzystać z terapii indywidualnej lub terapii dla par, czyli osoby chorej i jego współuzależnionego partnera. W Internecie można także znaleźć poradnie on-line, które dają możliwość uzyskania bezpłatnej porady psychologa lub terapeuty. Są też telefony zaufania, ich działalność obejmuje prowadzenie konsultacji telefonicznych z osobami uzależnionymi oraz ich rodzinami, udzielanie wsparcia i informacji na temat możliwych terapii, czy placówek, które oferują pomoc w zakresie uzależnień behawioralnych. Ale najważniejsze w tym wszystkim to przyznanie się do swojego problemu przed rodziną i bliskimi, bo to ich wsparcie może mieć największe znaczenie w walce z nałogiem.

Z umiarem

Zakupoholizm często jest ignorowany przez społeczeństwo i postrzegany jako wymysł współczesności. Same osoby uzależnione nie dostrzegają problemu, a swoją przesadę w kupowaniu tłumaczą chęcią sprawienia sobie „drobnej przyjemności”. Kasia być może jeszcze nie zdaje sobie sprawy ze swojego uzależnienia, albo sama przed sobą nie chce się do niego przyznać. Pod koniec naszego spotkania mówi, że dałam jej sporo do myślenia. Być może faktycznie kupuje zbyt dużo niepotrzebnych rzeczy i często potem ma wyrzuty sumienia, że wydała za dużo i znów musi prosić rodziców o dodatkową gotówkę. Zarzeka się, że od tej pory będzie rozsądniejsza w kwestii zakupów. Ale zaraz potem uśmiecha się i dodaje, że na pewno nie zrezygnuje z nich całkowicie, może tylko troszeczkę się ograniczy. Bo przecież jakoś musi czasem poprawić sobie humor.

Agnieszka Siwiec

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.