Ukraina – kraj zniewolony własną historią

zdjęcie fot. Sergey Dolzhenko źródło PAP

foto. Sergey Dolzhenko / źródło: PAP

Przy obecnych rewoltach, jakie toczą się na terenie państwa ukraińskiego, niewielu komentujących tę sytuację zastanawia się nad głębszą przyczyną sporów i wzajemnego oskarżania się walczących ludzi o kryzys w kraju. Nie od dziś wiadomo, że zaszłe, nierozwiązane konflikty mogą rodzić gniew i przemoc. Czy tak jest na Ukrainie? Czy jej historia ma tutaj jakieś znaczenie?

Sytuacja panująca u naszych wschodnich sąsiadów niebezpiecznie przeradza się w wojnę. Nie jest to przesadne stwierdzenie, bowiem Rosja, pod pretekstem bronienia obywateli rosyjskich zamieszkanych na terenie Ukrainy, wysyła wojska do tego kraju. Putin nie dopuści do niezależności swojej wschodniej „towarzyszki”. Dlaczego? Głównie z tego względu, że przywódca Federacji Rosyjskiej w docelowym planie chce jednoczyć byłe republiki sowieckie w Unii Euroazjatyckiej, która miałaby zacząć działać na początku 2015 roku. Nie bez znaczenia jest także strategiczne położenie Krymu, który otwiera Rosji dostęp do Morza Śródziemnego i Bliskiego Wschodu. Putin obawia się, że jeśli Ukraina przemieni się w pełni demokratyczne, wolne państwo, to w ślad za nią pójdą inne sąsiadujące kraje (Gruzja, Mołdawia, Armenia), może nawet sama Moskwa. Ten efekt domina nie byłby dla Putina korzystny, zwłaszcza zaś dla jego planu zbudowania wielkiej unii pod przewodnictwem wszechpotężnej Rosji. Wszystkie media skupiają swą uwagę na jej ruchach, co oczywiście jest uzasadnione zważywszy na skalę konfliktu, jednak żadne nie poświęcają czasu, aby przybliżyć historyczny kontekst samej Ukrainy.

 W tym miejscu trzeba więc przypatrzeć się bacznie temu krajowi. Czy chce on faktycznie oderwać się spod dominacji rosyjskiej na rzecz Zachodu? Jeśli tak, to wpierw musiałby stać się państwem jednolitym pod względem kulturowym, światopoglądowym, przede wszystkim zaś historycznym. Póki co jednak widzimy z jednej strony Ukrainę Zachodnią, która politycznie sympatyzuje z narodowymi i nacjonalistycznymi ugrupowaniami, sławi dokonania OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) – a flagi tych organizacji powiewają w miastach na znak przynależności do banderowskiej wizji walk, jest niechętnie nastawiona do kultury panującej na wschodzie kraju, do Rosji oraz – chociaż w mniejszym stopniu – do Polski. Z drugiej zaś strony dostrzec możemy Ukrainę Wschodnio-Południową, gdzie ludzie w pełni utożsamiają się z kulturą rosyjską i nie zamierzają się od niej odłączać. Oskarżają zachodnią Ukrainę o działania faszystowskie, które inicjowane są w dużej mierze przez USA. Mentalność tych obywateli ciągle tkwi w czasach znacznego rozkwitu ZSRR.

Dlaczego podział narodu ukraińskiego jest tak widoczny? Czy jednolitość historyczna będzie możliwa? Żeby odpowiedzieć na te pytania, należy dokonać parę kroków wstecz. Przeszłość odgrywa tutaj wielką rolę. Bez niej nie zdołamy zrozumieć konfliktu panującego na Ukrainie.

 Obecny kształt terytorialny kraj ten osiągnął na skutek rosyjskiego podboju północnych wybrzeży Morza Czarnego, który miał miejsce w XVIII wieku, następnie – sowieckiej aneksji części terytorium Polski, Czechosłowacji i Rumunii w czasie II wojny światowej. Terytoria te zamieszkiwali przeważnie Ukraińcy. W 1954 roku do Ukrainy dołączył Krym, który był opanowany w znacznej mierze przez imigrantów przybyłych z innych części obszarów ZSRR z okresu powojennego. Koncentrują się oni głównie w ośrodkach przemysłowych na wschodzie i południu kraju. Ziemie te dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku zostały zasiedlone przez rolników. Inaczej jest na północy i zachodzie, gdzie ciągłość osadnicza przekracza tysiąc lat. Co ciekawe, dopiero w XIX wieku ludność zamieszkana na terenach Ukrainy nazwała siebie po raz pierwszy Ukraińcami, uznając tym samym swoją samodzielność i niezależność od innych państw. Chociaż zaczęli się identyfikować z kulturą ukraińską, to jednak nie zdołali w pełni wykształcić własnej tożsamości narodowej. W XX wieku na terenie Ukrainy doszło do katastrofy, jaką był „Wielki Głód”, który pochłonął kilka milionów ofiar. Niedługo później wybuch II wojny światowej zebrał śmiertelne żniwo kolejnych dziesiątek milionów dusz ludzkich. To wszystko doprowadziło do zachwiania tożsamości. Co więcej, propagandowa sowietyzacja umacniała strach przed otwartym wyrażaniem tej tożsamości.

 I tak – zdaje się – jest do dziś. Gdyby politycy Ukrainy po 1991 roku zaczęli odbudowywać kraj od rozliczenia własnej historii, wyraźnego i jednoznacznego, a przede wszystkim zgodnego powiedzenia, co było dobre, a co złe, być może teraz nie oglądalibyśmy tak przerażających relacji, które ukazują krwawe rewolty za naszą wschodnią granicą. Poszczególni prezydenci nie zamierzali jednak dokonać radykalnej przemiany w polityce pamięci swego państwa, woleli pewne niewygodne fakty zatajać, przemilczać. W pierwotnym zamierzeniu polityka historyczna miała radykalnie oderwać Ukraińców od sowieckiej spuścizny i rosyjskich wpływów, jednak plan ten nie do końca został zrealizowany, co pokazują dzisiejsze rozruchy w tym państwie.

Pierwszy prezydent Ukrainy Leonid Krawczuk postanowił budować państwowość poprzez ujawnienie „Wielkiego Głodu” i represji stalinowskich, co doprowadziło na zachodzie kraju do usunięcia pomników, nazw ulic itp. związanych z komunizmem. Zaczęto tam wychwalać działalność OUN i UPA, nie ujawniając oczywiście najdrastyczniejszych faktów. Rosyjskie MSZ postanowiło opublikować więc materiały na temat zbrodniczej działalności tych organizacji, które niedawno ujrzały światło dzienne. Dokumenty te odnoszą się do okresu II wojny światowej i wskazują na współpracę ukraińskich nacjonalistów z hitlerowcami. Moskwa zaznacza, że nacjonaliści ukraińscy dopuścili się ludobójstwa na Polakach zamieszkujących wówczas zachodnie ziemie Ukrainy. Czyżby Rosja dążyła do skłócenia Polski i Ukrainy? Być może, natomiast taka prorosyjska narracja zwyciężała i zwycięża na wschodzie państwa ukraińskiego zarówno w przestrzeni publicznej, jak i w umysłach ludzi.

Leonid Kuczma postanowił więc wyciszyć nasilające się akcenty antyrosyjskie i postawił na bardziej zobiektywizowaną wizję przeszłości Ukrainy. To on zapoczątkował proces odrodzenia pamięci o UPA poprzez stworzenie specjalnej komisji do zbadania jej działalności. Ustanowił także w 1998 roku Dzień Pamięci Ofiar „Wielkiego Głodu”, który przypada na 3. sobotę listopada, jednak pamięć o tej katastrofie odsuwał na boczny tor. Uważał, że Ukraińcy zasłużeni dla ZSRR powinni mieć doczesne miejsce w pamięci historycznej państwa, podczas gdy nacjonaliści uważali ich za janczarów (czyli zdrajców). Jeśli chodzi o stosunki polsko-ukraińskie, w 1997 roku Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma podpisali deklarację o pojednaniu tych dwóch krajów. Niestety, deklaracja ta została odebrana na Ukrainie jako przyjęcie przez Polskę całości win za przeszłe konflikty, co utrwaliło niechęć obywateli ukraińskich do Polaków. Pogłębiło się również niedopuszczanie myśli o zbrodniach ukraińskich, co było na rękę elitom kijowskim, które prowadziły również wewnętrzne walki między sobą. Pod koniec 2004 roku ówczesny prezydent Ukrainy nie przeciwdziałał działalności mającej na celu szkalowanie Juszczenki, które z czasem przypominało najostrzejszą sowiecką propagandę. To jednak nie pozbawiło Wiktora Juszczenki fotela prezydenckiego. Po objęciu władzy, nowy prezydent postanowił nadać specjalne miejsce dla pamięci o „Wielkim Głodzie” w polityce tożsamościowej kraju. Chciał także pojednać weteranów Armii Czerwonej i UPA. „Jestem głęboko przekonany, że powinniśmy szczycić się bardzo licznymi przykładami jedności i męstwa naszego narodu w latach wojny. (…) Tę jedność tworzyły miliony ukraińskich imion, tysiące czynów bojowych. (…) Od Ołeksandra Saburowa do Iwana Kożeduba. Od Romana Szuchewycza do Ołeny Tełyhy. Każdy, kto walczył za Ukrainę, zasługuje na szacunek i wdzięczność po wszystkie czasy” mówił Juszczenko 9 maja 2007 roku podczas spotkania z weteranami. Jego propozycja została jednak negatywnie przyjęta. Możemy dostrzec tutaj pewną desperację w postawie Juszczenki – poprzez chęć dokonania przewrotu tożsamościowego nie liczył się on z konsekwencjami. Zdaje się, że byłby on zdolny do postawienia znaku równości między tych obywateli, którzy rzeczywiście oddali życie za swój kraj a nazistów, gdyby tylko w jakiś sposób przyczynili się do odzyskania niepodległości przez Ukrainę.

 Widać wyraźnie, że niespójna polityka dotychczasowych głów państwa doprowadziła do zacierania różnic tożsamościowych, a tym samym do kształtowania ahistorycznej świadomości obywateli. Postawa Janukowycza dobitnie to pokazuje. Zepchnął on na dalszy plan politykę historyczną. Pamięć o „Wielkim Głodzie” nie była dla niego tak ważna, jak pamięć o ofiarach wojny, które dotąd nie miały swego miejsca spoczynku. Poza tym pozostał obojętny na lokalne inicjatywy dotyczące innych wydarzeń historycznych, skupiając się na ocieplaniu stosunków z Moskwą. Nie zamierzał doprowadzić do scalenia obywateli z całego obszaru Ukrainy, był i ciągle jest marionetką w rękach Putina. Schroniwszy się w potencjalnie bezpiecznym miejscu, odgraża się opozycjonistom, nie ma jednak odwagi stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością, w jakiej znalazł się jego naród. Naród nie mający jasno określonej tożsamości historycznej.

Inne państwa mogą wysyłać apele o pokojowe rozwiązanie konfliktu ukraińskiego. Możemy też palić świeczki w oknach i organizować marsze na znak solidarności z Ukrainą oraz potępiać rosyjską agresję – te piękne gesty z całą pewnością nie pomogą jednak Ukraińcom, jeśli oni sami nie wykonają tego najważniejszego kroku i ostatecznie nie rozliczą się z własną historią, która tworzona przez nich, stała się ich prześladowcą.

 Agnieszka Jarczyk

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.

Comment (1)

  1. Pingback: Imperialny domek z kart | IDiKS KUL

Comments are closed.