Tragedie codziennie pomijane

Najczęściej przechodzimy obojętnie odwracając wzrok. Idziemy dalej zapominając i nie przyjmując do siebie problemu. Widocznego problemu, z którym każdy żyjący w większym mieście spotyka się codziennie. Spotyka się najczęściej w najbiedniejszych dzielnicach, blisko dworców, chociaż też i w centrum gdzie problem przemawia, prosi o pomoc. Bezdomność, bo o tym mowa, jest problemem społecznym, zwiększającym swoje rozmiary każdego roku.

Przyczyn bezdomności jest bardzo wiele, najczęściej mamy do czynienia z wielkimi tragediami rodzinnymi, alkoholizmem, długami, hazardem, narkomanią. Każdy przypadek jest jednak indywidualny, za każdym stoi inna historia. Osoby bezdomne są z reguły niechętne do opowiadania o swoich losach, o tym co wpłynęło na to, że znaleźli się w takiej sytuacji życiowej. Jednak niektórzy z nich otwierają się, opowiadają o tym co działo się w ich życiu.

Historia Piotra, który odważył się opowiedzieć mi o swojej przeszłości, jest jak sam to określił „standardem” pośród osób bezdomnych. Sięganie po alkohol i narkotyki od młodzieńczych lat, doprowadziło Piotra do tego, że został eksmitowany ze swojej kamienicy, nie miał bliskiej rodziny, rodzice zmarli, a on był jedynakiem. Narkomania i alkoholizm doprowadziły go do samego dna, spania na dworcu, szukania w śmietnikach resztek jedzenia. Dopiero gdy prawie zamarzł zimą 2011 roku, gdy został zabrany do szpitala z ulicy w okolicy dworca PKS, zrozumiał, że nałogi doprowadzą go do bardzo szybkiej śmierci. Po wyjściu ze szpitala z licznymi odmrożeniami postanowił zgłosić się do schroniska przy ulicy Dolnej Marii Panny, gdzie mieszka do dzisiaj i udaje mu się wytrzymać bez narkotyków i alkoholu.

Przypadek Piotra jest sztandarowym przykładem wśród osób bezdomnych, ogromna większość z nich właśnie w ten sposób straciła dach nad głową. Zupełnie inaczej przebiegały losy 43-letniego Marka, który w ośrodku dla osób bezdomnych znajduje się od 4 miesięcy. Marek jeszcze kilka lat temu był przedstawicielem handlowym, pracował, miał swoje mieszkanie, żył jak każda przeciętna osoba. Marek jak wynika z jego opowieści od zawsze był singlem, twierdzi, że jeszcze nie trafił na tą jedyną. Mieszkał sam, więc miał dużo wolnego czasu. W 2003 roku pierwszy raz poszedł do kasyna, jak sam twierdzi, bez niczyjej namowy, po prostu z czystej ciekawości. Wizyty w kasynie stały się coraz częstsze, następnie regularne, a nawet codzienne. Marek popadł w długi, najpierw u znajomych, później banków, następnie u lichwiarzy. Doprowadziło to do tego, że stracił swoją pracę, popadł w alkoholizm, a mieszkanie zajął komornik. Wszystko to trwało prawie 10 lat, nikt przez pierwsze 4 lata nie zauważał jego problemu, później, to on sam nie chciał niczyjej pomocy. Teraz twierdzi, że jest czysty od alkoholu i hazardu, planuje stanąć na nogi w ośrodku, a następnie spróbować ponownie znaleźć pracę.

Na tych przykładach dokładnie widzimy, że bezdomność nie bierze się bez powodu, przecież nikt nie rodzi się na ulicy. Osoby bezdomne, najczęściej obwiniają za to siebie samych, niektórzy swoje rodziny, znajomych, inni państwo, jeszcze inni choroby. W Lublinie istnieje wiele ośrodków, które pomagają osobom bezdomnym, lecz by skorzystać z ich pomocy trzeba być trzeźwym, co jak przyznają bezdomni najczęściej jest przyczyną tego, że nie zgłaszają się do takich ośrodków.

 Łukasz Kamiński

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.