Strzelam czy nie

„Stowarzyszenie Empatia zostało założone przez grupę osób przekonanych o konieczności głębokich zmian kulturowych, szczególnie w dziedzinie stosunku człowieka do innych czujących istot. Wybieramy weganizm jako ideę i sposób życia pełen szacunku i współczucia, które nie ograniczają się tylko do ludzi. Cenimy wszystko, co do takiego życia prowadzi…” – tak konstytuują swoją ideę jego członkowie z Dariuszem Gzyrą na czele, jako prezesem.

Do tego wpisu nakłoniła mnie akcja „Nie strzelam w Sylwestra”, jaka zebrała już na portalu Facebook 65 tys. zwolenników. Czemu została zorganizowana?

Organizujemy ją dlatego, że huczny Sylwester z wybuchami petard i pokazami fajerwerków jest koszmarem dla wielu zwierząt domowych – szczególnie niebezpiecznym dla psów i wychodzących kotów – i powodem śmierci dzikich ptaków”. – tak przedstawia problem stowarzyszenie w informacji „eventu”. Postawa pełna empatii, ale jak to się ma do globalnego obyczaju puszczania światełka do nieba, skądinąd licznego?

Już ok. 206 r. p.n.e. w czasach dynastii Han w Chinach prażono bambusy, aby wywołać huk odstraszający złe duchy. W czasach Dynastii Południowych i Północnych (420 – 589 naszej ery) sztuczne ognie były również wykorzystywane podczas modlitw o pomyślność i szczęście. Pierwsze znane pokazy sztucznych ogni zorganizowano na dworze cesarskim w Chinach w XII wieku. W zastosowanych wtedy racach użyto zwykłego prochu, stosowanego potem w Europie jako dymny proch strzelniczy. A w Polsce? Jedno z pierwszych pisanych świadectw puszczania fajerwerków dał Łukasz Górnicki w swoich „Dziejach”. Zanotował w nich, że kiedy w 1566 roku urodził się Zygmunt III Waza „po górach nad Wilnem strzelby rozmaite, rac puszczania, insze puszkarskich przypraw ognie były zapalane”. Pokazy fajerwerków stały się bardzo popularne wśród szlachty polskiej. W XVIII wieku stanowiły niemal obowiązkową atrakcję wielu publicznych zabaw wieczornych, odbywających się na ulicy Foksal w Warszawie. Największe pokazy sztucznych ogni miały miejsce podczas świąt państwowych. Przykładowo dla uświetnienia elekcji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego odbył się pokaz fajerwerków dnia 15 września 1781. Pokazem fajerwerków trwającym 3 minuty uczczono także ogłoszenie niepodległości w 1918 roku.

Jeden z komentujących pisze: „Najlepsza atrakcja w sylwestra i zarazem przywitanie nowego roku, odbywa się właśnie poprzez wystrzelanie fajerwerków… Jest to również sposób na pozbycie się wszystkich złych rzeczy/wspomnień, które miały miejsce w minionym roku (wystrzelenie ich w powietrze). Więc dlaczego miałbym sobie odpuszczać przyjemność, a zarazem przyczyniać się do wyniszczenia tak pięknej tradycji, z racji tego, że ktoś ma psa w domu?”

Adekwatnie do dyskusji ktoś komentuje: „Jeden problem- gdyby strzelanie ograniczyło się do Sylwestra od 22 do 3 w nocy- to miałoby sens. Wtedy nawet mogłabym ten czas przesiedzieć z psem w wannie, jakby była taka potrzeba. Ale strzela się od Wigilii do Trzech Króli, a w Sylwestra bardzo intensywnie od samego rana. A na tak długo żaden weterynarz uśpi psa”. Wg mnie tu zawiera się istota problemu. Kilku wiecznej tradycji z kalendarza nie wymieciemy, ale warto znaleźć umiar. Fajerwerki są „spoko”, ludzie od dawien dawna interesowali się światłem i od zarania dziejów byli związani z symbolem. To, co ma nadany przez nas statut symbolu, ciężko jest odłożyć do lamusa. Warto za to poznać inne sylwestrowe obyczaje, które być może pochłoną więcej naszej uwagi niż bieganie przez tydzień z popularnymi Mietkami i szturmowanie nieba.

W Japonii Nowy Rok nazywany jest O-Shōgatsu. Przed jego nadejściem powinno się zakończyć wszystkie sprawy, spory spłacić długi i posprzątać mieszkanie. By zapomnieć o kłopotach, Japończycy organizują bonen-kai, czyli kolację w rodzinnym gronie, podczas której podawane są tradycyjne potrawy. O północy można usłyszeć 108 uderzeń dzwonów dobiegających z buddyjskich świątyń, ich dźwięk ma uwolnić ludzi od złych mocy. Żegnają one stary rok i wprowadzają w nowy. Niezwykle istotna jest również pierwsza wizyta w świątyni shintoistycznej. Japończycy witają Nowy Rok 3 dni. Długowieczność oraz szczęście zapewniają kadomatsu, tj. ornamenty z sosny, śliwy i bambusa, ozdabiające drzwi oraz bramy. W Sylwestra dzieci dostają otoshidama, czyli pieniądze w małych, zdobionych kopertach.

Ciekawy zwyczaj mają również Hiszpanie. Tradycja każe wyjść o północy na główny plac miasta, aby zjeść 12 winogron w rytm uderzeń zegara. Z każdym uderzeniem trzeba zjeść jedno winogrono, najlepiej stojąc na lewej nodze, by prawą wejść w nowy rok. Dodatkowo winogrona trzeba popić szampanem. Zjedzenie winogron podczas witania Nowego Roku, gwarantuje szczęście w następnym. Pomyślność w sferze finansowej zapewnia Hiszpanom wrzucenie złotego pierścionka lub kolczyka do kieliszka z szampanem. Dodatkowo dobrobyt przynosi też trzymany w dłoni, w trakcie uderzeń zegara, banknot koloru zielonego. Można również włożyć ząbek czosnku do portfela.

Z kolei Włosi Nowy Rok witają w czerwonej bieliźnie. Ma ona przynieść szczęście, a samotnym kobietom pomóc w znalezieniu męża. Także pierwsza spotkana osoba w Nowym Roku gra dużą rolę, ponieważ kobiecie przynosi szczęście spotkanie mężczyzny, a mężczyźnie spotkanie kobiety. Tradycja mówi też, aby tuż przed północą każdy mieszkaniec Włoch zjadł porcję zupy lub potrawki z soczewicy. Soczewica symbolizuje pomyślność i dobrobyt. Podobne znaczenie mają także skorupiaki oraz owoce morza, a także wieprzowina. O północy zaś piją musujące wino.

Dla odmiany w Brazylii to białe stroje stanowią dresscode. Co więcej, na wszystkich plażach w Brazylii, dzień przed sylwestrem mieszkańcy wypuszczają na morze łodzie z podarkami dla bogini Yemanji i wrzucają w fale bukiety białych kwiatów. Dwa miliony osób spędza rokrocznie sylwestrową noc na słynnej plaży Copacabana w Rio de Janeiro.

W Ekwadorze szyte są kukły Años Viejos, które prezentują prawdziwe postacie jak na przykład znanych polityków czy też zdarzenia. U nas pewnie wybuchłby skandal, ale tam takie kukły są o północy palone, co ma być symbolem pożegnania starego roku i przywitania nowego.

Grecja świętuje Sylwestra razem z dniem św. Bazylego. Jest to również czas dawania sobie prezentów. Dzieci pozostawiają przy kominku buty z nadzieją, że św. Bazyl coś im przyniesie. Grecy w tym dniu jedzą też ciasto zwane vasilopita, w którego wnętrzu ukryta jest moneta. Jej znalazca będzie miał szczęście w Nowym Roku.

Na Filipinach 12 okrągłych owoców, jakie powinny być w tym czasie na stole, symbolizuje wszystkie miesiące w roku. Ludzie wierzą, iż okrągłe przedmioty przynoszą szczęście zarówno to duchowe, jak i materialne. Z tego powodu zakładają w sylwestrową noc stroje w koliste wzory. Podobnie jak w Polsce istotne jest też, by pierwszego dnia w roku ich portfel był pełny, wedle zasady – jaki pierwszy dzień, taki i cały rok. Dzieci skaczą też w ten dzień w górę jak tylko mogą najwyżej. Wierzą, że dzięki temu urosną bardziej w Nowym Roku. Dorośli świętują głośno. Hałas przegania złe duchy. Niektórzy przechadzają się wokół domu potrząsając rondelkiem wypełnionym monetami, co ma im zapewnić pomyślność finansową w nadchodzącym roku.
Dania i Norwegia to kraje, w których obyczaj każe tłuc niezliczone ilości talerzy – wskazuje to bowiem na dużą liczbę przyjaciół. Zdarza się też, że o północy Duńczycy zeskakują z krzeseł, by „skocznie” wejść w Nowy Rok!

A my? Jakie inne od fajerwerków tradycje posiadamy względem Nowego Roku? Być może każdy z osobna ma jakiś swój mały rytuał noworoczny, czy wiele znaczący dla niego symbol, bez którego się nie obejdzie? Podzielcie się z nami Waszymi osobistymi obyczajami, piszcie ! 🙂

Autor: Konrad Wyrębkiewicz

licencja : CC0 Public Domain

Zobacz więcej

Dodaj komentarz