„Słowo” w sprawie Ukrainy.

Andrij Andruchowycz, pisarz ukraiński

Fot. Agnieszka Świderska

Ostatnimi czasy cały świat obserwował Ukrainę rozdartą na dwa obozy. Jeden skłaniający się ku Unii Europejskiej i drugi preferujący współpracę z Federacją Rosyjską. Przed wszystkimi stanął ten sam dylemat; po której stronie się opowiedzieć i czy w ogóle się angażować. Dylemat ten jeszcze wyraźniej został postawiony przed osobami publicznymi – w tym przed pisarzami.

W rolę pisarza zawsze wpisane było „opowiedzieć się”. Aleksiej Tołstoj dorobił się sławy, uznania oraz bogactwo gloryfikując Stalina. Borys Pasternak wybrał drogę dysydenta, skazując się na prześladowania i nagonkę. Jean – Paul Sartre najdłuższej, ze wszystkich zachodnich intelektualistów bronił polityki wewnętrznej Związku Radzieckiego. Podjęta decyzja, także ta o wstrzymaniu się od wyrażenia własnego zdania, pozostaje z pisarzem na zawsze. Warto więc przyjrzeć reakcjom ludzi pióra na wydarzenia na Ukrainie.

12 grudnia 2013 r. John Ralston Soul, prezes międzynarodowego stowarzyszenia pisarzy PEN Club, wystosował list otwarty do prezydenta Janukowycza. Prosił w nim o nawiązanie prawdziwego dialogu pomiędzy protestującymi a władzą, przy obustronnym przestrzeganiu praw człowieka. Skrytykował prześladowania studentów, akty przemocy wobec dziennikarzy i wszystkich, którzy protestowali w sposób pokojowy. Zaapelował także do władz o umożliwienie dziennikarzom prowadzenia transmisji i relacji ze zdarzeń na Ukrainie. Należy dodać, że PEN Club łączy 145 pięć narodowych centrów na całym świecie, a jego członkami są między innymi nobliści Mario Vargas Llosa, Nadine Gordimer czy Tori Morrison.

24 stycznia 2014 r. ukraiński poeta, prozaik i eseista Jurij Andruchowycz, autor m. in. „Perwersji” i „Dwunastu kręgów”, skierował apel do zagranicznych redaktorów i dziennikarzy. Zawarł w nim opis aktualnej sytuacji politycznej, oskarżając rząd Janukowycza o kradzieże, stosowanie przemocy wobec bezbronnych oraz wdrożenie szeregu ustaw, które służyć miały ustanowieniu dyktatury i wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Opisał także akcje policji, polegające na wyłapywaniu ludzi w szpitalach i wywożeniu ich w nieznane miejsce. Całość działań rządu określił jako zbrodnię przeciwko ludzkości. Jednocześnie prosił o nieuznawanie demonstrantów za „prowokatorów” czy „ekstermistów”. Stwierdził, że ofiarami przesłuchań i prześladowań są głównie młodzi artyści – w tym pisarze. Apel zakończył słowami „Możecie w miarę możliwości i kontaktów upowszechniać ten apel. I jeszcze – współczujcie nam. Myślcie o nas. I tak zwyciężymy, chociaż oni będą się wściekać. Naród ukraiński, mówiąc bez przesady, przelewa własną krew w obronie europejskich wartości wolnego i sprawiedliwego społeczeństwa. Mam nadzieję, że to docenicie”.

W podobnym tonie utrzymanie jest oświadczenie Andrija Kurkowa, wiceprezes ukraińskiego oddziału PEN, autor „Kryptonimu »Pingwin«”, „Dobrego anioła śmierci” czy „Prawa ślimaka”. W oświadczeniu stwierdził, że rząd Ukrainy przekroczył czerwoną linię, która dzieliła go od zwykłej dyktatury. Opisał brutalność policji, nazywając obecną sytuację za krok wstecz dla całej Europy. Skupił się na opisach pobić dziennikarzy, mówiąc, że „wszystkie dowody wskazują na to, że służby porządkowe nie tylko ignorują legitymacje dziennikarskie, lecz celowo wybierają ich posiadaczy w celu ich pobicia, zniszczenia sprzętu i nagranego materiału”. Krytykował także Unię Europejską za bierność, stwierdzając, że „opuściła” ona Ukrainę, jednocześnie apelował do wszystkich krajów demokratycznych, nie tylko o poparcie i solidarność, ale także o aktywną pomoc w walce z dyktaturą. Należy dodać, że Kurkow był aktywnym uczestnikiem protestów.

Oczywiście głosy nie są jednostronne. W opozycji do poprzednich wypowiedzi stoi postawa rosyjskiego pisarza fantasty, Siergieja Łukjanienko – autor jednej z najpopularniejszych rosyjskich serii książek ostatnich lat – „Nocnego patrolu”. Po ucieczce i odwołaniu Janukowycza zabronił on tłumaczenia swoich książek na język ukraiński, ostrzegł również, że nie zamierza pojawić się na żadnych konwentach czy spotkaniach literackich na terenie Ukrainy. Zwrócił się także z apelem do innych pisarzy rosyjskich, aby poszli w jego ślady. Zagroził, że zrobi wszystko, co w jego mocy, by pisarze pozwalający na tłumaczenie nie zdołali opublikować niczego na terenie Federacji Rosyjskiej. Tych, którzy mieliby ochotę gloryfikować protestujących, nazwał głupcami. Zalecił także „wszystkim prawdziwym Ukraińcom”, żeby opuścili kraj i udali się do Rosji lub Białorusi, jako, że Ukraina jest „przeklętą ziemią, która swoją podłością i tchórzostwem spowoduje własny upadek w ciągu trzech pokoleń”.

Jeżeli chodzi o polskich pisarzy, to raczej wstrzymali się oni od komentarza. Jedynym wyjątkiem jest Andrzej Stasiuk, autor nagrodzonej Nike powieści „Jadąc do Babadag”. Po pierwsze podpisał się pod listem otwartym zatytułowanym „Przyszłość Ukrainy”. Po drugie napisał także artykuł do niemieckiego „die Welt” krytykując zbyt małe zaangażowanie Polski w pomoc sąsiadom: „[mój kraj] nie rwie się na barykady jak kiedyś. Ogląda się za siebie i czeka na to, co powie europejska reszta. Nie wiem, co się stało. Jakbyśmy stracili wiarę w sens pomocy”. Można także wspomnieć o organizowanych spotkaniach z poezją ukraińską m. in. w Olsztynie, Krakowie i Warszawie.

Ten przekrój wypowiedzi ludzi słowa ilustruje w pewien sposób ogólną tendencję w świecie literackim. Chociaż rozkład głosów popierających nowy rząd i krytykujących go jest dość przewidywalny, można się zastanowić, co jest powodem powstrzymania się od głosu niektórych pisarzy. Trudno zakładać z całą pewnością, że żaden z pisarzy ukraińskich nie popiera byłego rządu, tak samo jak trudno ocenić czy w Rosji nikt nie cieszy się ze zwycięstwa opozycji. Również wątpliwe jest to, że w Polsce nie ma większej ilości pisarzy, mających swoje zdanie o ostatnich zdarzeniach.

Jednak teraz należy stale przyglądać się jeszcze jednemu pisarzowi, autorowi „Iluzji strachu” – psychologicznego thrilleru, którego ekranizacja była nominowana do Oscara. Mowa oczywiście o Ołeksandrze Turczynowie, pełniącym obecnie funkcję prezydenta Ukrainy.

Stanisław Michałowski

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.