Putinowska Mitteleuropa

UKRAINA ROZBIÓR

źródło: zmianynaziemi.pl

Rok 1848. Feliks Schwarzenberg, minister spraw zagranicznych Austrii, wysuwa swoją koncepcję zjednoczenia regionu środkowoeuropejskiego pod egidą swego kraju. Idea ta zakładała całkowitą aneksję ziem tego obszaru oraz ich germanizację. Jak powiada jedno z ludowych mądrości: historia lubi się powtarzać. Po prawie dwóch wiekach Mitteleuropa odżyła. Tyle, że dzisiejszym Schwarzenbergiem jest Putin.

„Opanowanie i podporządkowanie ziem położonych na wschód od Rzeszy Niemieckiej, stanowiących rezerwuar taniej siły roboczej i produktów rolnych” – to główne hasło promowane przez austriackiego ministra spraw zagranicznych, rozbudowane w 1915 roku przez Friedricha Naumanna. Zgodnie z założeniami obu polityków, państwa środkowoeuropejskie miały stać się marionetkami w rękach potężnej Rzeszy. W wyniku jednak przegranej wojny Austro-Węgry rozpadły się, a wiele państw w końcu dostrzegło szansę na odzyskanie niepodległości. Mitteleuropa stała się zatem czysto teoretycznym ideałem niemieckim. Do dziś.

Trzeci Rzym

Początki państwowości ruskiej sięgają IX wieku. Kultura ruska kształtowała się pod silnym wpływem Słowian południowych i Bizancjum, od których przyjęła prawosławie. Księstwo Moskiewskie doprowadziło do scalenia większości ziem ruskich i wyzwolenia ich spod panowania tatarskiego. Najazdy tatarskie wywarły silny wpływ na historię Rusi, a sami Tatarzy są obecnie liczną mniejszością etniczną Rosji. W 1547 roku Iwan IV Groźny przyjął tytuł cara, a nazwa państwa została zmieniona na Carstwo Rosyjskie. Wpierw dynastią panującą byli Rurykowicze, następnie na tronie zasiadali Romanowowie. W okresie tym, szczególnie zaś za panowania Piotra Wielkiego, doszło do umocnienia pozycji Rosji na arenie międzynarodowej i ustanowienia Imperium Rosyjskiego. Ogólnie rzecz ujmując, w okresie XVI–XIX w. Rosja zyskała obszary w Europie Wschodniej, Azji Północnej, Środkowej, na Kaukazie, a także w Ameryce Północnej. Była krajem ekspansywnym, o czym marzy dziś Władimir Putin. Marzy, aby być drugim Piotrem Wielkim, który by wskrzesił ZSRR. Nie dziwi więc, że obecnemu prezydentowi Rosji podoba się spojrzenie na Moskwę jako na Trzeci Rzym, wykoncypowane przez mnicha Filoteusza jeszcze w XVI wieku. Dlaczego akurat to miasto miałoby być Trzecim Rzymem? Odpowiedź jest prosta: Moskwa jest jedyną, według tej idei, ostoją prawowierności wiary chrześcijańskiej. Pierwszy Rzym upadł bowiem na skutek najazdów barbarzyńców – German i został skażony herezją (katolicyzmem). Drugi Rzym zaś, którym był Konstantynopol, upadł pod inwazją turecką. Idąc dalej takim tokiem myślenia Moskwa jawi się zatem jako ta, która może unieść ciężar, jakim byłoby zjednoczenie dawnych ziemi ruskich. Rosja zatem poczuwała się i dalej odczuwa silną więź z tradycją Rusi Kijowskiej, a także czuje się – zwłaszcza dziś – jej dziedziczką. Przede wszystkim w znaczeniu terytorialnym. Chce być dostrzegana jako groźny i poważny partner gospodarczo-polityczny na arenie międzynarodowej. W związku z tym nie hamuje się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. Zauważyliśmy to przy okazji krwawych zamieszek na Ukrainie, w wyniku których Krym został ostatecznie przejęty przez cara Putina. A to był dopiero początek jego imperialnych zapędów. Zgodnie z powiedzeniem: dać palec – weźmie całą rękę Rosja łapczywym wzrokiem spogląda na inne regiony ukraińskie. Zresztą niektóre z nich same chcą jej pomocy przy uniezależnieniu się od władz w Kijowie. Przykładem może być tu tzw. „Republika Doniecka”, gdzie separatyści wezwali Putina, aby skierował „kontyngent pokojowy” w ten rejon. „Władimirze Władimirowiczu, jesteś ostatnią nadzieją dla naszej przyszłości i dla przyszłości naszych dzieci” wołał jeden z przedstawicieli separatystów z Doniecka w gmachu rady obwodowej. Okupujący rządowe budynki przekonują, że „tylko siły pokojowe rosyjskiej armii będą w stanie wysłać przekonującą wiadomość dla kijowskiej junty, która doszła do władzy dzięki broni i rozlewowi krwi”. Czy Putin okaże się tym miłosiernym wujaszkiem, który przygarnie marnotrawne dzieci z powrotem na rodziny łono – odpowiedź jest tu aż nazbyt oczywista. Zresztą prezydent Rosji nie zamierza ograniczyć się tylko do zajęcia Ukrainy. Jak powiedział niedawno przywódca Rumunii, Traian Băsescu: jasne jest, że po Gruzji w 2008 roku przyszedł czas na Ukrainę. Trzeba zadać pytanie, który region będzie następny? Jak wylicza polityk, być może będzie to Naddniestrze i Republika Mołdawii, południowe regiony Ukrainy od Krymu do Odessy, do delty Dunaju. Być może będą to państwa byłej Jugosławii. Na te domysły i pytania nie będzie w najbliższym czasie odpowiedzi. Tak samo jak nie znajdziemy odpowiedzi na to, czy o taki Trzeci Rzym chodziło mnichowi Filoteuszowi.

Ukraina w cieniu broni atomowej

24-25 marzec 2014 rok. Trwa szczyt ws. bezpieczeństwa nuklearnego w Hadze. W obradach uczestniczą liczni przywódcy światowi, w tym: prezydent USA, Barack Obama, kanclerz Niemiec, Angela Merkel czy premier Wielkiej Brytanii – David Cameron. Debatują oni nad tym, w jaki sposób udaremnić organizacjom terrorystycznym i przestępczym dostęp do broni atomowej. Obecne na szczycie państwa zobowiązują się zatem do przekształcenia wytycznych w sprawie bezpieczeństwa nuklearnego w prawo narodowe. Zgadzają się też dopuścić nadzór Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej nad swoimi procedurami bezpieczeństwa. Na zakończenie obrad Barack Obama, jak przystało na czołowego światowego przywódcę, chwali społeczność międzynarodową za fundamentalną zmianę, jaką poczyniła w walce z nuklearnym terroryzmem.
W takiej relacji nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że podczas tych obrad doszło do spotkania Siergieja Ławrowa z Andrijem Deszczycą, które miało podtrzymać robocze kontakty Rosji i Ukrainy. Jak powiedział rosyjski minister spraw zagranicznych, spotkanie to odbyło się z polecenia Władimira Putina, aby omówić bieżące sprawy i zadania, jakie oba państwa miałyby uwzględnić przy rozwiązywaniu kryzysu wewnątrzukraińskiego. Jak zaznaczył Ławrow, to sprawa Ukraińców i nikt nie powinien się w to mieszać – zwłaszcza Unia Europejska. Nikt nie powinien się mieszać oprócz (oczywiście) Rosji, która nie omieszkała wysyłać tam swoich szpiegów w czasie najbardziej krwawych starć na Majdanie. Czyni to także obecnie. Ostatnie doniesienia potwierdzają tezę, że Putin działa bezlitośnie, za wszelką cenę. Wysyłając swoich agentów, którzy mają m.in. planować zamieszki oraz potajemnie tworzyć oddziały służb specjalnych, które by miały zajmować elektrownie – prezydent FR pokazuje, kto tak naprawdę rządzi. Pod płaszczykiem więc formalnych spotkań, jak to Ławrowa z Deszczycą, dokonują się najważniejsze posunięcia Rosji. Nie wiadomo zresztą, jak dokładnie przebiegała rozmowa ministrów spraw zagranicznych obu państw, doza tajemniczości daje tutaj wiele do myślenia. Takiej tajności nie było w przypadku spotkania na linii Ławrow – Kerry, kiedy to obaj rozmawiali na temat reformy konstytucyjnej Ukrainy, która by uwzględniała wszystkie jej regiony. Zdaniem niektórych analityków, zwłaszcza po tajnym telefonie Putina do Obamy, USA w kluczowych kwestiach zgadzają się z Rosją, co może spowodować zamieszanie nie tyle w samej Ukrainie, co w całej Europie. zdawać by się mogło, że propozycja Stanów Zjednoczonych o wielostronnych rozmowach ws. Ukrainy są – teoretycznie – dobrym pomysłem, który może stanowić pewien przełom w drodze do ustabilizowania sytuacji w tym państwie. Teoretycznie, ponieważ patrząc na podejmowane przez Putina kroki odnosi się wrażenie, że chce uśpić on w ten sposób Zachód przed kolejną inwazją na następne rejony Europy Wschodniej. Poza tym słowa Ławrowa nie pozostawiają złudzeń: poprzez głęboką konstytucyjną reformę Rosja z pewnością narzuci Ukrainie swoje postanowienia, przez co kraj ten stanie się w pełni marionetką na usługach Putina.

Słowa kontra czyny

„Jesteśmy zaniepokojeni obecną sytuacją w Europie Środkowo – Wschodniej”, „ zamierzamy nałożyć na Rosję dotkliwe sankcje”, „w razie faktycznej inwazji Rosji na Ukrainę podejmiemy decyzję o zerwaniu współpracy gospodarczej z Rosją” – te oraz wiele innych zwrotów padały z ust polityków Zachodu. Jedynym, jak się wydawało do niedawna, konkretnym krokiem było wykluczenie Federacji Rosyjskiej z G8. Miała to być dotkliwa kara i tym samym pohamowanie Putina w jego imperialnym szale. Okazało się jednak, że Rosja nie robi sobie nic z tego faktu. Jej komunikat brzmiący w skrócie: poradzimy sobie bez was, mamy swoich sojuszników i nie zawahamy się użyć wszelkich naszych sił w realizacji naszych celów – pokazuje bezsilność państw zachodnich. Dlaczego dzieje się tak, że w dobie dzisiejszych umów międzynarodowych i wspólnoty europejskiej to Rosja wciąż pociąga za sznurki? Po pierwsze, zbytnia ostrożność polityków światowych paraliżuje zdecydowane działania. Ostrożność ta spowodowana jest uzależnieniem państw od Rosji pod względem gospodarczym. Unikając sytuacji, w której znalazła się Ukraina zmuszona do wyższego płacenia za dostawy gazu, Zachód nie za bardzo wie, co zrobić. Pokojowe rozmowy nie będą miały większego znaczenia. Zresztą pokój proponowany przez elity światowe nie jest tym samym pokojem rozumianym przez Putina. KGB-owiec wychowany w surowej dyscyplinie i ciągłej walce o swoje, chce przemocą ustanawiać ów pokój. Łamiąc prawa człowieka i obywatela odgrywa swój wielki spektakl, którego koniec trudno przewidzieć. Jego działania nastawione na zagrabianie kolejnych ziem są konkretne i zdecydowane. Ma za nic sankcje, bo wie, że azjatyccy przyjaciele – w razie co – wesprą go. Tym bardziej, że są oni uzbrojeni w potrzebną mobilizację wojskową.
Słowo przeciw czynowi – wynik jest wiadomy. Wobec urzeczywistnieniu dawnego konstruktu Mitteleuropy wiele spraw jest niewiadomych, otwartych. Kwestia Ukrainy zdaje się być przegrana, pytanie jednak, czy jej sąsiedzi utrzymają niepodległość, czy też – na skutek bezsilności Zachodu – będą kolejnymi marionetkowymi państwami?

Agnieszka Jarczyk

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.