Premier Kopacz rozdaje prezenty

kopacz prezenty

fot.Tomasz Ozdoba/ newspix.pl

Oglądając exposé, nie wiedząc czemu, poczułam chęć nucenia słów piosenki wraz z Formacją Żywych Schabów „Chciałabym…chciała…” po każdym słowie z ust Pani premier. Co za dwa tygodnie, cóż to był za czas! Początek miesiąca i kwieciste exposé uśpiło czujność Polaków. W ciągu czterdziestu minut zegarowych udało się jej obiecać, więcej niż reprezentacji polski w piłkę nożną przez ostatnie siedem lat gry. Pani premier bez zwątpienia podczas rozgrzewki była w niezłej formie. Padło wiele wielkich słów nie licząc chęci zażegnania konfliktu PO z PiS przy jednoczesnym obciążeniu sytuacją tej drugiej strony. Patrząc na długą listę deklaracji ma się poczucie, że Pani premier tuż przed wystąpieniem usiadła na skwerku wraz z biednym Panem z bloku obok, którego świat boli, i powiedziała: Mów! Bo ja słucham! Tak też i po drugiej stronie szklanego ekranu dało się odczuć jakąś więź i bliskość. Nie wiem, kto był faktycznym autorem tekstu, ale wspomnienia o nim pozostaną w umysłach na długo, co może jednak zadziałać tylko na niekorzyść w przypadku niepodołania zadaniom. Zastanowienie w kwestii merytorycznej exposé wywołało wystąpienie Anny Zalewskiej z partii opozycyjnej, ale nie każdy miał ochotę słuchać poirytowanej kobiety w czerwieni, kiedy przed chwilą popłynęła piękna lawina słów. Można by powiedzieć, że lawina obudziła wulkan, który niczym Pompeje zasypał resztki zaufania do Donalda Tuska, który przecież w siedem lat nie zrobił tyle, ile Ewa Kopacz zadeklarowała po dniu, że zrobi w 12 miesięcy. Można było poczuć się jakby na kolanach ojca, który pociesza ‚nie martw się, jutro będzie lepiej’. A jeśli miałoby nie być jutra?

Swoją drogą Pani premier w politycznych zapędach z roli kobiety, matki przeszła raczej do żelaznej męskiej siły przekazu jakby zatracając części swojej delikatnej natury, które dało się wcześniej odczuć. Gdybym miała określić, do kogo skierowany był tekst exposé, powiedziałabym, że do każdego z osobna. Pani Kopacz obiecała po trochu, każdej z grup społecznych. Każda z jednostek docelowych inaczej widzi przedstawione sprawy, do mnie najbardziej dotarła pomoc ze stażami, a starszej sąsiadki waloryzacja emerytur: „Teraz to będzie życie. Słyszała Pani? – zagaduje na czasie – „Tamten to złodziej był i Polskę chciał sprzedać. ” Tyle z komentarza starszych Pań i miłych, dopóki nie wspomni się o polityce. Kiedy wymieni się nazwisko polityka, od razu dowiaduję się, że wcześniej to było lepiej i by ominąć zbędną dyskusję czas, ewakuować się z terenu klatki na bezpieczną przystań mieszkania. Wracając do tematu, powiem pokrótce, że z zaprzysiężenia w głowie pozostało mi wiele ładnych słów i z tego, co zrozumiałam od roku 2016, całym krajem przeprowadzamy się do Szwajcarii. Nie przepadam za sprawami polityki, ale uwielbiam ją obserwować. Dlaczego? Bo nic mnie tak w życiu nie potrafi zaskoczyć.

Odnośnie do Pani premier również przyszedł czas na niespodziankę w związku z oficjalnymi wizytami, gdzie piękno się delikatnie mówiąc, załamało. Pani premier dała lekcję iście niekobiecego kunsztu, gubiąc się w berlińskich zakamarkach drogi po czerwonym dywanie. Film z wydarzenia w mig obiegł internetową przestrzeń i zamienił postać Pani Kopacz w stos memów nawiązujących do choroby Filipińskiej, na jaką zdarzyło się w naszym kraju chorować już posłom i prezydentom. Oglądającym szczególnie spodobały się momenty szarpnięć i pociągnięć za rękaw, jakimi kanclerz Angela Merkel starała się ratować zagubionego gościa. Nasza twarda kobieta niezłomnie, z uśmiechem na twarzy maszerowała przed siebie, nie bacząc na drogę ani przeciwności w postaci siatek zabezpieczających. Cóż to był za pokaz mili państwo! Tym razem Niemcy nie mieli okazji śmiać się z nas zbyt długo, co jest bardzo budujące, gdyż kadra polskiej piłki nożnej, o której to wspominałam na początku, po 7 latach wywiązała się z obietnicy i wygrała ważny mecz.

Imponującym wynikiem 2:0 zamknęli na długo usta niemieckich kibiców. W tym wypadku nie mogąc wiele mówić, podopieczni Angeli, zrujnowali toalety stadionu w Warszawie w pogoni za częściami drzwi i bidetów potrzebnych do stoczenia bitwy o honor. Następnego dnia już honorowo odsiadywali 48h na komendzie warszawskiej policji. Kiedy jesteśmy w stadium, którym nawet piłkarze wywiązali się z jedynej obietnicy po siedmiu latach zastanawia nas fakt, ile czasu będzie potrzebowała Pani premier, żeby znów się uśmiechnąć, tym razem z podziwem?

Cóż to były za dwa tygodnie. Cóż to był za piękny czas. Moc obietnic do spełnienia, wygrana z Niemcami jakby pod drugim Grunwaldem. I jeśli to nie jest prawda co widzę, proszę Cię kraju mój, kraju drogi nie daj mi się zbudzić.

Agnieszka Wierzchoś

Zobacz więcej

  • Nie płacz EwkaNie płacz Ewka Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że sondażowe wyniki poparcia dla […]
  • Mistrzostwa nie dla nasMistrzostwa nie dla nas Polska reprezentacja w piłce nożnej przegrała w piątkowy wieczór wyjazdowy mecz z […]
  • Święta, święta i…Święta, święta i… Co w mediach na Mikołaja dla dzieci? Zdaje się, że telewizja publiczna nie […]
Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.

Dodaj komentarz