Polska – z festynu na festiwal

Fot: wtripie.pl

Fot: wtripie.pl

Imprezy muzyczne nie są najmocniejszą stroną naszego kraju. Wciąż jest ich niewiele i na pewno śmiało można by narzekać zarówno na ich ilość, jak i na poziom. Jednak nie można przejść obojętnie obok faktu, że sytuacja ta z roku na rok się poprawia, zaczyna dziać się coraz więcej i coraz lepiej, a muzyczne gwiazdy wielkiego formatu pojawiają się w Polsce częściej.

To, że Polska nie jest światowym liderem, jeśli chodzi o produkcję muzyczną, nie jest żadną nowością ani zaskoczeniem. W obiegu krąży wciąż paru wykonawców, kilka zespołów, machina się kręci, pieniądze przechodzą z rąk do rąk i z powrotem i wszyscy z produkcji są zadowoleni. Nieważne, że publiczność wciąż narzeka na to, co puszczane jest w radiu, kto nagrywa czołówki do kolejnych seriali telewizyjnych, ani też, kto będzie reprezentował kraj chociażby na Eurowizji. Na swoje już ponarzekaliśmy, więc teraz z czystym sumieniem możemy przejść do chwalenia cudzego. A skąd to „cudze” w naszej Polsce wziąć? Ano właśnie dzięki Bogu, ostatnimi czasy coraz częściej samo do nas przyjeżdża.

Polska jest krajem specyficznym pod wieloma względami. Głosy w stylu: „u nas się nic nie dzieje”, można by jeszcze kilka lat temu z powodzeniem uargumentować i obronić. Przynajmniej na gruncie dużych festiwali muzycznych. Nasza gospodarka rzeczywiście nie jest w najlepszym stanie, dlatego też jeżeli nawet hipotetycznie jakiekolwiek pieniądze w budżecie państwowym są, to z pewnością nie zostaną przeznaczone na rozrywki typu rzeczone festiwale. Można by wręcz zaryzykować tezę, że Polska wybiera raczej festyny niż festiwale. Na szczęście na rynkach naszej ojczyzny zaczynają się pojawiać i rozwijać europejskie i światowe koncerny. Coraz śmielej inwestują one w rozmaite eventy, w tym także muzyczne, oferując ludziom sporą dawkę rozrywki (i to całkiem na poziomie), a sobie robiąc reklamę oraz PR, niejednokrotnie urastając, zwłaszcza w oczach ludzi młodych, do rangi bohaterów.

Najłatwiej ukazać to można na przykładach bardziej znaczących i rozpoznawalnych polskich festiwali. Wydarzenia takie jak Opener, czy Orange Warsaw Festival są wyśmienitym przykładem na to, że gałąź wydarzeń muzycznych i koncertów na miarę Zachodu nie usycha, a wręcz przeciwnie, rozrasta się i puszcza nowe pędy.

Początki Opener Festival odbywającego się każdego lata w Gdyni sięgają roku 2002 (wtedy odbył się on wyjątkowo w Warszawie). Organizatorem imprezy jest agencja koncertowa Alter Art., natomiast głównym sponsorem – Heineken. Pierwszą i drugą edycję festiwalu można by określić trafniej koncertem, gdyż impreza trwała zaledwie jeden dzień, a o jej festiwalowości świadczyć mogła ewentualnie obecność dwóch osobnych scen. W kolejnych latach rozwijała się zarówno forma, jak i treść Openera, aż do roku 2009, w którym pierwszy raz potrwał on aż cztery dni i ten stan utrzymuje się do dziś. W międzyczasie na scenach Opener Festivalu można było podziwiać wykonawców takich jak: Coldplay, Franz Ferdinand, Placebo, Kings of Leon, Kanye West, Wiz Khalifa, Chemical Brothers i wielu innych. Najbliższa edycja odbędzie się w dniach od 2 do 5 lipca, a swoją obecność zapowiedzieli dotychczas m. in. Pearl Jam, Foster The People, The Black Keys.

Z Orange Warsaw Festival rzecz wygląda podobnie. Choć młodszy brat Openera narodził się w Polsce dopiero w roku 2008. Dzięki środkom udostępnianym przez Orange, firma Rochstar Events może od sześciu lat rozwijać swoje dzieło i wszystko wskazuje na to, iż idzie w jak najlepszym kierunku. Pierwsza, jednodniowa edycja odbyła się na warszawskim Placu Defilad, a program zawierał sześć koncertów, wśród których nie było jeszcze bardziej znajomych nazw. Podobnie, choć już w formie dwudniowej, rzecz prezentowała się rok później. Pierwszym przełomem w dziejach OWF jest rok 2010, kiedy impreza zmieniła swoją lokalizację na Tor Wyścigów Konnych na Służewcu, a na scenie pojawili się m. in. zespół White Lies oraz Nelly Furtado. Od czwartej edycji, festiwal odbywa się na Stadionie Narodowym, a wśród wykonawców znalazły się takie sławy jak: My Chemical Romance, Moby, Linkin Park, The Prodigy, Byoncé, Cypress Hill, Fatboy Slim czy The Offspring. Kolejna, siódma już, edycja imprezy planowana jest w terminie od 13 do 15 czerwca, a więc kolejną zmianą będzie wydłużenie trwania festiwalu o kolejny dzień. Zagrają m. in. Kings of Leon, Timbland, David Guetta, Snoop Dog czy Limp Bizkit.

O warszawskim festiwalu Orange z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że jest on zorganizowany naprawdę dobrze. Odpowiednie służby zachowują wszelkie wymogi bezpieczeństwa, potrzebne miejsca oraz drogi dojścia do nich są odpowiednio oznakowane, a obsługa życzliwie nastawiona do przybywających uczestników. Na Stadionie wywieszono nawet tabliczki informujące o obowiązującym zakazie palenia, czym akurat organizatorzy wystawili się nieco na śmieszność, ale cóż – przepisy to przepisy. Co można by poprawić, to jakoś nagłośnienia w trakcie występów, choć nie była ona też bardzo rażąca.

Na podstawie tego doświadczenia, a także równie dobrze przygotowanego festiwalu Rock For People (który odbywał się wprawdzie w Czechach, lecz zorganizowany był bardzo podobnie), w którym było mi dane uczestniczyć w roku 2008, śmiem twierdzić, iż inne wydarzenia muzyczne w Polsce również utrzymują odpowiedni poziom w kwestii organizacji oraz panującej w trakcie ich trwania atmosfery. Polska uczy się wreszcie i zaczyna dostrzegać potrzebę organizowania wydarzeń takich jak duże festiwale muzyczne. Wiadomo, że do ideału wciąż sporo nam brakuje, ale z każdym rokiem stawiamy kolejny krok w odpowiednią stronę. Fanom koncertów daje to z pewnością dużą dawkę nadziei. Zdaje się, że w mentalności wielu Polaków tkwi obraz podobnych eventów jako piekła, dzikiego tłumu, rozbestwionej młodzieży i pijaństwa. W tak surowej ocenie znika gdzieś zupełnie meritum, jakim jest dobra zabawa, przyjemnie spędzony czas i wreszcie spotkanie na żywo z ulubionymi wykonawcami z całego świata.

Polska staje się w ostatnich latach także miejscem festiwali o bardziej zawężonym gatunkowo repertuarze, jak choćby imprezy reggae, rockowe czy metalowe, takie jak: Ostróda Reggae Festiwal, Metalfest czy Sonisphere Festival. Dzięki temu ostatniemu, wpisaliśmy się nawet w pewnym sensie na karty historii muzyki metalowej, organizując w 2010 roku pierwszy w dziejach koncert tzw. „Wielkiej Czwórki Trash Metalu”, tj. zespołów: Anthrax, Megadeth, Slayer i Metallica.

Festiwale muzyczne nie są oczywiście tylko okazją do powitania jedynie zagranicznych gwiazd. Podczas każdej imprezy na scenach można podziwiać też naszych, polskich wykonawców, na których również niejednokrotnie warto zwrócić uwagę i zapoznać się z ich twórczością. Jednak wydaje mi się, że wyczuwalny jest ten powiew świeżości w polskim światku muzycznym, że wreszcie możemy gościć w ojczyźnie gwiazdy światowego formatu. Wreszcie usłyszały one, że mapa wydarzeń muzycznych nie kończy się na wschodniej granicy Niemiec lub ewentualnie w Czechach. Że dalej jest sobie jeszcze jakaś Polska, której mieszkańcy również potrafią i przede wszystkim chcą bawić się przy dobrej muzyce na żywo.

Jan Brzeziński

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.