Nikotynowe problemy polskiej gospodarki

Papierosy szkodzą zdrowiu

źródło: www.foxnews.com

Od małego uczono nas, że papierosy są złe. Lekarze wmawiają nam, żeby palić ich jak najmniej a najlepiej, kiedy nie palimy ich w ogóle. Unia Europejska wychodzi naprzeciw temu problemowi, wprowadzając w życie dyrektywę tytoniową. Polscy politycy najpierw próbują ją zablokować, a kiedy zostaje już przegłosowana, nie ukrywają wielkiego rozczarowania tą sytuacją. Dlaczego tak się dzieje?

Czym jest dyrektywa tytoniowa?

Dyrektywa tytoniowa to ustawa, która została kilka dni temu przegłosowana. Ma ona zakazać sprzedaży na terenie całej Unii papierosów mentolowych. Rozporządzenie to miało również dotyczyć i papierosów typu „slim”, ale ostatecznie zaniechano tego pomysłu. Oprócz tego, na paczkach papierosów informacja o szkodliwości tytoniu dla zdrowia, musi zajmować 65% powierzchni danej paczki. Ma ona na celu zniechęcić palaczy do nałogu oraz zachęcić do rzucenia go.

Polskie „liberum veto” w tej sprawie

Polska jest największym przeciwnikiem takiego rozwiązania. Do niechętnych państw do tej dyrektywy można jeszcze zaliczyć: Czechy, Bułgarię i Rumunię. Jesteśmy największym producentem gotowych wyrobów tytoniowych i drugim co do ilości producentem tytoniu na terenie Unii Europejskiej. Nie dziwi więc niezadowolenie polityków z tej ustawy. Tak komentuje ją na Twitterze eurodeputowany Marek Migalski z PJN: „Głupia antypolska i antywolnościowa dyrektywa tytoniowa przegłosowana.”. Pan poseł dobrze wie, że jest to bardzo duży cios w Polską gospodarkę, gdzie sprzedaż tytoniu stanowi ważną gałąź przemysłu.

Są też i głosy poparcia

Dyrektywa przede wszystkim ma na celu dbać o zdrowie obywateli UE. Każdego roku umiera przez palenie papierosów ponad 700 tys. ludzi w samej Unii. „To tak jakby z mapy znikło miasto pokroju Florencji czy Krakowa” – grzmiał Tonio Berg, komisarz odpowiedzialny za zdrowie. „Te wszystkie działania nakierowane są na poprawę jakości życia Polaków, poprawę ich zdrowia, ale również oszczędności dla polskiej gospodarki, bo należy pamiętać, że na choroby tzw. odtytoniowe w Polsce co roku umiera 80 tys. osób, czyli 15 razy więcej niż osób, które giną w wypadkach drogowych” – wtóruje mu Magda Petryniak,  z Partnerstwa „Polska bez dymu”.

Co na to społeczeństwo?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Palący (30 % naszego społeczeństwa) są przeciwni, niepalący są za, chociaż zdają sobie sprawę, że odbije się to na naszej gospodarce, więc jakimiś super zwolennikami nie są. W grę wchodzą też Ci, którzy handlują wyrobami tytoniowymi oraz pracujący przy nich. Ta dyrektywa będzie równoznaczna z utratą miejsc pracy dla dziesiątek tysięcy Polaków. Na zysk natomiast może liczyć przemysł farmaceutyczny. Większość chcących rzucić nałóg po ustanowieniu tej dyrektywy zacznie kupować produkty, wspomagające odzwyczajenie się od nikotyny.

Mamy jeszcze trochę czasu

Skutki tego zaczniemy odczuwać dopiero za 8 lat. Wtedy zacznie ta dyrektywa obowiązywać. Do tego czasu Polska musi wymyślić jak zminimalizować straty w PKB albo starać się wpłynąć na Unię i złagodzić zakaz.

Autor: Dawid Małek

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.