Państwowa Komisja Wypadkowa

Druga tura za nami, wyniki wszystkim znane, niespodzianki większe, lub mniejsze, ogólnie rzecz ujmując wybory jak każde poprzednie. Prawie jak każde poprzednie. O ile w drugiej turze wszystko przebiegało dość gładko i sprawnie, oczywiście mówię tutaj o działaniach Państwowej Komisji Wyborczej, o tyle pierwsza tura była katastrofą, klęską i jeszcze kilkoma epidemiami.

Inaczej niż katastrofą działań PKW nie da się nazwać, ponieważ to jak wiele można zepsuć, lub samo się może zepsuć, przy tak poważnej sprawie jak ogólnopolskie wybory jest rzeczą niesłychaną, bezprecedensową i miejmy nadzieję, nie możliwą do powtórzenia. Już podczas testów systemu wyborczego, które odbyły się 11 Listopada, pojawiły się błędy, serwery PKW zaczęły kolejno po sobie padać, zalewane natłokiem informacji, nie dały sobie z tym rady, ponieważ najzwyczajniej w świecie były za słabe do przetworzenia tak ogromnej liczby danych spływającej z całej Polski. Oczywiście PKW stwierdziło, że nic strasznego się nie stało, przecież to tylko próba, a ich główny informatyk jakże optymistycznie dodał, że jest pewien, że w trakcie wyborów nic podobnego nie będzie miało miejsca. Albo facet nie wiedział co mówi, albo chciał w ten sposób uspokoić atmosferę, na pewno musiał się mocno zdziwić tydzień później kiedy nagle w trakcie wyborów, serwery okazały się o wiele za słabe i skapitulowały na całej linii. Odpuszczono sobie serwery i w ruch poszły sprawne dłonie członków komisji wyborczych, liczenie głosów odbyło się w sposób tradycyjny, czyli ręcznie, a na wyniki poczekaliśmy raptem kilka dni. Czas liczenia głosów to jedno, ale same wyniki to już zupełnie inna działka, dodam, że nie mniej ciekawa. Otóż mieliśmy do czynienia z plagą nie ważnych głosów, jakiej nie zanotowano jeszcze podczas żadnych z dotychczas przeprowadzonych wyborów w wolnej Polsce. Źle postawione głosy zdarzały się i będą się zdarzać, ale ich liczba w przypadku tych wyborów może porażać, chociażby 40 proc. w pomorskim w wyborach do sejmiku województwa, to wynik, jaki mógłby wymyśleć tylko ktoś po trunku o tej samej liczbie procentów. Co do nie ważnych głosów, panował jakiś dziwny trend, ponieważ było ich najwięcej tam gdzie wygrywał PSL, albo PO. Właśnie w tych okręgach tylko Ci, którzy głosowali na te dwie partie wiedzieli jak to poprawnie robić, a reszta, stawiała krzyżyki bezmyślnie na każdej z kart? Zbieg okoliczności, żeby nie powiedzieć przypadek, jakich w naszym pięknym kraju wiele. Fanem teorii spiskowych nigdy przesadnie nie byłem, ale historia uczy nas, że ilość zbiegów okoliczności i przypadków w kwestiach politycznych nigdy nie była zbyt wielka.

Ciekawią mnie konsekwencje, które zostaną wyciągnięte wobec członków PKW, którzy są odpowiedzialni, za katastrofę wyborczą, ciekawi mnie czy ktoś zostanie wykopany na bruk, za swoją ignorancję, czy może wszyscy zostaną na swoich posadkach, bo ostatecznie zwyciężył ten, kto miał zwyciężyć? Ciekawi mnie również, czy takie katastrofy będą się powtarzały przy okazji kolejnych wyborów, ale najbardziej ciekawi mnie adekwatność starego powiedzenia Stalina „Nie ważne jest, kto i jak głosuje, ale kto liczy głosy”.

Łukasz Kamiński

Zdjęcie: Boston Public Library na licencji Creative Commons 2.0

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.

Dodaj komentarz