Opinia publiczna na celowniku, czyli American Sniper w kinach.

Promowany z wielką pompą American Sniper ewidentnie wykłada się na łopatki. Oczywiście każdy kij ma dwa końce. Tym co trzeba pochwalić jest, mimo znanego prawie wszystkim końca historii napięcie, sprawnie utrzymane m.in. dzięki Josephowi S. DeBeasi, autorowi muzyki oraz reżyserowi, Eastwoodowi. Chcę tu zaznaczyć, jeżeli pozwolicie na takie porównanie, że oglądając, czułem się w odpowiednich momentach jakbym sam uczestniczył w przedstawianych misjach. Clint zrobił swoją robotę, choć rany postrzałowe niekiedy przypominały bardziej starszą wersję Battlefielda niż rzeczywiste trafienia. W filmie czuć swąd zapalonych głów osób, które uważają zainstniały konflikt za słuszny, w tym samego reżysera – gorącego zwolennika posiadania broni i wojny zapoczątkowanej przez G.W. Busha. Widza dotyka też przodująca i niezłomna myśl patriotyczna. Pokazany jest bohater kochający wyzwania, twardziel, ale naturalny, czyli powrót do amerykańskiej tradycji – archetypu kowboja. Robi brudną robotę, ale w gruncie rzeczy wymierza sprawiedliwość i broni bliskich przed złymi arabami – mudżahedinami. Widzimy to wszystko w kilku scenach. W pierwszej misji wyraźniej się wyrzeźbić nie dało, czyli po jednej stronie chłopaki z jednostki, a po drugiej kobieta z dzieckiem, przekazujący sobie granat trzonkowy – the choice is yours. God bless America. Następnie scena jakby urwana z choinki, ale jednak znajdująca się po coś, a mianowicie by uwypuklić wyczulenie bohatera na krzywdę amerykańskiego obywatela, aw4kiedy to pielęgniarka ignoruje płaczące dziecko Kyle’a (Bradley Cooper). Przechodzimy też przez obsesję odwetu za straconych przyjaciół w minionych misjach. To, co już tylko utwierdza w przekonaniu, że postać The Legend bazuje właśnie na etosie kowboja to wreszcie pojawienie się jej naturalnego wroga, spersonifikowania zła z którym nasz Legend walczy – uzdolnionego snajpera mudżahedina. Ambitnie stworzona postać antagonisty, byłego olimpijczyka, który jest nieuchwytny, sprytny, oddaje strzały z odległych kryjówek i ciągle się wymyka. Samo odwołanie jest świetne, podoba mi się. Aliści, nie zmienia faktu, że film jest piorącą mózgi propagandą, wtłaczającą w głowy widzom jakby nadrzędną rację bezwzględnej wojny. W rzeczywistości bowiem USA nie są wspaniałym szeryfem wymierzającym sprawiedliwość, a korporacją interesów, konsekwentnie dążącą do realizacji swojej polityki i pompującą w wojnę miliardy dolarów, dzięki czemu pewnie budżet filmu skorzystał. Czytam więc Snajpera jako swego rodzaju usprawiedliwienie działań militarnych Stanów, quasi-radziecką paradę eksponującą siłę armii amerykańskiej, posiadającą herosów niczym z greckich mitów, których obecność w potyczkach i wojnach przesądzała o zwycięstwie. Przyznam, że dobrze się bawię rozkładając Amerykańskiego Snajpera niczym broń w wojsku, na czynniki pierwsze.

Produkcja jednak zwraca też uwagę na coś więcej. Mimo wyżej przedstawionego pamfletu uważam, że pozwala zobaczyć problem decyzyjności żołnierza w momentach krytycznych. Mamy scenę, gdzie Kyle melduje obserwowaną sytuację – cel misji jest w zasięgu, może być zdjęty, ale wtedy pozycja jednostki zostanie zdradzona i wpędzi chłopaków w piekło. Żołnierz dostaje wolną rękę, słyszy: decyzja należy do Ciebie. awusun2Pole mentalnej walki, zajmuje w moment odpowiedzialność za misję, za towarzyszy oraz własne ego i swoistą  (do czego jest wskazówka przy pierwszej rozmowie z Tayą) obsesję patriotyczną. W filmie bohaterom udaje się jakoś wydostać z burzy pocisków, jednak w rzeczywistości takie brawurowe akcje odbijają się sprzężeniem zwrotnym , czyli samolotami załadowanymi po brzegi trumnami z Marines. Rozgrywająca się akcja jednak nie jest grą, którą sugeruje efekt wizualny po strzale snajpera na pierwszej misji. Jak wiele pomyłek zachodzi podobnych sytuacjach? Kiedy Kyle do ostatniej chwili wstrzymuje się ze strzałem do dzieciaka podnoszącego granatnik, dając mu długą szansę na zmianę decyzji ja myślę: jak wielu snajperom udało się poczekać, aż dzieciak rzuci broń? Jak wielu nie zaczekało? Odpowiedzialność państwa za decyzje jest zrzucana na żołnierzy, a obciążenie psychiczne, czyli syndrom posttraumatyczny, który po takich decyzjach dotyka wojskowych być może stworzył właśnie psychola, który wielkiego amerykańskiego Legendę zastrzelił. Pytań rodzi się wiele. Wiem tylko, że obrazu trwającej wojny z filmem nie kupuję. Nie można jej w żaden sposób gloryfikować,  czy ukazywać działania Stanów jako zawsze nieomylne.Jednak na przekór obiektywizmowi, American Sniper chce dokarmić nienawiść do wroga i nasycić po brzegi żądzą zemsty naród. Źle, bo rodzi się fala mylnych interpretacji i ujednolicania –nie każdy arab przecież jest terrorystą, tak jak nie każdy Amerykanin jest gruby. Społeczeństwo ma jednak tendencje do generalizacji, co w efekcie rozjuszy tylko ludzi do jeszcze większej nietolerancji.

W jaki sposób powstaje generalizacja i ochota na częstszy kciuk w dół ? Ekranizacja sugeruje, że nawet matka z dzieckiem mogą być terrorystami, więc jeżeli giną kobiety i dzieci nie poruszajmy się zbytnio. Przecież to w obronie świata i Stanów. Bezwzględni Talibowie wykorzystują przyziemne chwyty, żeby złamać amerykańskich żołnierzy, ale ci świetnie potrafią rozpoznać sytuację i wstrzymują się do ostatniej chwili, eliminując w 100 % możliwość błędu i pozbawienia życia niewinnych.  Po drugiej stronie są przecież dzikusy, takie jak plemiona kanibali, a wcześniej Indianie, czy inne cywilizacje zniszczone przez Europejczyków. Są gorsi od dawnych murzynów, którzy przecież też nie byli ludźmi, a zwierzętami do zbierania bawełny.  Muzułmanie są zwierzętami do mordowania Amerykanów. Żeby etykieta przypadkiem się nie zmyła tezę argumentujemy oczywiście dramatycznymi obrazami. Począwszy od niezidentyfikowanych ataków, w tym na WTC, dalej wiszącego na łańcuchach trupa z obciętymi stopami, zamarzniętymi na stalowych szafkach kończynami i scenami przewiercania dzieciom zdrajców głów na środku ulic. Poza tym nie dajmy się nabrać, bowiem nawet goszczący nas i częstujący posiłkiem muzułmanin chowa pod klapą w domu stosy AK- 47, granatów i innego rodzaju broni, a budowanym poczuciem serdeczności chce tylko uśpić naszą czujność.  Stany podtrzymują obraz, jaki jest tej Unii na rękę. Z resztą lincz i walki gladiatorów od dawna były ulubioną rozrywką ludu, więc w zakceptowaniu “widokówki” pomaga USA zew żądnych odwetu obywateli.

Reasumując, w American Sniper ujrzymy wychodzącą na przód obsesję, zamiast zamierzonej pasji. Zobaczymy manipulację patriotycznymi  uczuciami, zamiast faktycznego obrazu tego konfliktu. Na koniec dostaniemy klęskę świetnego amerykańskiego snajpera, który uśpił w sobie psa pasterskiego jakby na życzenie własnej rodziny, stając się owcą jaką zagryzł obłąkany wilk. Ameryka tnie sobie żyły chcąc pokazać familiom poległych, że nie ważne gdzie są ich bliscy, wszędzie może dopaść ich może zły los i sugeruje, że nie ma co martwić się na zaś.  Zaniedbując opiekę nad weteranami i nie izolując świrów od zdrowego społeczeństwa, nie zapewniając im odpowiedniej opieki zabija Legendarnego Snajpera z Teksasu.

Co więc tak naprawdę mógł mieć na celu film? Oczyszczenie czyjegoś sumienia, urabianie obserwatorów konfliktu na stronę USA, tłumaczenie się z ofiar przed rodzinami swoich Marines, czy zgarnięcie grubej kasy za rozmach i fabułę? Jedno jest pewne: amerykański PR strzelił sobie przez kolano w stopę, mimo to zgarniając niezłą sumkę na dalsze działania militarne.

Nasz Puls: Konrad Wyrębkiewicz

Zdjęcia:materiały promocyjne

Zobacz więcej

Dodaj komentarz