Ofiary wolą to przemilczeć, rodziny zatuszować, a psychologowie zapomnieć

Dzieci oczekują akceptacji ze strony ważnych dla nich osób. Bliskości rówieśników, miłości dorosłych. Miłości pełnej poczucia bezpieczeństwa i czułości, ale nie seksualności. Ofiary przemocy seksualnej, które doświadczyły jej ze strony najbliższych milczą. Pragną chronić ukochanych oprawców.

Nie chcą być dla kogoś problemem, powodem do smutku. Starsze dzieci boją się zemsty ze strony zastraszającego je gwałciciela. Jeszcze starsze milczą ze wstydu. Ten sam wstyd powstrzymuje przed szukaniem pomocy wszystkie ofiary gwałtu – te, które doświadczyły go ze strony obcych ludzi i te, którym krzywdę wyrządzili znajomi. Wykorzystane przez starszych, silniejszych i skrzywdzone przez rówieśników. Strach przed społecznym piętnem i publicznym poniżeniem okazuje się paraliżujący. Wszystkie te bariery musi pokonać psycholog – często ostatnia osoba, do której dzieci i ich rodziny zgłaszają się po pomoc. Ostatnia nadzieja. Jedyny człowiek, który nie boi się prawdy. Jedyny, który staje po stronie skrzywdzonego i występuje przeciwko rodzinie pragnącej zatuszować skandal. Jakimi magicznymi narzędziami dysponuje wybawca, który mierzy się z przerażającymi ludzkimi tragediami? Z przemilczaną krzywdą bezbronnych? Z tematami tabu? Z problemami tak obrzydliwymi i tak niewygodnymi, że nikt nie chce ich poruszać? Dysponuje własną głową i wszystkimi ludzkimi ułomnościami. Garścią procedur, dotyczących przesłuchania i diagnozy, oraz pomocą innych psychologów.

Psycholog wiecznie czujny

Iwona i Beata – wychowawczynie z Placówki opiekuńczej

Iwona:

Jedna z naszych wychowanek tkwi w silnej, destrukcyjnej relacji z ojcem. Jej rodzice są po rozwodzie, oboje mają ograniczone prawa do opieki nad dzieckiem. Ojciec, w przeciwieństwie do matki, mieszka blisko placówki – mógłby odwiedzać dziecko, ale rzadko to robi. Dziewczynka ma 12 lat. Zaczyna odkrywać swoją seksualność i odczuwa silną potrzebę akceptacji ze strony faceta. Nie stawia granic, ubiera się wyzywająco, zaprasza chłopaków do swojego pokoju. Już kilka razy wychowawcy nakryli dziewczynkę z chłopakiem w łóżku zanim zdążyło do czegokolwiek dojść.

Beata:

Ojciec twierdzi, że córka jest bardzo podobna do jego ukochanej żony, którą uważa za najcudowniejszą kobietę na ziemi, z którą jest rozwiedziony i którą gwałcił. Boimy się, że to, tak zwane, „widzenie córki przez kalkę” skłoni go do powtórzenia swoich zachowań. Nazywa dziewczynkę „księżniczką” i obiecuje jej góry złota, ale jest niesłowny i rzadko pojawia się w życiu dziecka. Kiedy córka wraca z przepustek opowiada o tym jak śpi z ojcem w jednym łóżku i jak łaskoczą się pod kołdrą. Sprawa była w prokuraturze. Nie udowodniono prób molestowania, ale wcale nas to nie uspokoiło. Nawet bez „złego” dotyku może dojść do emocjonalnego uwiedzenia dziecka.

Psycholog na straży norm

Jolanta – Terapeutka ze Specjalistycznej Poradni Psychoprofilaktyki i Terapii Rodzin:

Przyszła do mnie mama i z przerażeniem oznajmiła, że jej córeczka jest nienormalna. Podejrzała przez uchylone drzwi zabawę swojego 6-letniego dziecka z 4-letnim chłopczykiem z sąsiedztwa. Zabawę w doktora. Chłopczyk, będąc pacjentem, powiedział, że boli go palec. Dziewczynka kazała mu się rozebrać. Chłopczyk zdjął koszulkę. Dziewczynka nalegała by zdjął wszystko. Kiedy rozebrał się do naga, obwiązała mu palec i pozwoliła się ubrać. Uspokoiłam matkę, że zachowanie jej córeczki nie odbiega od normy rozwoju psychoseksualnego dla jej wieku i poleciłam rozmowę z córką. Co nie jest normą? Kiedy 14-letni chłopiec bawi się w lekarza z 5-latką, ale nie ogląda, jak we wspomnianym przypadku, tylko bada. Bada poprzez wkładanie rożnych przedmiotów w różne miejsca, na końcu wkłada penisa i dochodzi do penetracji, to nie jest norma.

Psychologowie zajmujący się psychoprofilaktyką, czy też terapią rodzin, podczas branżowych spotkań, takich jak zjazdy, konferencje, szkolenia, wspólnie starają się ustalić co w rozwoju psychoseksualnym jest normą, a co od niej odbiega. Akcentują, że rozmawiają wtedy o normach, nie o swojej pracy – bo tam normy są stale przesuwane.

W wieku do 6 lat normą jest brak wstydu przed nagością, podglądanie, masturbacja odkryta samoistnie, występująca od czasu do czasu. Wykracza ona poza normę dopiero kiedy staje się kompulsywna i niekontrolowana, natarczywa. U dzieci między 7 a 11 rokiem życia normą jest oglądanie swojego ciała, porównywanie go z rówieśnikami tej samej płci, ale nie jest normą publikowanie swoich wyzywających zdjęć w Internecie. Niepokojące jest przedkładanie masturbacji nad inne czynności, natarczywe pytania dotyczące seksualności mimo otrzymania odpowiedzi. Czy rysunki przedstawiające nagich ludzi z wyraźnie zaznaczonymi genitaliami są normą? Wykraczają poza nią dopiero wtedy, gdy stają się notoryczne, jednak nawet w pojedynczych przypadkach powinny budzić niepokój. Dziecięcy rysunek często staje się dla psychologa ważnym źródłem informacji.

Psycholog dociekliwy

Barbara – terapeutka specjalizująca się w zakresie diagnozy i terapii dzieci krzywdzonych:

Pewna kobieta znalazła w domu zgnieciony rysunek, upchnięty za półką. Musiał zostać namalowany przez dziewczynkę z piątej klasy – jej wnuczkę, która spędzała u babci wakacje. Na dużym arkuszu widniał zamazany obrazek, przedstawiający kobietę przywiązaną do łóżka. Obok niego znajdował się następny, również zamalowany. Widać na nim było zarysy ciała kobiety i dłoń mężczyzny w okolicach jej krocza. Trzeci z rysunków przedstawiał tą samą scenę, ale najwyraźniej ze wszystkich. Oczy kobiety były wielkie i przerażone, a usta wygięte w smutnym grymasie. Babcia zaczęła rozmawiać z wnuczką o tym skąd wzięły się w jej głowie takie obrazy. Dziecko przyznało się, że w nocy oglądało film ze scenami pornograficznymi. Problem można było uznać za zamknięty, ale dziecko trafiło do mnie na terapię, a ja drążyłam sprawę dalej. Takie obrazy nie „przyklejają się” do dzieci bez powodu. W końcu doszło do tak zwanego „ujawnienia”. Dziewczynka przyznała się, że rok wcześniej padła ofiarą próby gwałtu ze strony swojego korepetytora. Nie mogłam milczeć – zgłosiłam próbę molestowania przez nauczyciela. Okazało się, że moje zgłoszenie było jednym z wielu, które z czasem wpłynęły do prokuratury. Seryjny gwałciciel został zdemaskowany dzięki rysunkowi.

Psycholog – jedyny sprzymierzeniec

Marta – terapeutka specjalizująca się w zakresie diagnozy i terapii ofiar wykorzystywania seksualnego:

Gwałciciel i jego ofiary, w tym moja pacjentka, chodzili do jednej klasy, do szkoły podstawowej. Dziewczyny wierzyły, kiedy chłopak przekonywał, że nikt nie da wiary ich oskarżeniom. Jego ofiary, zmuszane do stosunku analnego, pozostawały dziewicami. Gwałt był nie do zdiagnozowania przez ginekologa. Dzieci należały do tego samego kręgu społecznego, ale wstyd nie pozwalał im się porozumieć, bały się o tym rozmawiać. Dużo czasu minęło zanim ofiary skontaktowały się ze sobą. Do ujawnienia u mojej pacjentki doszło podczas rozmowy z psychologiem w szpitalu, w którym dziewczyna znalazła się po próbie samobójczej. Matka namawiała dziecko do wycofania zeznań. Adwokat, do którego się udały wziął 1000 zł za przejrzenie akt, po czym stwierdził, że krzywda jest nie do udowodnienia, dokonała się w czterech ścianach, bez świadków, nie pozostawiła śladów na ciele. Oskarżenie to słowa pokrzywdzonej, przeciwko słowom zaprzeczającego oprawcy – tylko „słowa na słowa”. Zapytałam matkę czy to ja mam reanimować jej dziecko? Czy to ja mam stać za nim murem? To matka zachęcała córkę, by weszła w rolę ofiary. Uświadomiłam jej, że jeśli dziewczynka wycofa zeznania, to już całe życie będzie schodziła z drogi każdemu mężczyźnie. Każdy będzie mógł zrobić z nią co zechce.

Jolanta -Terapeutka ze Specjalistycznej Poradni Psychoprofilaktyki i Terapii Rodzin:

Córka z wieloletniej rodziny, będąc w pierwszej klasie gimnazjum, doświadczyła molestowania seksualnego ze strony ojca. Zastraszał ją, że jeśli się ujawni, trafi do poprawczaka, a jej rodzeństwo do domu dziecka. Dziewczynka opowiedziała o wszystkim szkolnemu pedagogowi, chcąc ustrzec przed ojcem swoją młodszą siostrę, która w przyszłości z pewnością podzieliłaby jej los. Od dwóch starszych sióstr usłyszała, że jest głupia. Skoro one wytrzymały – ona też mogła. Nikt we wsi nie zechce się przecież ożenić z molestowanymi dziewczynami. Bracia nazwali ją „kurwą”. Ojciec, przerażony perspektywą czekającego go więzienia, obarczył córkę odpowiedzialności za to, że całe rodzeństwo straci swojego jedynego żywiciela. Została wykluczona z rodziny. W sądzie, chcąc chronić ojca przed skazaniem, odmówiła zeznań. Sprawa została umorzona, a dziecko trafiło do szpitala po przedawkowaniu leków uspokajających. Nie mogła wrócić do domu – nawet matka nie okazała jej wsparcia i oskarżyła o kłamstwo. Została sama przeciwko rodzinnej zmowie milczenia. Byłam jedyną osobą, z którą mogła wtedy porozmawiać.

Psycholog – nieugięty oskarżyciel

Zofia – członkini Ogólnopolskiego Porozumienia „Niebieska Linia”:

Kiedy matka weszła do pokoju zastała męża siedzącego pod kocem z ich 4-letnią córeczką. Mężczyzna na widok żony gwałtownie wyciągnął ręce spod koca. Kobieta znalazła na majteczkach dziewczynki ślady spermy. Zauważyła też u dziecka obrzęk okolic intymnych. Szukała pomocy, ale była odsyłana od jednej placówki interwencyjnej, do drugiej. W końcu trafiła do mnie. Jej córeczka opowiedziała mi całą fabułę zabawy wymyślonej przez ojca. Historię o samochodzikach, jeżdżących po ciele. Jeździły po nóżkach, pod kolankami, a potem docierały do „broszki” – tak ojciec nazywał seksualne pobudzanie dziecka. Od tamtej pory dziewczynka, w trakcie przedszkolnych zabaw „w dom”, rozkładała nóżki przed chłopcami i namawiała ich do „jazdy samochodzikami”.

Kiedy matka z babcią usłyszały ode mnie całą historię, były przerażone. Po trzech dniach od pierwszego spotkania dziewczynka znów zjawiła się w moim gabinecie. W swoich pierwszych słowach oświadczyła: „Tata mi nic nie robił”. Zapytałam: „Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie?” – „No tak”. „Co się działo kiedy po tym spotkaniu wróciłaś do domu?” Dziewczynka odpowiedziała: „Mama z babcią bardzo płakały.” Dziecko musiało dojść do wniosku, że to co powiedziało jest przyczyną smutku u ludzi, których kocha. Co zatem robi ofiara przemocy? Milczy, żeby nie robić nikomu kłopotu.

Sprawa trafiła do sądu. Przesłuchanie odbyło się w „starym stylu” – bez specjalnego ochraniania świadka. Teraz przesłuchuje się maluchy w przyjaznym dla nich pokoju, w obecności sędziego i psychologa. Matka z prokuratorem siedzą za lustrem weneckim. Wtedy na sali, podczas przesłuchania znajdowało się aż 9 dorosłych osób: sędzia, dwóch ławników, protokolant, prokurator, adwokat oskarżonego, psycholog, matka, obrońca ze strony matki i… czterolatka. Dziewczynka, stając przed Szanownym Sądem, cała schowała się za barierką dla świadka. Sędzia zapytał: „Czy chcesz rozmawiać o tym co ci zrobił tatuś?” Dziewczynka pokręciła przecząco głową. Sędzia zwrócił się do protokolantki: „Proszę zaprotokołować, że świadek, poinformowany o swoich prawach, odmówił składania zeznań.” Ja nie odmówiłam zeznań. Miałam 18 stron notatek z rozmów z dziewczynką. Ojciec nie mógł dłużej wypierać się molestowania. Zmienił wtedy linię swojej obrony. Jego adwokat i przekupiony seksuolog stwierdzili: „Nie można wykluczyć, że ojciec poprzez taką zabawę okazywał dziecku swoją miłość. Jego intencje były dobre.” Zostałam ponownie wezwana do sądu i zapytana na czym polega szkodliwość czynu oskarżonego. Dziecko, odseparowane od ojca, tęskni za nim, jest miłe dla rodzica, jest między nimi więź. Gdzie tu krzywda? Sędzia chciał skazać ojca, ale nie wiedział za co. Pytał jak miałby to zaprotokołować, jak nazwać przewinienie. Pani mecenas broniąca oskarżonego postawiła pytanie: „Skoro całuję swojego kilkumiesięcznego synka w pupę to też go molestuęj?” Sędzia zgłupiał.

Ostatecznie mężczyzna został skazany na cztery lata, w zawieszeniu, w oparciu o moje zeznania. W sądzie sprawa została zakończona, ale dla mnie był to dopiero początek długiej terapii. Wychowawczynie w przedszkolu musiały pilnować dziewczynki, która stale się pobudzała. Trzeba było stale odwracać uwagę dziecka, żeby powstrzymać je przed masturbacją. Wykonałyśmy ogromną pracę, rozmawiając z dziewczynką o tym, że tata jest dobry i bardzo ją kocha, ale to co zrobił nie było dobre, że nie wolno robić tego dzieciom.

Psycholog bezradny

Agnieszka – Dyrektorka Pogotowia opiekuńczego:

Jesteśmy placówką interwencyjną, pierwszego kontaktu, o dużej rotacyjności dzieci. Przychodzą do nas na parę dni, po czym wracają do domu, trafiają do rodzin zastępczych lub placówek opiekuńczych. Dlatego też naszym zadaniem jest krótkotrwałe zapewnienie im dóbr materialnych. Nie mamy narzędzi wychowawczych. Raz trafiła do nas 17-latka, która wielokrotnie uciekała z różnych placówek opieki. Zgłosiła, że została zgwałcona przez trzydziestoletniego mężczyznę. Dała się przesłuchać na policji, ale kiedy poproszono ją o podpisanie zeznań, odmówiła. Dziewczyna, jak prawie wszyscy podopieczni, spędziła u nas kilka dni. Nie wiemy nawet jak dalej potoczyły się jej losy i czy ta historia w ogóle była prawdą.

Psycholog „odwentylowany”

Jolanta -Terapeutka ze Specjalistycznej Poradni Psychoprofilaktyki i Terapii Rodzin:

Z własnej inicjatywy spotykamy się raz na miesiąc w grupie wsparcia, o charakterze superwizji koleżeńskiej, z innymi psychoterapeutami, psychologami z ośrodków pomocy, poradni rodzinnych. Nie podajemy nazwisk rodzin ani szczegółów spraw, którymi się zajmujemy. Po prostu opowiadamy sobie o swoich problemach, dzielimy się przemyśleniami. Poziom obciążenia emocjonalnego sprawia, że często mamy dość naszej pracy, najchętniej przestalibyśmy ją wykonywać. To dla nas naprawdę bardzo trudne. Musimy stale oczyszczać narzędzie, którym pracujemy – samych siebie. W pierwszych latach swojej pracy psycholog skupia się przede wszystkim na autoterapii. Później stale walczy z emocjami, które rodzą się w nim wraz ze sprzeciwem wobec niesprawiedliwości z jaką obcuje.

Koleżeńskie superwizje, branżowe spotkania, szkolenia są to okazje do wymiany doświadczeń miedzy ludźmi, którzy na co dzień pomagają innym, ale i sami potrzebują pomocy. Mam okazję uczestniczyć w jednym z takich spotkań – szkoleniu poświęconym identyfikacji ofiar przemocy seksualnej. Zebrani na nim specjaliści dyskutują o fachowej literaturze i najnowszych kontrowersyjnych publikacjach, takich jak np. „Wielka księga kutasów”. Wymieniają się zasłyszanym od dzieci słownictwem, toczą dyskusje na temat nazewnictwa wstydliwych części ciała. Oglądają filmy instruktażowe, ucząc się przeprowadzania wywiadu z dziećmi będącymi ofiarami. Opowiadają o tragicznych historiach swoich pacjentów. Swobodne żarty na tematy tabu przeplatają się tu ze wstrząsającymi opowieściami, pochodzącymi z doświadczeń praktyków. Specjalistka w zakresie terapii i diagnozy dzieci krzywdzonych relacjonuje: Miałam siedmiolatka, który natrętnie łapał swoich kolegów za krocze i wkładał im ręce do majtek. Okazało się, że zajmuje się nim babcia. Chłopiec opowiadał, że pomaga mu ona przy kąpieli a później pozwala skakać po łóżku. Zaczęłam dopytywać: „Co robi babcia kiedy skaczesz po łóżku?” – „Babcia leży wtedy na łóżku i bawi się dzyndzelkiem. Bierze go do buzi.” Takie historie to dla zebranych na szkoleniu chleb powszedni. Ich opowiadaniu towarzyszy co prawda atmosfera konsternacji, ale rozluźnia się ona wraz z zaordynowaniem przerwy na kawę. Wtedy rozmowy przy ciastku przybierają swobodny charakter. Wszyscy śmieją się i żartują: „Czym rożni się pedofil od pedagoga? Tym, że pedofil naprawdę kocha dzieci”.

Musimy się zdystansować – tłumaczy mi jedna z terapeutek. Dopiero kiedy psycholog „odwentyluje” sobie głowę, może pomagać innym.

Weronika Gigilewicz

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.