„Nie zabijaj” – przykazanie ciągle aktualne?

Mariusz Trynkiewicz

„Szatan z Piotrkowa”, „bestia”, „potwór” – to tylko niektóre określenia uderzające w osobę Mariusza Trynkiewicza, którego ominęła kara śmierci. Pośród powszechnego oburzenia związanego z tą sprawą niewielu ludzi zastanawia się nad tym, czy człowiek ten nie zasługuje raczej na miano ofiary. Ofiary aktu „prawdziwej łaski”.

Jest rok 1988. Mariusz Trynkiewicz uzyskuje przepustkę z więzienia w celu opieki nad chorą matką. Podczas pobytu w domu zwabia do mieszkania czterech chłopców, których molestuje i zabija. Ciała swoich ofiar wywozi do lasu i podpala. Przestępca już wcześniej wykorzystał seksualnie dwóch innych chłopców, za co został skazany na 2,5 roku pozbawienia wolności. To mu jednak nie przeszkodziło w kontynuowaniu swoich zboczonych zapędów, które w końcu doprowadziły do śmierci czwórki dzieci. Mariusz Trynkiewicz po przyznaniu się do winy zostaje skazany na czterokrotną karę śmierci. Kary jednak nie wykonano, ponieważ w 1989 roku weszła w życie ustawa o amnestii, która objęła także seryjnych morderców – w tym Mariusza Trynkiewicza. Zgodnie z art. 7 pkt. 3, który głosi: karę śmierci (…) zamienia się na karę 25 lat pozbawienia wolności, a orzeczoną obok niej karę pozbawienia praw publicznych łagodzi się do lat 10 przestępca seksualny, a zarazem morderca jest w tej chwili na wolności.

Pierwotnie ustawa o amnestii nie przewidywała jakiegokolwiek złagodzenia kar dla sprawców najcięższych przestępstw. Dopiero poprawki naniesione przez senatorów i ekspertów komisji: Praworządności i Praw Człowieka oraz Inicjatyw i Prac Ustawodawczych spowodowały, że Mariusz Trynkiewicz spędził w więzieniu 25 lat. Słyszy się głosy pełne pretensji, dlaczego łaska objęła tego zbrodniarza?! Powinien zawisnąć na stryczku, w końcu dopuścił się nieprzebaczalnego czynu i znów może taki popełnić. Należy zgodzić się co do tego, że wszelka krzywda wyrządzona dziecku jest straszna, molestowanie zaś i zamordowanie dziecka zasługują na najwyższy wymiar kary. Ale czy najlepszą byłaby kara śmierci? Kto z nas ma władzę pozbawienia życia drugiej osoby, nawet jeśli ona dokonała zamachu na życie najbardziej bezbronnych istot? Kto także wie na 100%, że człowiek ten powróci do pedofilskich, zbrodniczych praktyk? Niewiele jest głosów, które ten temat by podejmowały. Niewielu też dostrzega w Mariuszu Trynkiewiczu człowieka zranionego własnymi czynami. Co więcej, stał się on ofiarą złego systemu sprawiedliwości, ponieważ – po pierwsze – resocjalizacja w polskich więzieniach jest na bardzo niskim poziomie, nie przygotowuje więźniów do życia, jakie czeka na nich za kratami celi. Po drugie, posłowie i senatorowie debatujący o amnestii nie pomyśleli o jeszcze jednej możliwości, jaką jest kara dożywotniego pozbawienia wolności dla największych zbrodniarzy. Sejm procedował w pośpiechu. Nie przemyślano dokładnie pewnych szczególnych i wrażliwych przypadków, choć, jak mówił Zbigniew Romaszewski, wyroki ferowane w okresie PRL były często niewspółmierne do winy osądzonego. Postanowiono zatem je zmienić. Posiedzenia Sejmu w tej sprawie nie świadczyły wcale o entuzjastycznym podejściu do amnestii, ale raczej do chęci weryfikacji wyroków, jakie padły przed 1989 rokiem. Wskutek takiego myślenia ustalono ostatecznie zamianę kary śmierci na karę 25 lat pozbawienia wolności. Tłumaczono, że tak można skutecznie obronić społeczeństwo przed groźnymi przestępcami. Do największych przeciwników takiego rozwiązania należeli m.in. bracia Kaczyńscy, którzy postulowali za dożywociem. Obecny prezes PiS mówił wówczas, że chciałby się zdystansować od stwierdzeń, że wszyscy są za powszechną amnestią. Jak podkreślił – to go nie dotyczy. Zaznaczył, że w społeczeństwie z pewnością nie jest osamotniony co do koncepcji kary dożywotniego pozbawienia wolności. Jego głos nie został odebrany pozytywnie. Mariusz Trynkiewicz jest zatem na wolności. Nie warto wspominać sytuacji, jakie miały miejsce tuż przed wypuszczeniem go z więzienia. Były one bowiem dowodem na głupotę polityczną. Były też dowodem na to, że prawo nie musi być przestrzegane wobec morderców i prawo mogłoby wobec nich działać wstecz. Czy nie jest to paranoja? Trynkiewicz został okrzyknięty winnym już za sam fakt, że wychodzi, bo tak stanowi prawo. Poza tym nie mówiono wcale, że oprócz niego jest kilkadziesiąt innych, podobnych przestępców, którzy mają lada moment odzyskać wolność. Do takich należą m.in. Leszek Pękalski, który został oskarżony o 17 zabójstw. Udowodniono mu tylko jedno, chociaż podkreślał, że jeździł po całej Polsce, aby gwałcić i mordować kobiety. Drugim jest Henryk Moruś, który swoje ofiary zabijał karabinkiem sportowym. Znanych jest 8 przypadków, w których w sposób bezlitosny mordował upatrzone wcześniej osoby. Obaj mają opuścić więzienie w 2017 roku. Czy do tego czasu wymiar sprawiedliwości naniesie stosowne zmiany w kodeksie karnym? Czy będzie tak, jak w przypadku Trynkiewicza nic nie robić, po czym siać panikę? Panika ta pokazała zresztą, że państwo nie zdało egzaminu. Co smutniejsze, społeczeństwo także.

Większość nie potrafiła i wciąż nie potrafi zrozumieć, jak można było dopuścić do tak strasznej sytuacji, w której groźny zboczeniec żyje, a żeby tego było mało – opuścił więzienie. Co prawda sąd z Rzeszowa nieprawomocnie „skazał” go na izolację, to jednak nie umniejsza faktu, że wymiar sprawiedliwości okazał się bardzo niesprawiedliwy. Nikt w całej tej sprawie nie dostrzega w takich osobach, jak Mariusz Trynkiewicz, ludzi. Racja – jego przeszłe czyny zasługują na potępienie, ale należą one do przeszłości. On natomiast zasługuje teraz przede wszystkim na przebaczenie. Obojętnie, czy ktoś jest wierzący czy nie – akt ten buduje naszą moralność, osobowość, człowieczeństwo. Pokazuje, że potrafimy być ludźmi, nie zwierzętami, które pożerają się nawzajem. Dziś zdajemy test z przykazania nie zabijaj, które odnosi się nie tylko do rzeczywistego pozbawienia życia jakiejś osoby, ale także do zabijania poprzez słowo, gest. Rany, jakie mogą powstać na skutek szkalującej wypowiedzi skutecznie pozbawiają człowieka poczucia własnej wartości, chęci życzliwości i pokoju. Człowiek ten, czując się wyrzutkiem w społeczeństwie dziczeje, przez co jest bardziej skłonny popełniać zło. Pytanie tylko, czy społeczeństwo i media wrogo nastawione do byłych więźniów zdaje sobie z tego sprawę? Epitety padające pod adresem Trynkiewicza z pewnością nie pomogą mu uporać się i tak z ciężką sytuacją, w jakiej się znajduje…

Mimo ogromnego cierpienia, jakie spotkało rodziny tych chłopców oraz bliskich Mariusza Trynkiewicza, nie zapominajmy, że on także cierpi. Lincz społeczny nie pomoże mu przystosować się do nowej rzeczywistości, bez łańcuchów więziennych. Być może nie będzie w stanie zapanować nad swoimi chorymi żądzami. Być może będzie potrzebna jego izolacja, aby chronić obywateli. Mimo wszystko nadal jest człowiekiem, który ma prawo do godnego życia. Pytanie tylko, czy wszyscy to dostrzegamy.

 Agnieszka Jarczyk

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.