Nie każdy muzułmanin to terrorysta

W związku z ostatnim zamachem na redakcję paryskiego tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo” nasiliła się nienawiść w stosunku do całej społeczności muzułmańskiej żyjącej na terenie Europy.

Przypomnijmy: 7 stycznia 2015 roku dwóch algierczyków zamieszkujących na terenie Francji, Saïd Kouachi i Chérif Kouachi włamali się do budynku francuskiej gazety, gdzie zabili 12 osób (w tym 9 dziennikarzy i 2 policjantów) oraz ranili 11. Atak był spowodowany niecenzuralnymi i często wulgarnymi treściami (głównie satyryczne rysunki), które mogły urazić mniejszość islamską żyjącą na terenie Europy. Mimo, iż w 2011 roku siedziba „Charlie Hebdo” doszczętnie spłonęła, nie wstrzymano wydawania kontrowersyjnych publikacji. Po zamachu z tego roku prezydent Francji Francois Holland, ogłosił 3-dniową żałobę narodową.

Wszystkie dotychczasowe akty przemocy dokonane z rąk terrorystów są ściśle połączone (przez media i władzę) z religią muzułmańską. Islam bowiem uważany jest za religię okrutną, a wyznawcy Mahometa za barbarzyńców lubujących się w rozlewie krwi dla zasady.
Podobnie było w przypadku zamachu z 11 września 2001 roku, w którym terroryści z grupy Al-Ka’ida porwali 2 samoloty pasażerskie, a następnie skierowali je w stronę budynków WTC oraz Pentagonu. W zamachu tym zginęło wówczas ponad 2000 osób. Wiele z nich nie zostało zidentyfikowanych (w tym terroryści).

Ataki z 11 września były bezpośrednią przyczyną rozpoczęcia wojen przeciwko zamachowcom na terenie Afganistanu czy Iraku.
Sama wojna- jak to zawsze bywało w historii- ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. W walkach toczonych w państwach muzułmańskich giną nie tylko żołnierze, ale również i ludność cywilna, która ma zablokowane wszelkie drogi ucieczki ze skażonego wojną i rozlewem krwi terytorium. Państwa niebiorące udziału w wojnie niechętnie dają azyl islamskim uchodźcom. Boją się zamachów na własnym terenie i działają w interesie obywateli (co jest zrozumiałe).
Jednak utożsamianie dżihadu („świętej wojny”) z doktryną religijną muzułmanów jest wielce krzywdzące. „Pięć filarów islamskich” jest zbiorem podstawowych obowiązków, które każdy z nich musi spełnić, by po śmierci trafić do raju.Pierwszym z nich jest „wyznanie wiary”, tzw. „szahada”: „nie ma innego boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem”. Drugim obowiązkiem muzułmanina jest tzw. „Salat”, czyli odmawianie pięciu modlitw w ciągu jednego dnia; następnie „zakat” – dawanie jałmużny w ściśle określonej proporcji, „Ramadan” – czyli miesiąc postu i pokoju oraz „hadżdż” – czyli odbycie przynajmniej raz w życiu pielgrzymki do Mekki. O ile cztery pierwsze filary dotyczą każdego wyznawcy islamu, z pielgrzymki do Mekki mogą zrezygnować ludzie chorzy lub niezbyt zamożni. W końcu — wbrew powszechnym sądom dżihad nie jest kanonicznym obowiązkiem islamu.

Przeświadczenie o tym, iż „każdy muzułmanin to terrorysta” pochodzi jeszcze z czasów plemiennych, gdzie niewolnictwo było praktykowane podczas starożytnych wojen na terenie dzisiejszej Arabii Saudyjskiej (niewolnictwo było sankcjonowane przez Koran, więc podbijano nowe terytoria nieislamskie, żeby zdobyć ludzi do pracy). Armia niewolnicza nie była jednak wymysłem muzułmanów. Wcześniej powstawały one na terenie starożytnych Chin (nie odegrały jednak one tak kluczowej roli, jaką odgrywała w państwach islamskich).
Oczywiście każdy niewolnik mógł inaczej pokierować swoim losem- wystarczyło, że przejdzie na religię Koranu, a w zamian dostawał wolność.

Do walki z „heretykami” Koran nie zachęca. Mimo że tylko wyznawcy islamu są traktowani równo, nie ma nigdzie mowy o wolnościowych sporach między innymi wyznaniami, a same grupy terrorystyczne często niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek religią (jak wiemy, za każdą wojną stoją zawsze pieniądze i władza).
Religie powinny łączyć, a nie dzielić. W sposób pozytywny zachęcać innych ludzi do miłości i wzajemnego szacunku. Czy to jest w ogóle możliwe?

Nasz Puls: Katarzyna Herman

Zobacz więcej

Dodaj komentarz