Napluć w twarz bohaterowi

Ryszard Kukliński 3

 

fot.polityka.pl

Gdyby jakimś cudownym zrządzeniem losu kijowski Majdan zmienił swoje geograficzne położenie i przeniósł się do Polski prawdopodobnie… świeciłby pustkami. Może gdzieniegdzie echo kroków nielicznych śmiałków niosłoby się po placu. Wokół panowałaby przejmująca cisza, przerywana co jakiś czas nieśmiałymi wezwaniami do walki o wolność. Wizja apokaliptyczna? Skądże. To tylko interpretacja sondażu IBRiS Homo Homini przeprowadzonego na początku lutego dla Rzeczpospolitej. Wynika z niego, że aż 41 % Polaków nie poświęciłoby nic dla dobra obecnej Polski. Z kolei 19% obywateli jest w stanie oddać dla ojczyzny życie lub zdrowie.

W kontekście tych niepokojących wyników warto ponownie pochylić się nad postacią płk Ryszarda Kuklińskiego, którego 10. rocznicę śmierci obchodziliśmy w lutym. Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą Kuklińskiego. Znamienne, że uczynił to wprawdzie większością głosów, ale nie była to uchwała jednomyślna. Przeciwko wydaniu dokumentu opowiadały się SLD oraz Twój Ruch. Rozkład głosów w tym przypadku doskonale odzwierciedla podejście do rozumienia terminu ‘zdrada’ oraz stosunku do systemu komunistycznego. Zdanie przedstawicieli lewicy precyzyjnie wyjaśnił Tadeusz Iwiński z SLD : są liczni Polacy uważający płk. Kuklińskiego za bohatera, równie liczni, którzy uznają go za zdrajcę. I to prawdopodobnie rozstrzygnie historia. Ale żadne parlamenty nie przyjmują uchwał w sprawie honorowania agentów lub szpiegów . Co za dyplomatyczna odpowiedź! Niby głosujemy przeciw, bo nie honoruje się agentów czy szpiegów, ale z drugiej strony nie kryjemy się z tym, że Kukliński przez niektórych jest uważany za zdrajcę. Przez niektórych, czyli w domyśle : przez lewicę. To właśnie ludzie umieszczający swoje poglądy po lewej stronie sceny politycznej najczęściej plują Kuklińskiemu w twarz. Odgrywając rolę piewców lojalności oskarżają Pułkownika o zdradę kolegów z Ludowego Wojska Polskiego. Kolegów, którzy tak jak i Kukliński przez długie lata służyli obcemu systemowi, zginając się pod jarzmem poprawności politycznej i autorytetu Wielkiego Brata ze wschodu. Owszem, zdrada może boleć, ale Kukliński nie był jedynym, któremu służba radzieckiemu systemowi przestała odpowiadać. Tym różnił się od wielu swoich kolegów, że odważył się ponieść ogromne ryzyko i od środka demontować komunizm. Drugim argumentem, którym posługują się przeciwnicy Kuklińskiego jest działanie szpiegowskie na rzecz obcego państwa, co dla oponentów Pułkownika łączy się jednoznacznie ze zdradą ojczyzny.  Zdradą polegającą na sprzymierzaniu się z amerykańską agencją wywiadowczą, jaką jest CIA po to, by prowadzić działania wymierzone w dobro Polskiej Republiki Ludowej. O ile CIA można zarzucić wiele, jak chociażby niezbyt humanitarne działania prowadzone w więzieniu w Starych Kiejkutach jak i w innych tego typu ośrodkach na świecie, to z pewnością nie można sugerować, że Polska Republika Ludowa ( pozostająca pod ogromnym wpływem Związku Radzieckiego) była mniejszym złem niż Stany Zjednoczone. Owszem, była to ojczyzna Kuklińskiego, którą ten kochał i szanował i właśnie dlatego postąpił tak, a nie inaczej. Postawa Pułkownika daleka była od zachowania chorego, który widząc, że część jego ciała zżera poważna choroba i trzeba ją amputować zaciekle walczy w jej obronie, bo to przecież coś, czego nie można się pozbyć. Z ostrożnością i odwagą charakterystyczną dla najlepszych chirurgów rozpoczął ryzykowny zabieg rozmontowywania obszarów w ukochanej ojczyźnie , które od wielu lat zżerał rak komunizmu. Pomimo strachu i obaw o konsekwencje, które trzeba ponieść po ewentualnie nieudanej operacji, stopniowo a zarazem konsekwentnie  udostępniał ważne informacje agentom CIA. Takie działanie było o wiele szlachetniejsze niż bierne patrzenie, jak rak komunizmu rozbija nie tylko ojczyznę, ale i jej poszczególnych obywateli, przetrzymując ich w więzieniach, torturując, zmuszając do emigracji. Postawa Kuklińskiego jest najwyraźniej niezrozumiała dla współcześnie żyjących Polaków. I nie ma co mówić, że żyjemy w innych czasach, gdyż wbrew pozorom pytanie postawione we wspomnianym wcześniej sondażu równie dobrze można było zadać wiele lat temu Kuklińskiemu i jego kolegom z Wojska Polskiego. Pytania z tegorocznego sondażu można by doprecyzować następująco : czy jesteś w stanie zrobić coś dla obecnej Polski? Czy jesteś gotowy wyrzec się czegoś dla dobra ojczyzny rządzonej przez PO? Ojczyzny, która tonie w długach i nie jest w stanie zapewnić nowych miejsc pracy dla bezrobotnych obywateli? Przecząco na te pytania, postawione na początku 2014 roku  odpowiedziałoby 41% Polaków. A ilu Polaków odpowiedziałoby przecząco na podobne pytania postawione, powiedzmy 30 lat temu? Na pytania o gotowość do poświęcenia czegoś dla Polskiej Republiki Ludowej, kraju w którym od lat rządzili komuniści? W kraju, w którym deptano pamięć o wielkich bohaterach a gloryfikowano zbrodniarzy? Można pokusić się o odpowiedzi na te pytania ponownie przywołując postać Ryszarda Kuklińskiego. Człowieka, który poświęcenie dla ojczyzny rozumiał nie przez pryzmat ślepego oddania systemowi, czy przymykania oczu na panujące w niej patologie, ale walki o jej przyszłe dobro. Człowieka dostrzegającego, że Polska, o którą warto walczyć i dla której warto poświęcać życie to nie przestrzeń oznaczona na mapach ówczesnej Europy, kraj szczycący się wielką przyjaźnią ze Związkiem Radzieckim. Kukliński doskonale rozumiał, że ojczyzna, dla której chce ryzykować  jest ukryta głęboko pod zakażonymi komunizmem tkankami. Dla tej prawdziwej Polski, niepodległej i niezależnej, której chciał pomóc zrzucić pęta niewoli, ryzykował życiem. Za tę postawę, pełną odwagi i oddania ojczyźnie zasługuje na szacunek. Szacunek tych, którzy  go krytykują, ale ze wstydu wynikającego z własnego tchórzostwa powinni przynajmniej milczeć.

Katarzyna Gurmińska

 

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.