Na kłopoty Kaczyński

Jarosław Kaczyński

Trwa prawdziwy wyścig zbrojeń w przygotowaniach do wyborów, które mają wyłonić deputowanych na kolejną kadencję Parlamentu Europejskiego. Ustalanie list, roszady, mydlenie oczu wyborcom czy przymilanie się do innych partii, (bo w końcu razem jest łatwiej coś osiągnąć) ma na celu zgarnięcie jak największej liczby mandatów w majowych wyborach. Aż dziw bierze, że nasi rodzimi politycy są tak naiwni i wierzą, że przed telewizorami zasiadają tylko bezmyślne lemingi, spijające z ust polityków słodkie mleko zapewnień o ich dobrych intencjach.

Propaganda uprawiana przez kandydatów ma coraz słabszą moc przebicia przez umysły Polaków, przez co nie jest w stanie ulokować w nich idyllicznych frazesów o reprezentowaniu rodaków w Europie czy walce o ich interesy. Komentatorzy polityczni są jednak zgodni : wybory do Parlamentu Europejskiego to tylko rozgrzewka przed batalią, która odbędzie się w 2015 roku. Wtedy to w szranki staną partie ubiegające się

o rządzenie Polską przez kolejne cztery lata. O poważnym podejściu do sprawy świadczą obietnice wyborcze składane przez ich liderów, wśród których najjaśniej w ostatnim czasie świeci gwiazda Jarosława Kaczyńskiego.

Niezmiennie od wielu miesięcy PiS przewodzi we wszystkich sondażach. Hurraoptymiści twierdzą nawet, że w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych posłom tej partii uda się uzyskać zdecydowaną większość w Sejmie, bez ryzyka, że połączone siły oponentów mogłyby zagrozić zwycięskiemu marszowi ku wielkim reformom. O ile pomniejsze partie typu Solidarna Polska, która już zdążyła się ośmieszyć  „Europom”, Partia Razem Jarosława Gowina targana wewnętrznymi sporami czy lewicowcy w postaci Twojego Ruchu zdają się tonąć w odmętach szerokich wód sondażowych łapczywie próbując zaczerpnąć powietrza, czyli dobicia do 5%, to SLD czy Platforma mogą stanowić dla partii Kaczyńskiego poważne zagrożenie. Leszek Miller zdaje się odgrywać rolę męża opatrznościowego, który swoim spokojem i opanowaniem próbuje zaskarbić sobie łaskę wyborców. Jego głównym atutem wydaje się być zdecydowana pozycja lidera po lewej stronie sceny politycznej oraz bycie pewnego rodzaju złotym środkiem, idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy nie chcą głosować ani na skompromitowaną Platformę ani na rozpalony smoleńską gorączką PiS.
Z kolei partia Donalda Tuska przeżywa ostatnimi czasy bardzo bolesne wahania nastrojów. Po euforii i wielkim uniesieniu spowodowanym efektownym wystąpieniem Sikorskiego
w Kijowie nastąpił brutalny upadek oraz ponowna utrata kilku punktów procentowych
w sondażach. Wszystko to za sprawą Jacka Protasiewicza, który nie dość że narozrabiał, to
w dodatku zamiast we włosiennicy wystąpić przed wyborcami oraz Jaśnie Panującym Donaldem jeszcze bardziej skompromitował siebie oraz partię.

Na odpowiedź Jarosława Kaczyńskiego nie trzeba było długo czekać. Nie dość, że zdecydowanie wygrywa na sprawie Ukrainy, ponieważ Radek, Donek i Komorek tylko powielają politykę prowadzoną przez prezesa PiS, to w dodatku przedstawia bardzo sensowne propozycje zmian. Pierwszą z nich ma być utworzenie nowego, siedemnastego województwa, gdzie w skład nowego regionu miałyby wejść województwo słupskie
i koszalińskie, co miałoby ułatwić zarządzanie administracją na tych terenach. Kolejną propozycją wysuwaną przez PiS jest likwidacja gimnazjów na rzecz powrotu do systemu ośmioletniej podstawówki oraz czteroletniego liceum lub szkoły zawodowej.
W przeciwieństwie do partii rządzącej Kaczyński prawidłowo odczytał pragnienie dużej części społeczeństwa (ponad milion obywateli), która złożyła swoje podpisy pod petycją o m.in. likwidację gimnazjów. Patrząc na liczne sytuacje patologiczne, które mają miejsce w takich placówkach oraz na poziom nauczania w polskich szkołach, gdzie zdać maturę oraz dostać się na studia może już praktycznie każdy pomysł PiS jest mocno uzasadniony. Propozycja Kaczyńskiego stanowi realną opozycję do zapewnień Tuska o wprowadzeniu darmowego podręcznika, który ogłupiając obywateli obniżeniem kosztów ma przykryć postępujący za tym spadek jakości nauczania, który i tak od wielu lat znajduje się na bardzo niskim poziomie.

Jarosław Kaczyński rzuca również wyzwanie niżowi demograficznemu, słusznie spostrzegając, że to nie egoistyczne ambicje dorosłych czy odchodzenie od nauki Kościoła sprawia, że
w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Oferując 500 zł na każde kolejne dziecko wyciąga pomocna dłoń do tych, którzy potomstwa pragną, ale z przyczyn ekonomicznych boją się powiększać swoje rodziny. Gdy pomysł PiS wypali a rodacy ochoczo zabiorą się do podwyższania statystyk urodzeń, na nowych obywateli będzie czekał program patriotycznego wychowania, który jest dla byłego premiera jednym z priorytetów. Rodzice posiadający gromadkę dzieci, wpajający im wartości patriotyczne, a w przypadku młodych ludzi posiadających zdolności przedsiębiorcze zapewnione ułatwienie przy zakładaniu nowych firm. Czego chcieć więcej?

O prawdomówności Kaczyńskiego i umiejętności dotrzymywania tajemnic dowiemy się dopiero po ewentualnej wygranej w przyszłorocznych wyborach. O ich wyniku zdecyduje kampania wyborcza, która już nabiera rozpędu, a za rok wkroczy w decydującą fazę. Trzeba mocno trzymać kciuki za PiS, by nie stracił przewagi, którą wypracował nad Platformą,
a w dodatku przygotował jeszcze więcej atrakcyjnych reform, które przyczynią się do poprawy jakości życia przeciętnego obywatela. A o konkurencję w postaci skompromitowanej Platformy nie ma co się martwić. Budzący się z kilkuletniego letargu Polacy w końcu odkryją, że ich król jest nagi.

Katarzyna Gurmińska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.