Kawa z.... - Marcin Wyrostek

Marcin Wyrostek gościem IDiKS

Rozmowa z Marcinem Wyrostkiem odbyła się w ramach cyklu spotkań Kawa z…. Marcin Wyrostek jest zwycięzcą II edycji programu Mam Talent. Rozmowę prowadzą Paula i Paweł, studenci Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej KUL.

Paula i Paweł: Zacznijmy może trochę inaczej niż pewnie większość rozmów, w których pan uczestniczy. Nie od muzyki, a od studiów. Jakie są pana wspomnienia ze studiów?

Marcin Wyrostek: Byłem osobą, która nie angażowała się w życie studenckie, zajmowałem się bardziej ćwiczeniem gry na akordeonie, udzielałem się  w różnych zespołach,  koncertowałem, wyjeżdżałem. Studia były takim miejscem przyswojenia pewnej wiedzy, teorii, kontaktów z muzykami z którymi można współpracować. Były warsztatem, pracowałem nad tym co będzie dalej.

Paweł: A czy zdarzyło się panu tak po prostu po ludzku, po studencku kombinować?

Kombinować…

Paula: Kombinowanie to pojecie względne.

Tu jest wszystko rejestrowane, trzeba uważać  (śmiech). Myślę, że bywały różne sytuacje, zależało to od prowadzącego i użyteczności danego przedmiotu. Jeśli przekazywana jest wiedza praktyczna, inna niż encyklopedyczna, to kolokwia, egzaminy ja weryfikują to co wynosimy z zajęć i powinniśmy być sumienni.

Paweł: Jakim jest pan wykładowca dla swoich studentów?

Myślę, że o to pytanie powinno być skierowane do moich studentów.

Paweł: Ale czy czerpał pan wzorce ze swoich wykładowców?

Wyjeżdżałem w różne miejsca, miałem zajęcia i z profesorami z Akademii z Katowic i tezżm.in. profesorem z Akademii z Moskwy, z Mińska, czy z Francji. Bywałem na różnych wyjazdach typu warsztaty muzyczne, sesje naukowe, gdzie zawsze dowiedziałem się czegoś nowego. Kiedy coś robię to na 200/300 procent i jak mam zajęcia ze studentami (obecnie prowadzę indywidualne zajęcia) staram się te informacje, które ja zebrałem, które moim zdaniem okazały się bardzo przydatne, im przekazywać. Myślę, ze to bardzo duży bagaż wiedzy, do którego ja musiałem dojść jeżdżąc po różnych krajach.

Paweł: Oni mają trochę na skróty.

To prawda, ale bywa też, że te osoby słuchają takiej rady i nic nie robią. Czasami, gdy coś za łatwo przyjdzie to  na to się nie zwraca uwagi. Sam niektóre rady moich profesorów zrozumiałem po wielu latach.Paweł: Teraz może odejdźmy trochę od tematu studiów.Paula: Popularność zyskał pan po wygraniu finału programu Mam Talent, ale wcześniej odnosił pan ogromne sukcesy z tego co wiemy. Co tak naprawdę ukierunkowało pana do wzięcia udziału w tego typu programie?

Paweł: Zajmował pan praktycznie tylko 1 lub 2 miejsca na różnych konkursach…

To były takie nasze branżowe konkursy. W liceum i w trakcie studiów utrzymywałem się sam, a wszystkie te wyjazdy wiązały się jednak z dużymi wydatkami. Moi rodzice nie byli na tyle bogaci by kupić mi instrument czy sponsorować takie wyjazdy. Jeździłem na te koncerty, różne festiwale,  pracowałem w dwóch teatrach, w dwóch szkołach, a później jeszcze ćwiczyłem po nocach. Wymagało to mnóstwo pracy. Udział w programie, to możliwość zdobycia większego audytorium, wiadomo duża oglądalność robi swoje. Pomyślałem, że to będzie dobra okazja pokazać ten akordeon we właściwym świetle. Zdarzało się, że jak kogoś spotykałem pytały się mnie takie osoby co robię, jak odpowiadałem, że gram na akordeonie, mówili: „Aha to fajnie, mój dziadek też gra na akordeonie, a co robisz normalnie na co dzień?” Dlatego też pomyślałem, że program będzie możliwością rozwijania takich wątpliwości, że ja gram na akordeonie czyli nic konkretnego nie robię.

Paula: I wygrał pan.

Przypadkiem się udało, że wygrałem. Zastawiałem się z jednym wykładowcą na uczelni czy w ogóle brnąć w takie coś, ale w programie tak dobierałem utwory, które miałem zagrać aby pokazywały koncertowe możliwości tego instrumentu. Za każdym razem zakładałem, że tym razem odpadnę, dlatego wybierałem też takie utwory  „żebym nie odpadł, bo zrobiłem coś pod publiczność”. Czasami te utwory były może za trudne czy ambitne jeśli chodzi o koncepcję programu, nie do końca zrozumiałe czy komercyjne. Myślałem, że gdy zagram po swojemu, odpadnę to będzie w porządku. I tak jakoś udawało się kolejne etapy przechodzić, co było dla mnie dużym zaskoczeniem. Stąd w trakcie finału, po moim występie instrument już miałem schowany. Kiedy dostałem od producentów znak, że zostały ogłoszone wyniki i po wręczeniu nagrody zwycięzca jeszcze raz występuje, wtedy jakieś 50 osób biegało po studiu i szukało mojego akordeonu. Ale udało się go znaleźć. Dlatego to, że wygrałem to przypadek, zrządzenie losu.

Paula: Czy ta wygrana pozwoliła osiągnąć te cele, które tu pan wymienił? Co się zmieniło po tym zwycięstwie?

Na pewno wydarzyło się wiele niezwykłych rzeczy. Płyta, którą wcześniej wydaliśmy pokryła się platyną, kolejna, którą właśnie promujemy tez już jest platynowa. Widać, że wiele osób otworzyło się na tą muzykę. W niej jest dramaturgia, w muzyce komercyjnej, którą mamy np. w radiu, patrząc nawet tylko technicznie, po wykresie dynamiki widać, że wszystkie utwory popowe są spłaszczone, opierają się tylko na rytmie akompaniującym. Jest to zupełnie innych charakter muzyki i myślę, że dużo osób czuję tą wewnętrzna potrzebę różnorodności kiedy idą na koncert. Ta dramaturgia jest potrzebna. Tak jak na przykład w wywiadzie (może ja go tutaj trochę psuję, że tak dużo mówię [Śmiech]) chodzi o to, że coś się dzieje, że zmierzamy do jakiegoś punktu kulminacyjnego z rozmową, tematem. Muzyka klasyczna tak samo posiada swoją dramaturgię, swoje punkty kulminacyjne, czego nie ma w muzyce komercyjnej. To jest jeden z elementów rozróżniających te typy muzyki. To przyjemna muzyka, inna, nie jest prosta, ale równocześnie jest przyswajana. Dzięki wygranej kupiłem koncertowy instrument muzyczny. Po programie byliśmy też w pierwszej 10 na festiwalu Top Trendy, to znaczy, że ta muzyka chyba dotarła do publiczności. Zacząłem współpracować z Kayah, po tym ja się poznaliśmy na Fryderykach w 2010 roku. Występowałem w wielu  muzycznych imprezach.

Paweł: A czy mnie boi się wypalenia zawodowego?

Nie, na razie nie. Cokolwiek robimy z różnymi zespołami podejmujemy się nowych wyzwań, gramy nowe utwory, tworzymy nowe repertuary, To daje taką świeżość, a poza tym ten rodzaj muzyki jest na tyle specyficzny, że z nim dzieje się totalnie coś innego niż to co dzieje się z muzyka komercyjną. Zespoły koncertowe grają tylko w pewnym „sezonie”, my gramy cały rok, oczywiście z pewnymi przerwami. Kwartet, który założyłem 4 lata temu, to grupa zapaleńców muzycznych, którzy mają swoją wizję, swoją koncepcję. Kiedy jesteśmy na scenie, to dlatego, że chcemy i kochamy to robić. Nie jest to tylko odegrane dla samego odegrania. Te rzeczy są bardzo istotne i mają duży wpływ na to, że ta muzyka dociera do słuchaczy, bo jest to coś innego. A miło jest wiedzieć, że jeśli pojawia się coś w innej stylistyce muzycznej jak pop, rock tez jest przyjmowane tak otwarcie. Dobrym znakiem jest to, że widuje też na koncertach tak wiele dzieciaków. Byłem raz na koncercie w filharmonii gdzie sala była wypełniona gimnazjalistami. Graliśmy tam Mozarta, Bacha i utwory jugosłowiańskie, a ta młodzież szalała na tym koncercie. To właśnie oni są taką nadzieją, wskaźnikiem, że społeczeństwo jest na tego typu muzykę jest otwarte.

Paula: Kiedy pan zaczął grać na akordeonie?

Zacząłem grać w wieku 5/6 lat. Pamiętam jak raz szedłem razem z siostrą i akordeonikiem przez miasto do dom. Kiedy weszliśmy do cukierni jakiś klient zapytał mnie czy umiem grać na tym akordeonie. Ja powiedziałem, że tak i zagrałem w tej cukierni dla niego. Zostaliśmy poczęstowani jakimiś słodyczami. Poczym wszyliśmy stamtąd i poszliśmy do domu. Siostra mnie załapała za ramię i pociągnęła do kolejnego sklepu. Tak to się zrodziło. Potem szkoła muzyczna, kolejne etapy. Ogólnie dużo pracy, wiele godzin spędzonych z akordeonem, na ćwiczeniach. Najważniejsza to jest chyba systematyczna praca.

Paula: A czy to wszystko zrodziło się z samo z siebie czy też ktoś w rodzinie grał na jakimś instrumencie?

U mnie tato grał na akordeonie, jego zaraził mój dziadek. Miał on gospodarkę. Sprzedał krowę i za to kupił akordeon. Takie były czasy, takie były przeliczniki. Tata zaczął nawet uczęszczać do liceum muzycznego, ale musiał je przerwać i przenieść się do technikum, zdał maturę, otworzył swoją firmę, więc zajął się zupełnie czymś innym. Z muzyką związany jest do dzisiaj, dalej gra na akordeonie, prowadzi nawet chór seniorek. To właśnie on pilnował mnie przez te wszystkie lata, tego, żebym uczyłem się w tym kierunku. Wiadomo, że jak się jest dzieckiem to trudno się zmotywować i ktoś musi nas pilnować.

Paweł: Czy oprócz akordeonu posiada pan jakieś hobby, zainteresowania?

Zajmowałem się trochę komputerami, trzeba było umieć programować najprostsze rzeczy, bawić się też grafiką komputerową. Jak byłem w liceum miałem malucha, świetne auto, tylko nie nadawało się na żaden wyjazd, bo psuł się po każdych 10 kilometrach i trzeba było coś naprawiać. Dlatego siedziałem dużo przy tym samochodzie z taką książką typu „Sam naprawiam”. Praktycznie wszystko wymagało naprawy lub wymiany i ja sukcesywnie to robiłem.  Ta pasja motoryzacyjna te przetrwała.

Paweł: Czyli gdyby nie muzyka, to znalazłby pan sobie jakieś zajęcie.

Myślę, że tak, albo informatyka, albo motoryzacja, nie wiem co jeszcze… O, miałem taki okres, że przez pewien czas byłem skate’m….

Paula: Może grał pan w koszykówkę?

W kosza nie, zawsze uważałem na palce, jednak ta piłka jest ciężka i łatwo o jakąś kontuzję uniemożliwiającą granie. Dlatego często grałem w piłkę nożną. Do tej pory jak tylko czas pozwoli to we wtorki jeżdżę na halę z chłopkami.

Paula: Czy jest pan takim typem człowiek, który ciężko się daje wyprowadzić z równowagi?

Raczej tak. Myślę, że nie należy się denerwować, więc staram się zachowywać równowagę. Choć wiadomo, że każdemu mogą puścić nerwy.

(…)

Marcin Wyrostek jest absolwentem i wykładowcą Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, a także wykładowcą Kolegium Nauczycielskiego w Bytomiu. To współzałożyciel projektów: Tango CORAZON Quintet oraz COLORIAGE. Na stałe współpracuje z Teatrem Muzycznym w Gliwicach, Śląskim Kwintetem Akordeonowym, Joanną Słowińską oraz zespołem Farfarello.
W swojej karierze brał udział w licznych konkursach i festiwalach, koncertował w wielu miejscowościach w kraju i za granicą m.in. USA, Holandia, Litwa, Szkocja, Czechy, Niemcy, Szwajcaria, Węgry, Słowacja. Brał udział w nagraniach dla niemieckiej telewizji ZDF, amerykańskiej telewizji FOX2, słowackiej TV, szwajcarskiego radia Zurich oraz wielu regionalnych ośrodków w Polsce (telewizyjnych i radiowych).
W 2005 roku firma PIGINI – jeden z największych producentów akordeonów na świecie – zaprosiła go do wystąpienia podczas Pigini Concert Tour.

Materiał opracowała Katarzyna Kwitowska

Zobacz więcej

Koło Naukowe

Koło Naukowe

Koło Naukowe Studentów Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej KUL w ramach swojej działalności organizuje konferencje i spotkania z dziennikarzami, a także z innymi osobami związanymi z pracą w mediach.