Książki nie gryzą – one połykają w całości

To już piąty tydzień twojej wędrówki. Temperatura -40 stopni, 80 cm śniegu, trwa zamieć stulecia. Nagle coś ogromnego przelatuje nad twoją głową. Oglądasz się za siebie. Oto kolejne drzewo wyrwane tego dnia przez silny, miejscami porywisty wiatr. Idziesz dalej. Przekraczasz granicę następnego kraju. Tu jest trochę cieplej. Ostrożnie przeprawiasz się przez kilkunastohektarowe pole minowe, po czym wchodzisz na jakąś polną dróżkę i na pierwszym jej rozstaju skręcasz w lewo. To już prawie koniec twojej podróży: jeszcze tylko spacer po wschodnioeuropejskim bazarze, marsz przez pustynię, przeprawa przez dwie rzeki po brzegi wypełnione krokodylami, aż w końcu… Tak, to tutaj! Nareszcie! Właśnie dokonałeś rzeczy niemożliwej: trafiłeś do biblioteki. Gratulacje! Kiedy wpadniesz ponownie?

W powyższym opisie jest niewątpliwie wiele przesady. Jednak fakty i statystyki mówią same za siebie: Polakom nie po drodze do biblioteki, o innych budynkach użyteczności publicznej nie wspominając. Jeszcze parę lat temu po książki sięgało się przynajmniej dwukrotnie częściej niż teraz. Przestaje czytać młodzież, od literatury zaczynają stronić także osoby z wyższym wykształceniem. I nie jest to bynajmniej wina tego, że pojawiły się e-booki, bo przecież także i one nie cieszą się zbyt wielkim zainteresowaniem. O co więc chodzi? O brak czasu?

O ile osoby pracujące można by jeszcze o to podejrzewać, o tyle – jeśli chodzi o nastolatki – naprawdę ciężko ustalić, co absorbuje je na tyle, że coraz rzadziej odwiedzają bibliotekę. Zapewne część z nich od samego świtu musi wypełniać obowiązki związane z utrzymaniem ogromnego gospodarstwa rolnego. Wówczas na ich barki spada wypas owiec, dojenie krów i strącanie żarłocznych stonek z liści ziemniaków…

Czy one mają zęby?

Argumenty o ogromie obowiązków żaczka i przytłaczającej go ilości materiału włóżmy między bajki. Dla większości młodzieńców największym złem jest już sam fakt, że ktokolwiek ma czelność egzekwować od nich obecność na zajęciach. Oni wolą „rozwijać się” we własnym zakresie. Co robią? Coś robią. Ale książek raczej nie czytają. Tym zachwycają się tylko nieliczni.

A szkoda. Bo, jak powszechnie wiadomo – a przynajmniej było wiadomo jeszcze kilka lat temu, gdy Polacy czytali więcej – książki nie gryzą. Z dwóch stron mają okładkę i są zrobione z papieru. A w ich środku znajduje się dużo wyrazów. To jeszcze nikogo nie zabiło.

Słów kilka o przecinkach

Nie zabił nikogo również fakt, że literatura zmienia człowieka. Każde dzieło zostawia w naszej pamięci ślad. Zaś największa, ponadczasowa prawda, którą da się przyswoić i zrozumieć tylko i wyłącznie wtedy, gdy czyta się bardzo dużo, brzmi następująco: „tam, gdzie powinien być przecinek, stawiamy przecinek, a tam, gdzie nie powinno być przecinka, nie stawiamy go”.

Ślub z bibliotekarzem

Bohaterką jednego z filmów Hitchcocka pt. „Shadow of a doubt” jest pewna rezolutna dziewczynka, która na każde pytanie zadane przez dorosłych ma zawsze jakąś odpowiedź. Jak sama sądzi, niczego nie zmyśla, bo wie wszystko z książek, które po prostu „są mądre”. Dziewczynka ma nawet w planach poślubienie bibliotekarza, bo chce „mieć dostęp do wielu książek”.

Kim byłaby ta młoda dama, gdyby istniała naprawdę? Tego nie wiadomo. Jedno jest pewne: nie byłaby „statystyczną Polką”, bo czytała dwie książki tygodniowo. „Statystyczny Polak” musiałby do tego dorosnąć.

Autor: Dagmara Kottke

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.