Imperialny domek z kart

Putin

fot. www.telegraph.co.uk

To, co dzieje się obecnie na Ukrainie, nie pozostawia złudzeń – kraj pogrążony jest w głębokim konflikcie. Jednym z jego skutków jest to, że Krym, po niedzielnym referendum, został przyjęty przez Rosję z otwartymi ramionami. Wydarzenie to pokazało, kto w tej grze rządzi. Teoretycznie.

Wowa, czyli Władimir Putin, zdaje się być człowiekiem spełniającym swoje mocarstwowe ambicje bez skrupułów. Wszelkie sankcje unijne czy groźby płynące z państw zachodnich nie robią na nim żadnego wrażenia. Czego tu się bać? Że Rosja będzie odizolowana, usunięta z grupy G8? Rosja na przestrzeni lat zmodyfikowała swoją politykę historyczną potępiając stalinizm, przemoc, jaką stosował ZSRR wobec społeczności krajów pozostających pod jego strefą wpływów po II wojnie światowej czy też odkrywając prawdę o zbrodni katyńskiej. Wszelkie te kroki zostały podjęte w jednym celu: aby Rosja zwiększyła swój wpływ w polityce bezpieczeństwa europejskiego, a przez to znalazła się na uprzywilejowanej pozycji. Jako jeden z wiodących eksporterów surowców naturalnych (gaz czy ropa) nasz wielki wschodni sąsiad jest przekonany o swej ugruntowanej pozycji na arenie międzynarodowej. Wszelkie zatem zapowiadane sankcje, surowsze kary to dla Putina powód do śmiechu. Zachód okazał się bezradny wobec jego zdecydowanych posunięć. Świadczy o tym choćby niedzielne referendum, w którym – według oficjalnych wyników – ponad 95% ludności zamieszkałej na Krymie zagłosowało za przyłączeniem tego obszaru do Federacji Rosyjskiej. Czy jednak ta kwestia okaże się dla Rosji pozytywna?

Putin, chroniąc swoich obywateli zamieszkanych na Krymie postanowił w swej łaskawości otoczyć ich swoją opieką i przygarnąć z powrotem na ojczyzny łono. Jak postanowił, tak się stało. Krym stał się w pełni rosyjski. Czemu obywatele tej części Ukrainy chcieli tak bardzo schronić się pod płaszczem Putina? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy przypatrzeć się bliżej kontekstowi historycznemu tego kraju, o czym zostało napisane już wcześniej, w artykule Ukraina – kraj zniewolony własną historią. Trzeba jednak dodać, że Krym, latami zamieszkany przez Tatarów, nie był prorosyjski. Dopiero na skutek wysiedleń tej narodowości, na półwyspie pozostali głównie obywatele utożsamiający się z Rosją. Ich autonomiczne aspiracje doprowadziły do obecnej sytuacji. Wowa w oczach zachodnich społeczności świetnie rozplanował swoje strategiczne plany i skrupulatnie je wykonuje. Pojawia się tu jednak wątpliwość co do tego, czy jego mocarstwowe ambicje nie zapędzą go w ślepą uliczkę

Putin dąży przede wszystkim do odrodzenia ZSRR w nowoczesnej formie. Wyścig zbrojeń z okresu zimnej wojny czy choćby rola, jaką Związek Radziecki odegrał w II wojnie światowej napawa prezydenta Rosji dumą i tęsknotą za dawnymi czasami. Aby przywrócić świetność swojemu krajowi postanowił sięgnąć po sąsiednie ziemie. I tak w strefie jego wpływów jest Naddniestrze i Gagauzja (autonomiczne regiony Mołdawii), chętnie patrzy na Osetię Południową i Abchazję ( znajdujące się w Gruzji), Krym zaś został przyłączony do Federacji Rosji, której imperializm ma szeroki zasięg oddziaływania. Jak napisał właśnie Roman Kokoriew, przedstawiciel Rosji w RE: „odbuduje się duchowa i wojskowa siła Rusi w całej jej mocy, i Alaska powróci, i kraje nadbałtyckie, i Polska i Finlandia, wszystko to przecież ruskie terytoria, część Rosji!”. To może napawać grozą, ale też większą mobilizacją potencjalnie zagrożonych państw. Takie słowa świadczą o powadze sytuacji tym bardziej, że istnieje obawa, iż wspomniane wyżej autonomiczne regiony, chcąc iść w ślady Krymu, również poproszą Putina o pomoc w drodze do upragnionej niezależności, a wtedy może dojść do wielkiego kryzysu międzynarodowego. W katastroficznych wizjach rodzi się III wojna światowa. Bezsilność większości potęg zachodnich powoduje wzrost paniki w Europie.

W tak poważnym momencie niewielu jednak ludzi dostrzega inną kwestię – wraz ze wzrostem zagranicznej roli mocarstwowości, Rosja może nie podołać w udźwignięciu swej imperialności. W jaki sposób osamotniona da radę utrzymać się na szczycie swej chwały? Jak mawia powiedzenie: historia jest dobrą nauczycielką, ale lubi się powtarzać. ZSRR był potężnym tworem, zdającym się trwać wiecznie. Zapędził się tak bardzo w swych działaniach na rzecz przejęcia kontroli nad światem, że nie zauważał zwykłych ludzi, nic dla niego nie znaczących, którzy spowodowali odśrodkowe wysadzenie systemu komunistycznego. Oddolne ruchy opozycyjne od zawsze są skuteczną bronią w walce ze złem.

W obecnej sytuacji, którą śledźmy z wielkim niepokojem, dostrzec możemy powrót do czasów zimnej wojny. Putin chce wskrzesić ZSRR, chce zaznaczyć przewodnią rolę swego państwa, nie słucha Zachodu, nie ogląda się wstecz. Te wszystkie elementy mogą spowodować jego krótkotrwałe zwycięstwo, ale w dłuższej perspektywie nie ma szans na przetrwanie. Samotność, zbyt duża pycha i wyrachowanie mogą stać się podmuchem, który – niczym bumerang – powróci do swego pana i zmiecie jego wielkie, piękne aspiracje z powierzchni ziemi niczym domek z kart. Domek powierzchownie cudowny, ale nietrwały, bez fundamentów nowoczesnej struktury budowania prawdziwie bezpiecznego, pokojowego ładu międzynarodowego.

Agnieszka Jarczyk

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.