Eutanazja dla zuchwałych

11 stycznia Frank Van Bleeken miał przywitać się z Bóg wie czym, sprawiedliwym i okropnym, po drugiej stronie Styksu. Groteskowo mógłby spotkać się tam z tym samym przed czym, jak widać próbuje uciec na Ziemi.

Dla rozjaśnienia tematu napiszę, że Bleeken (to chyba już można rzec) – popularny Belg, który od 30 lat odsiadywał dożywocie za zgwałcenie i zabicie 19 letniej dziewczyny oraz ataki na kobiety i dzieci. Człowiek ten od 3 lat starał się o zgodę na swoją eutanazję, która w Belgii jest legalna od 2002 roku. Skarżył się na nieznośne cierpienie psychiczne, od którego nie mógł się uwolnić, bowiem sam nie potrafił popełnić samobójstwa. Frankowi oficjalnie się udało. Dostał zgodę we wrześniu ubiegłego roku, lecz z nieznanych przyczyn lekarze wstrzymali procedurę. Wnioskujący ma dostać się pod opiekę psychiatryczną i zostać przeniesionym do ośrodka w Holandii. Załóżmy jednak, że do jego eutanazji dochodzi. Tworzy się wtedy złożony problem, czyniący ferment w aspektach: moralnym, kulturalnym i w aspekcie sprawiedliwości.

Więzień odsiaduje dożywocie (w tym przypadku już od 30 lat!), takiej kary w UE nie można zamienić na żadną, która w prawie jest postrzegana jako surowsza (czyli tutaj rozumiane pozbawienie życia). Dla jasności – nie zaserwujemy kary śmierci przyjemniaczkowi, jeżeli w trakcie jej odbywania prawo się zmieniło i taka kara została wprowadzona do praktyki. Wyrok można tylko umniejszyć na wniosek w wypadku, gdy ustawa złagodziła wymiar kary w trakcie jej przebiegu. No, ale tu mamy jakąś swoistą karnawalizację, bo w omawianym przypadku, jeżeli karą dla Bleekena jest dożywocie, to eutanazja stanowi osobliwe ułaskawienie więźnia.

Podchodząc zatem do sprawy, jak do ułaskawienia mamy pewnego rodzaju furtkę w prawie dla kar śmierci. Zaczynamy traktować owy fortel paradoksalnie jako swoiste zadośćuczynienie skazańca. Rozwiązanie takie mieści się więc już w tradycyjnej adekwatności kar do czynów, czyli oko za oko, ząb za ząb etc. Ale czemu nie może tak być? Bo chociaż wyrok jest wydany, to więzień eutanazją od dożywocia się wymiguje. W jaki sposób? Uśmiercenie dzieje się na jego życzenie, jest więc dla osadzonego upragnionym wyzwoleniem, które się sprawiedliwie NIE należy. Znów – czemu? Bo zwolnienie z ponoszenia odpowiedzialności za morderstwa i gwałty jest absurdalne. Zupełnie nieadekwatne do popełnionego czynu w świetle współczesnej logiki. Przecież ludzi zamyka się nie tylko w ramach prewencji, ale głównie w ramach kary.

Niesprawiedliwym wobec innych dożywotnio uwięzionych staje się zezwolenie Bleekenowi na eutanazję. Nie jednemu sumienie nie daje zasnąć. Jeżeli więc zostanie dokonana, wykreuje to oczywisty precedens – iluzję poprawności moralnej. Potencjalnie każdy skazaniec będzie mógł wnioskować o pozbawienie siebie życia. Ze strony podatnika rozwiązanie takie jest korzystne i społecznie pożyteczne. Od strony etyki społecznej, która zaakceptuje w systemie eutanazję, jest cichą przykrywką dla moralnie już (albo jeszcze) złej kary śmierci. W aspekcie kulturowym efektem będzie, przesunięcie o krok dalej granicy sumienia, a rodzące się w nowej logice pokolenia nie dostrzegą w eutanazji już żadnego problemu. Zresztą, „hajs się by zgadzał”.

Tłumacząc, takie rozwiązanie okazuje się nielogicznym i niesprawiedliwym w egzekwowaniu kary dla mordercy. Dożywocie to dożywocie. Padł wyrok i powinien zostać wykonany do końca. Są przecież jeszcze witki zasad trzymających porządek świata. Gość siedzi 30 lat w pace i na koniec jego wyrok przechodzi magiczną przemianę. Dostaje karę – zamiennik, bo obecna niezbyt mu się już podoba – tango, absurd. Wracając do adekwatności – trzeba zestawić z dożywociem czyn, za który je odsiaduje: Bleeken zamordował dziewczynę, za co dostał humanitarną karę, po latach jednak skarży się na torturujące go niehumanitarne męczarnie psychiczne. Zapewne, rodziny pomordowanych z cierpieniami psychicznymi nie mają w ogóle do czynienia – tego typu myślenie faktycznie świadczyć może o postradaniu zmysłów. Obecne konsekwencje jakie ponosi osadzony i środki prewencyjne w postaci izolacji w więzieniu są szczytem wyrozumiałości. Co więcej widoczna jest adekwatność kary do czynu.

Podsumowując, ktoś traci w okropny sposób bliską osobę, a przestępca w okrutny sposób traci bliską sobie wolność. Wnioskuję, że męczarnie Bleekena są bardziej powiązane z utratą społecznej możliwości normalnego życia i realizacji własnej osoby, czyli tego, czego pozbawił ofiarę odbierając jej życie. Chciwy traci dwa razy, ale być może już nie w Belgii.

Nasz Puls: Konrad Wyrębkiewicz

licencja:  CC0 Public Domain

Zobacz więcej

Dodaj komentarz