Dziennikarz dziennikarzowi szepcze wskazówki

Paulina radio„Najczęściej bywa tak, że po pierwszym szoku spowodowanym utratą wzroku lub słuchu człowiekowi przeszkadza najbardziej to, że nie może odbierać świata tak, jak inni. Jeszcze do niedawna osoby takie musiały też zrezygnować z kultury. Nie mogły chodzić do kina, teatru, czy na wernisaże. To się powoli zmienia. W Warszawie, dzięki projektowi „Zakochaj się w kulturze” w ramach programu „Poza ciszą i ciemnością”, powstają seanse filmowe, spektakle, a nawet wystawy przygotowane dla pełnosprawnych oraz dla niewidzących i niesłyszących. Niedowidzący Robert, głuchoniewidomy Grzegorz i słabosłysząca Paulina opowiadają o tym, dlaczego kultura jest ważna w ich życiu. Jak na co dzień radzą sobie z doświadczaniem sztuki? Czego najbardziej im brakuje?”

To zapowiedź jednego z reportaży radiowych Katarzyny Błaszczyk. Właśnie podczas produkcji i montażu tegoż materiału spotkaliśmy się po raz pierwszy. Było to ciekawe doświadczenie. Wtedy to byłam osobą, z którą Katarzyna przeprowadzała rozmowę. Jednocześnie przy okazji mogłam podpatrywać i zdobywać wiedzę jako przyszły dziennikarz. Nic nie zapowiadało kolejnego kontaktu pomiędzy mną a Katarzyną. Do czasu, gdy trzeba było przygotować materiał na stronę idiks.org – wtedy role się odwróciły.

Katarzyna Błaszczyk, dziennikarka Studia Reportażu i Dokumentu w programie I Polskiego Radia z wieloletnim stażem zawodowym, wspomina początki pracy jako dziennikarza, późniejsze wybory oraz decyzje. Opowiada także o istocie dziennikarstwa, jego kulisach i ciekawostkach związanych z zawodem.

Los tak chciał – ja tylko mu dopomogłam

Przypadek, łut szczęścia, samozaparcie? Najpierw były marzenia o studiowaniu dziennikarstwa, a potem dążenie do spełnienia tych marzeń?

Moją przygodę  z dziennikarstwem rozpoczęłam od pisania do gazetki szkolnej. Na imprezie miejskiej poszłam zrobić wywiady z gwiazdami właśnie dla gazetki, która miała się ukazywać w Zespole Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Tarnowskich Górach. Pamiętam, że grał wtedy Varius Manx (wtedy bardzo znany) i początkujący, ale już dosyć popularny Myslovitz. Spotkałam tam dziewczynę, która robiła zdjęcia dla lokalnej gazety. Namówiła mnie, żeby spróbować sprzedać te zdjęcia razem z wywiadami. Udało się. Pisałam dla nich przez jakiś czas, a potem przeniosłam się do lokalnego radia, które właśnie zaczynało nadawać. Robiłam dla nich korespondencje… przez telefon. To były dosyć pionierskie czasy i  dziwny pomysł. Od początku traktowałam to jako sposób dorabiania do kieszonkowego. Podobała mi się ta praca, więc postanowiłam iść na dziennikarstwo. Na II roku wyjechałam na studia do Salzburga i tam odkryłam, że nieźle radzę sobie z dźwiękiem. Po powrocie wymyśliłam, że chcę robić reportaże radiowe i poszłam na praktyki do Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia. Dzięki nawiązanym tam znajomościom najpierw trafiłam do Zapraszamy do Trójki, a potem szefowa Studia, Irena Piłatowska, dała mi szansę i dostałam pracę w SRD, gdzie pracuję do dzisiaj. Do każdej nowej redakcji trafiałam z własnym pomysłem na artykuł, materiał albo reportaż, więc właściwie od początku robiłam to, co chciałam. Dopiero na etacie przekonałam się, że istnieją materiały „na zamówienie”, czyli zlecane przez redakcję.

Od A do Z

Nie wiem, czy kariera potoczyła się błyskawicznie. Trudno mi to ocenić. Na pewno dostałam lekcję pokory. Dojście do etapu, na którym jestem dzisiaj, kosztowało mnie wiele pracy, czasami łez, a często wyrzeczeń. To jest praca, która wymaga świetnej organizacji, ale też gotowości do pracy w każdej chwili. Jesteśmy po prostu ludźmi i czasami nawet reporter chciałby odpocząć. W mojej głowie bardzo trudno wyłączyć lampkę: obserwowanie, słuchanie, układanie scenariusza. Trzeba też zaznaczyć, że nie jestem typowym dziennikarzem czy reporterem. U nas nazywani jesteśmy reportażystami, ale ja myślę że rodzaj tej pracy lepiej oddaje słowo producent (od A do Z robię przecież wszystko sama), albo feature maker (twórca reportaży?). Myślę, że trzeba pamiętać, że to bardzo wąska specjalizacja. Reportaż w takim wydaniu istnieje praktycznie tylko w Polskim Radiu. Dzisiaj zmienia się rzeczywistość, a wraz z nią zmieniają się media. Coraz więcej redakcji potrzebuje media workerów – ludzi, którzy potrafiliby szybko i sprawnie przetwarzać i kompilować treści. W tym zawodzie wymaga się umiejętności innych niż w moim. Warto tez zwrócić uwagę, że dzięki rozwojowi Internetu sam news przestaje być w cenie. Za chwilę będziemy potrzebowali ludzi, którzy będą dla nas interpretowali skomplikowaną rzeczywistość. Czy będą to dziennikarze? Nie wiem. Myślę, że kluczem do sukcesu jest wiedzieć, czego się chce. A żeby się tego dowiedzieć, trzeba po prostu sprawdzić, co mi się podoba, a co nie. Czyli praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. I wcale nie namawiam do trwania latami za darmo w redakcji, gdzie traktuje się nas jak stojak do mikrofonu albo ekspres do kawy. Doświadczenie można nabywać na różne sposoby. Można pisać bloga i umiejętnie go „sprzedawać”, można specjalizować się w krótkich formach pisząc na portalach społecznościowych. Internet daje wiele nowych możliwości, np. realizację filmów dokumentalnych za pieniądze internautów. Jeśli ktoś chce się zajmować opowiadaniem historii, to warto, żeby przyswoił sobie podstawową wiedzę z zakresu dramaturgii i storytellingu. Można opowiadać na różne sposoby, ale żeby nas słuchano, trzeba opowiadać ciekawie.

Co jest pierwsze: temat czy ludzie?

Bywa, że najpierw znajduje mnie temat i wtedy szukam do niego bohaterów. Temat może mnie znaleźć dosłownie wszędzie: w sklepie, na ulicy, może być w Internecie, albo na szpaltach gazety – trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Bardzo dobrymi nośnikami tematów są ludzie, dlatego trzeba z nimi rozmawiać. Bywa, że najpierw fascynuje mnie człowiek i wtedy myślę o tym, w jaki sposób opowiedzieć jego historię. Człowiek jest w reportażu zawsze najważniejszy, ponieważ to jest JEGO opowieść. Myślę, że niekiedy warto poczekać, aż będziemy mieli chęci, doświadczenie oraz umiejętności, by zrealizować dany temat. Na początku tworzyłam reportaże o tym, co sama dobrze znałam, co mnie fascynowało, np. o egzaminie do szkoły teatralnej, albo o młodych dziewczynach, które uważały się za stare panny, chociaż miały po 20 lat. Z czasem dorosłam ja i moje tematy, a także ludzie, którymi się otaczałam. Reporterem się jest i mam wrażenie, że moje tematy są inne, bo ja się zmieniam. Pamiętam też, że zostawiałam niektóre tematy, by wrócić do nich po latach. Np. w 2006 roku usłyszałam historię ukraińskich dzieci, które w przedziwnych okolicznościach trafiły do polskiego domu dziecka. Wtedy nie miałam umiejętności ani zaparcia, by zrealizować tak trudny temat. Podjęłam go dopiero w 2010 roku, kiedy trafiłam do EBU Master School. Okazało się, że dzieci są już dorosłe, co dało mi wspaniałą możliwość nagrania tych bohaterów bez skomplikowanej procedury (dom dziecka mógł wcześniej odmówić udziału w takich nagraniach, teraz oni byli dorośli i to oni decydowali). Poza tym, w całej sprawie pojawiły się nowe wątki. I tak chociażby zamiast reportażu dotyczącego wyłącznie przeszłości, powstał reportaż o Ukraince, która z bardzo trudnym bagażem z dzieciństwa wchodzi w dorosłość w Polsce. Tymczasem Polska jako państwo raczej jej to utrudnia, niż pomaga („Alona- życie pomiędzy”). Drugim wątkiem reportażu jest jej przeszłość, oraz fakt, że mimo tego, że tak wiele mówi się o molestowaniu seksualnym, to kiedy sprawa trafia do sądu, ciągnie się latami i nic z tego nie wynika. Zdarza się też, że temat trafia do nas niespodziewanie, jest fascynujący, ale brak nam funduszy na jego realizację. Zdarzyło się tak na przykład wtedy, gdy po katastrofie smoleńskiej Brazylia ogłosiła żałobę narodową. Wówczas zlecono mi, bym zapytała mieszkających w Polsce Brazylijczyków, dlaczego tak się stało. Spotkałam Brazylijkę polskiego pochodzenia, która opowiedziała mi o potomkach Polaków żyjących w stanie Rio Grande do Sul. Ci ludzie, wnukowie Polaków, którzy zaludniali ten stan w XIX wieku, do dzisiaj posługują się XIX-wieczną polszczyzną i tęsknią za Polską – choć najczęściej niewiele wiedzą o tym, jaka jest ona współcześnie. Nagranie reportażu o nich wymagało wyjazdu do Brazylii, a wiadomo, że właściwie żadnej redakcji w Polsce nie stać teraz na taki wydatek. Jednak pół roku później dostałam stypendium im. J. Stwory i zdecydowałam się przeznaczyć te pieniądze na wyjazd. Tak powstały „Listy Brazylia-Polska”.

Niepełnosprawność – z życia wzięte

Ma Pani na koncie kilka reportaży o osobach niepełnosprawnych: „Poza ciszą i ciemnością”, „Opisz co widzisz, a nawet niewidomy zobaczy”, „Pętla”.Były na zamówienie, czy podjęła Pani tę tematykę z własnej inicjatywy?

Interesują mnie po prostu ciekawi ludzie, którzy mają coś interesującego do opowiedzenia. Dobrze, jeśli są refleksyjni. Choroba czy niepełnosprawność to sytuacje trudne, stwarzające przestrzeń do rozmowy, przemyśleń etc. Bohater dotknięty w jakiś sposób przez los jest po prostu ciekawy. Zresztą na tym polega życie. Doświadcza każdego z nas, i każdego w inny sposób. Nie pamiętam, jaki był mój pierwszy reportaż o niepełnosprawnych, ale mnie nie interesują ludzie tylko dlatego, że są niepełnosprawni. Mnie interesują ludzie w ogóle, ich wybory, decyzje, zmagania. To wszystko daje mi możliwość wykreowania dobrej dramaturgii, a co za tym idzie, dobrego reportażu. Wybieram osoby, które mają talent do opowiadania, ponieważ to jest radio i liczy się to, w jaki sposób i jakim głosem się opowiada.

Bohaterowie i tematy na reportaż są wszędzie – wystarczy się obudzić i otworzyć się na świat.

Z poszukiwaniem bohaterów jest bardzo różnie. Ludziom, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z zawodem, poradziłabym, żeby przyglądali się światu i pisali bądź tworzyli nagrania dotyczące problemów, jakie znają, jakie ich samych dotyczą, bo wtedy temat jest nam po prostu bliższy i łatwiej go zrealizować. Pamiętam, że w jednym z moich pierwszych reportaży wystąpiły moje dwie przyjaciółki. Nie ma w tym nic złego. Szczególnie na początku łatwiej jest nam rozmawiać otwarcie z ludźmi, których znamy. Przestrzegam jednak przed nagrywaniem bliskiej rodziny, szczególnie, jeśli chcemy poruszać temat jakiejś rodzinnej tajemnicy albo problemu. To oczywiście bardzo ciekawe, ale bliscy nam ludzie nie zawsze będą chętni, by odpowiadać szczerze na nasze pytania. Będą starali się nas chronić. Tymczasem dobry reporter powinien dążyć do prawdy. Nie zawsze da się ją ustalić, nie zawsze zainteresuje nas prawda sama w sobie – czasem dużo bardziej fascynujący będzie sposób dochodzenia do niej. Jednak nagrywając swoich bliskich, możemy dojść do momentu, że już nie będziemy chcieli pytać – prawda może się okazać bardzo trudna. Lubię, gdy bohaterami moich audycji są ludzie, którzy potrafią dobrze opowiadać. Pracuję w radiu i to jest bardzo ważne, jak ktoś mówi. Nie chodzi tutaj o głos, ale o to, czy odpowiednio zapytany bohater jest w stanie wykreować w naszej wyobraźni jakieś ciekawe obrazy. Przecież radio to teatr wyobraźni! Staram się budować swoje reportaże z małych scenek, nagrywać ludzi w działaniu, bo wtedy zazwyczaj o wiele lepiej opowiadają. Czasami zdarza się, że jest świetna historia, ale jej główny bohater nie jest wystarczająco dobrym narratorem. Wtedy najlepiej poszukać w jego otoczeniu ludzi, którzy pomogą mu opowiedzieć jego historię.

Paulina Lewandowska

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.