Chleba i wyborów

W momencie ogłoszenia wyników II tury głosowania zakończy się tragifarsa nazywana szumnie wyborami samorządowymi. Jedno wiemy na pewno: Państwowa Komisja Wyborcza zadbała, by tegoroczne wybory były jedyne w swoim rodzaju. A że do momentu policzenia ostatniego głosu przedstawienie jeszcze trwa, wciąż możemy rozkoszować się atmosferą tych wydarzeń.

W trakcie radosnego oczekiwania obywateli na decydujące rozstrzygnięcia członkowie komisji wcielą sięw znane postacie literackie. Miłośnicy Sherlocka Holmesa poszukają zaginionych kart wyborczych zaś zakochani w przygodach Don Corleone opowiedzą wszystkim jak wymusić na wyborcach stawianie krzyżyka na karciew odpowiednim miejscu. Jest też gratka dla wielbicieli filmu „Piękny umysł”. Panie i panowie, specjalnie dla państwa zaprezentujemy specjalny wzór matematyczny, dzięki któremu wyniki poszczególnych kandydatów będą zaniżane lub zawyżane, w zależności od przynależności partyjnej, rzecz jasna. Można wreszcie niczym Harry Potter wyczarować coś interesującego i sprawić, że wybory w danym mieście wygra osobnik który nie kandydował.

Osoby pociągające za sznurki na polskiej scenie politycznej wiedzą jak rozegrać wybory, by obywatelom nie tyle żyło się lepiej, co ciekawiej. I tak oto jedną z pierwszych zagrywek była awaria systemu informatycznego. Rozgoryczeni rodacy zaczęli wylewać swoje żalei wykrzykiwać pretensje w kierunku Państwowej Komisji Wyborczej. Bardziej wygodniccy robili to z pozycji fotela przed komputerem, ci z kolei, którzy wolą ukazać światu swoją agresję najpierw urządzili pikietę przed budynkiem PKW. Zachęceni uszczuplonymi szeregami ochrony budynku wkroczyli do środka, by w atmosferze przyjaźni sprawdzić, jak biednym urzędnikom idzie liczenie głosów. Po dostaniu się do ciepłego pomieszczenia protestujący zaczęli mamrotać coś pod nosem o nieudolnym systemie. Szefostwo PKW zachodziło w głowę, o cóż to tym ludziom chodzi. Przed kilkoma laty głosy przeliczały rosyjskie serwery – źle. W tym roku komisjom pomagał system rzekomo napisany przez studentkę – też źle. Po dłuższej, a konkretnie kilkudniowej chwili namysłu członkowie komisji zrozumieli, że najodpowiedniejszym rozwiązaniem będzie przeliczanie głosów… ręcznie.

Liczyli, liczyli i liczyli. Członkom PKW trzeba zwrócić honor – potrafią wyczuć nastroje społeczne. Gdy za oknem pada śnieg a trzaskający mróz skutecznie zatrzymuje ludzi w domach, trzeba im dostarczyć darmowej rozrywki. Najlepiej takiej, która będzie trzymała w napięciu, a jednocześnie wyzwalała skrajne emocje. Wkrótce okazało się, że nie było to jednak najtrafniejsze posunięcie, bo część zniecierpliwionych wyborców rzuciła zabawki i stwierdziła, że bawić się nie będzie. Tupnęli nogą, strzelili focha na cały system i z nadzieją zaczęli spoglądać na tych, którzy przy wyborach przegrali najwięcej: lewicę oraz prawicę.

Dwaj wielcy (w znaczeniu przenośnym, rzecz jasna) liderzy szybko zszokowali wszystkich wyborców, zarówno z prawa jak i z lewa. Jarosław Kaczyński pospiesznie schował balony, wylał resztkę szampana do ogródka i zaczął pomstować na wszystkich wkoło. „Kto daje i zabiera, ten się z PO poniewiera” zdawał się mówić prezes Prawa i Sprawiedliwości. Rozgoryczenie jak najbardziej uzasadnione. Niedzielne sondaże exit poll pokazywały, że w wyborczym wyścigu prowadzi PiS. Niesiony tysiącami głosów biegł w stronę mety po zwycięstwo. W pewnym momencie pewny wygranej zaczął spoglądać do tyłu. Za nim biegła zmęczona Platforma, którą z trybun gorąco dopingował Donald Tusk. Zmotywowani przerażeniem partii rządzącej działacze PiSu szyderczo wyciągnęli język i stroili miny nie zauważając, że z drugiej strony obiega ich Polskie Stronnictwo Ludowe i w geście trymfu jako pierwsze wpada na linię mety. Wszyscy byli zdziwieni. Nawet Tusk, który gdyby tylko ktoś chciał go słuchać, zaczął by opowiadać, że to część taktyki przygotowanej przez rządzącą koalicję. Uradowany PSL, spokojna Platforma (wszak lepiej, żeby wygrali swoi zieloni niż pisiory) i wściekły PiS nie zauważyli, że do mety dobiegł ostatni zawodnik. Kaszlący, od połowy dystansu biegnący z kolką Sojusz Lewicy Demokratycznej wyraźnie stracił dystans do pozostałych biegaczy. Podobno przez męczącą go demencję kilka razy pomylił kierunek biegu, ale Leszek Miller i tak określił to później górnolotnie sfałszowanymi wyborami. Kaczyński krzyczał, Miller coraz płycej oddychał, a tablica z wynikami wciąż wariowała. Jeśli patrzeć na mandaty sejmikowe zwycięzcą jest PO, ale to PSL po uzyskaniu trzeciego miejsca w skali kraju został okrzyknięty największym wygranym tegorocznych wyborów. Wszak nikt się nie spodziewał, że kopciuszek i polityczny rzep zarazem osiągnie tak dobry wynik.

Po skończonym wyścigu, oczekując na oficjalne wyniki w powyborczej szatni zaczęły tworzyć się koalicje. Platforma porozumiewawczo spojrzała na PSL i już było wiadomo, jaką linię działania przybrać. Taktyka nazywania oszołomem każdego, kto kwestionuje prawdziwość przeprowadzonych wyborów wydała się idealnym rozwiązaniem. Wciąż ciężko dyszący Leszek Miller stwierdził, że do tanga trzeba dwojga, więc tym razem zatańczy z Kaczyńskim.

I tak oto powstał duet wręcz komiczny, połączenie ognia z wodą, czerni z bielą czy, by pozostać w klimacie literackim: Frodo z Sauronem. Obaj panowie zgodzili się co do tego, że wybory trzeba powtórzyć, bo jest wiele poszlak, że zostały w jakimś stopniu sfałszowane. Zdziwieni i rozczarowani wyznawcy PiSu i SLD zaczęli głośno pomstować na swoich liderów. Wszak wierność klubowym barwom i wyznawanym wartościom ważniejsza jest od stanu zdrowia demokracji.

I tak oto trzymające w napięciu przedstawienie dobiega końca. To nic, że wygrali ci, co prawdopodobnie przegrali. Rozrywka dostarczona, lud jest nasycony. I aż smutek spowija wyborczą duszę, gdy się pomyśli, że następne wybory – tym razem żyrandolowe zwane prezydenckimi – dopiero w maju. Pocieszeniem może być fakt, że PKW przygotowało już dwa scenariusze. Według pierwszego na kartach do głosowania zamiast Andrzeja Dudy pojawi się Piotr Duda z Solidarności. Drugi scenariusz natomiast głosi, że Bronisław vel. Myśliwy otrzyma 101% głosów. Jak ogłosili członkowie PKW, wszelkie modyfikacje są możliwe. Nam pozostaje w napięciu oczekiwać, co też tym razem obywatelom zafundują wielcy tego świata odpowiedzialni za przeprowadzenie wyborów.

Katarzyna Gurmińska

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.

Dodaj komentarz