„Chciałem zostać policjantem, strażakiem, Batmanem, ale nie modelem!” – wywiad z Kamilem Klimkiem

Brał udział w pokazach mody organizowanych w Lublinie, Kazimierzu Dolnym, Poznaniu, Warszawie, w Niemczech i na Ukrainie, wystąpił w reklamie, pracował jako striptizer, a jego zdjęcia pojawiały się na okładkach pism. O modelingu opowiada Kamil Klimek – 28-letni model z 11-letnim doświadczeniem.

Modeling to twoja pasja, dorywcza praca czy główne źródło utrzymania?

Modeling zawsze był dla mnie zajęciem dodatkowym. Skończyłem dwa kierunki studiów – budowę dróg i mostów na Politechnice Lubelskiej oraz transport i logistykę na WSEI, a teraz pracuję w biurze doradczo-projektowym i jestem trenerem personalnym na siłowni. Traktuję modeling jak przygodę, po latach zostaną mi fajne zdjęcia i będę miał co pokazywać wnukom. Z „Modą na sukces” nie ma to nic wspólnego.

Modeling to szerokie pojęcie – czym dokładnie się zajmujesz?

Wszystkim – od pokazów po sesje do pism. Nie interesuje mnie tylko hostessing, jest mało dochodowy i według mnie poniżający.

Co skłoniło cię do szukania zajęcia w tej branży? Opowiedz jak się to zaczęło?

Miałem 17 lat. Agencja modelek, do której należała wtedy moja młodsza koleżanka Karolina, potrzebowała wysokich chłopaków, o dobrej budowie. Ale mnie interesowało wtedy wszystko inne – chciałem zostać policjantem, strażakiem, Batmanem, ale nie modelem! Model to zawsze był dla mnie pedzio albo metroseksualista, który przesadnie o siebie dba – jest nakremowany i ma powycinane skórki. Kiedy któregoś dnia wróciłem z imprezy, dowiedziałem się, że do mojej mamy dzwoniła Karolina z pytaniem czy mógłbym pójść na casting? Roześmiałem się, oddzwoniłem do niej i powiedziałem – nie ma mowy. Zapewniała, że będę się do tego nadawał, bo jestem kontaktowy i w końcu udało jej się mnie namówić. Poszedłem. Sprawdzili, czy mam odpowiednią postawę i czy w ogóle jestem wyuczalny – czy będę w stanie chodzić tak, a nie inaczej, czy mam kontakt z ludźmi, czy nie jestem zbyt buńczuczny (bo to też się liczyło). Wszystkim się spodobałem. Jeden pokaz, drugi, a później już jakoś poszło.

Jak wygląda taki casting? Kto zasiada w komisji?

Zazwyczaj są to fryzjerzy, styliści, choreografowie. Stajesz przed nimi jak w tym programie „Top model”. Patrzą na całokształt, na to jak wyglądasz, jak się zachowujesz, jak się wypowiadasz. Przeprowadzają z tobą krótką rozmowę – sprawdzają czy im pasujesz i czy twoje wymiary pasują do ciuchów. Nie możesz być przesadnie rozbudowany, bo mają później problem z garniturami. W tali musisz być jak najwęższy, ale w ramionach nie za szeroki – nie możesz przesadzić z barkami, bo wtedy ubrania musiałby być szyte na miarę.

Poszukiwany jest konkretny typ urody?

Ważne żeby facet był wysoki – 190 cm wzrostu, szczupły, o atletycznej budowie. Nie musi mieć pięknej twarzy, żeby nie odciągała uwagi od ciuchów. Może mieć lekki zarost i musi być przed łysieniem.

Co takiego ma w sobie modeling, że zatrzymał cię przy sobie na tak długo?

Ładne koleżanki i fajne środowisko, na temat którego całkowicie zmieniłem zdanie. Modele to nie homoseksualiści tylko sympatyczni goście, którzy często zajmują się sportem. Nie są zadufani w sobie, nie chodzą z głową w chmurach – z taką postawą łatwiej spotkać się u dziewczyn – twierdzą, że będą robiły karierę w Mediolanie.

W środowisku osób związanych z modelingiem panuje atmosfera koleżeństwa czy raczej rywalizacji?

Z tego co zauważyłem u dziewczyn nie ma typowego koleżeństwa – jest zawiść. Między facetami zdarzają się spięcia, ale to szybko mija i później jest jeszcze lepiej niż wcześniej. Mężczyźni mają do siebie większy dystans – żartują, nadają sobie ksywki (np. „piękny”) i nikt tego nie bierze na serio. Dziewczyny, w przeciwieństwie do mężczyzn, wszystkiego sobie zazdroszczą – doklejanych rzęs, zrobionego biustu, botoksu w ustach. Potrafią sobie chować ciuchy na pokazach albo łamać obcasy, żeby tylko drugiej coś nie wyszło. Kiedy mamy koedukacyjne przebieralnie i akurat musimy szybko zrobić wejścia i wyjścia, to pomagamy dziewczynom się przebierać, np. zmieniać suknie ślubne tak, żeby nie zniszczyć fryzury. Zapinamy im buty, zakładamy naszyjniki.

Jak wyglądają przygotowania do pokazu?

Jeżeli pokaz wymaga skomplikowanej choreografii, odbywają się próby, choreograf mówi nam o swojej wizji: czy chodzimy parami, po 1/3 czy po 2/3 wybiegu, czy zatrzymujemy się w połowie, ile sekund trwa prezentacja na końcu, czy schodzimy twarzami odwróceni do siebie, od której nogi zaczynamy. Tuż przed samym pokazem nas malują, facetów też. Powiem szczerze, że błyszczyk czy porcelana pod oczami nie jest mi obca. Czasami mamy nawet tusz do rzęs. Źle się wtedy czuję. Na zdjęciach wyglądam jakbym był z wosku.

Jesteś związany z jedną agencją czy działasz niezależnie?

Obecnie jestem wolnym strzelcem. Razem z kumplami mamy zaprzyjaźnionego choreografa, który załatwia nam robotę. Dzwoni do nas i jedziemy. To są dla mnie relaksacyjne wyjazdy, oderwanie od pracy i domu, połączone z kasą. Najlepiej pracowało mi się z agencją „Winner” z Krakowa – najwięcej płacą i nie są zbyt roszczeniowi, dają dużą swobodę co do sposobu prezentacji. Na rynku lubelskim ciężko jest dostać dobre wynagrodzenie – dwie lokalne agencje, rywalizując ze sobą, biorą zlecenia za jak najmniejsze pieniądze. Schodzą poniżej opłacalności, żeby tylko zaistnieć i przez to psują rynek. Dlatego każdy stara się sam załatwić sobie robotę i często przechodzi do konkurencji.

Jakie gaże może zarobić model na lubelskim rynku?

Za billboard od 1000 do 2000 zł, za pokaz w galerii typu Olimp, Plaza – 100 do 300 zł – zależy jeszcze jaki sklep, jaka marka. To nie są duże pieniądze ale np. studentkom, które sobie dorabiają i jednocześnie mogą spełnić marzenie o byciu modelką, to odpowiada. W Lublinie 300 zł to taka bardzo dobra dniówka, ale dziewczyny pokazują się w stringach i za 100 zł. W dodatku nie dostają bielizny, którą prezentują na pokazie, jest ona pakowana i trafia później do sklepów.

Zdarzyło ci się kiedyś odrzucić jakąś propozycję?

Tak, miałem rozdawać drinki ubrany w same spodnie, białe mankiety, kołnierzyk i muszkę – taki… kelnerzyna. Mało prestiżowe. Już wolałem pracować jako striptizer.

Jakie było twoje pierwsze tego typu zlecenie?

Dziewczyny zaprosiły mnie przez naszą wspólną koleżankę na wieczór panieński organizowany w Świdniku, w Loco Mojito. Założyłem koszulę policyjną, okularki Chucka Norrisa, miałem kajdanki, bo kiedyś pracowałem w ochronie, a po drodze kupiłem bitą śmietanę. Przyniosłem własną płytę z dwiema piosenkami i dałem ją organizatorce. Ustaliliśmy, że posadzi przyszłą pannę młodą na wysokim stołku barowym, żebym mógł ją rozpoznać. Włączyła muzykę, wszedłem, jeszcze nie zdążyłem nic zrobić, a na sali rozległ się wielki pisk. Wtedy to już poleciało bez problemu. Same pomagały mi się rozebrać, ale nie do naga. Bita śmietana też była w ruchu. Kasę dostałem z góry, 600 zł za te dwie piosenki. Fajna sprawa, chociaż nie wszystkim to odpowiada.

Panuje przekonanie, że żeby zaistnieć jako model/modelka trzeba zainwestować w przygotowanie profesjonalnego portfolio – jak to wygląda w rzeczywistości?

Dużo fotografów, którzy są wschodzącymi gwiazdami – śmieję się z tego – oferuje przygotowanie takiego portfolio. Robiąc je, sami się uczą, próbują skopiować te profesjonalne, które gdzieś widzieli, a zainteresowana dziewczyna czy chłopak muszą wyłożyć na to kasę. To zwykłe naciąganie. Jeżeli agencja widzi w tobie potencjał i wie, że będzie na tym zarabiać, powinna sama zrobić ci portfolio. Agencja umawia cię wtedy z zaprzyjaźnionym fotografem, przygotowuje ciuchy i wyznacza miejsce. Sesja może odbyć się w studio albo w plenerze. Na miejscu czeka na ciebie makijażystka. Zdjęcia, które są w moim portfolio, są akurat całkiem naturalne, bez żadnej tapetki. Zostały zrobione pod Galerią Zone obok Tesco.

Opłacasz sobie profesjonalną sesję i rozsyłasz zdjęcia po agencjach z nadzieją, że ktoś się tobą zainteresuje – taki scenariusz może się sprawdzić?

Rynek jest nasycony, ale wciąż wiele młodych dziewczyn próbuje się przebić. Chłopaków też, nawet takich z wadami postawy. Aparaty cyfrowe potaniały, jest dużo poradników jak zrobić dobre zdjęcie, jest Photoshop, można samemu popracować nad swoimi zdjęciami i spróbować wysłać je do agencji. Istnieje też wiele takich stron jak www.maxmodels.pl, ale tam fotografowie polują na młode dziewczyny, żeby zrobić im sesję topless. Chociaż niektórzy wrzucają tam profesjonalne zdjęcia i czekają na poważne propozycje. W ten sposób wybiła się Monika Pietrasińska. Skończyła tylko technikum, a teraz gra w serialu „Miłość na bogato”. Kiedy agencja zainteresuje się twoimi zdjęciami, masz szansę na to, że twoja kariera jakoś się dalej potoczy.

Co w modelingu jest dla ciebie najprzyjemniejsze?

Gdybym teraz siedział z chłopakami to powiedzieliby, że wspólne przebieranie z dziewczynami. Poza tym najprzyjemniejsza jest kasa. No i bankiety, przyjęcia, na których jest więcej alkoholu niż jedzenia, tyle, że ja akurat jestem zwolennikiem jedzenia – jak na bankiecie są same sałatki to proponuję dziewczynom: „Zamawiamy pizzę i koniec diety”.

Twoja dziewczyna nie szaleje z zazdrości?

Jest zazdrosna – jak najbardziej, ale zabieram ją na pokazy, jest ze mną na bankietach. Jak pozna wroga, jest spokojniejsza. Raz, na Targach ślubnych, miałem pozować do namiętnych zdjęć przy limuzynie z „panną młodą”. Moja dziewczyna wszystkiemu się przyglądała. Pani choreograf postanowiła w tej sytuacji szybko przebrać ją w suknię ślubną i wtedy mogłem bez stresu zaprezentować swoje umiejętności. Dziewczynie też się to podobało, chociaż wyraźnie widziałem u niej zdenerwowanie. Ja czułem się jakbyśmy byli sami.

Modele i modelki parują się ze sobą czy raczej szukają kogoś spoza branży?

Z dziewczynami z modelingu się raczej nie chodzi, bo jeśli coś nie wyjdzie to koleżanki ze środowiska krzywo na ciebie patrzą, poza tym dziewczyny, z którymi pracujesz wszystko o tobie wiedzą .

Zdarzało ci się otrzymywać po pokazach niemoralne propozycje?

Cały czas się zdarza! Składają je kobiety na kierowniczych stanowiskach, które prowadzą swoje firmy, są menadżerkami. Stawiają na karierę, nie mają czasu na życie prywatne i dzieci, za to mają psa, duży dom, piękny samochód albo dwa. Szukają modela, żeby móc się z nim pokazać i wzbudzić zazdrość wśród znajomych,albo żeby zaspokoić inne swoje potrzeby – chodzi mi o te seksualne. Starsza kobieta pewnie nauczyłaby mnie kilku sztuczek, ale nawet jak jest zadbana – co z tego? Stać mnie na młodszą, fajną dziewczynę, z którą mogę ułożyć sobie życie. Nie interesuje mnie etat bawidamka.

Czy uważasz, że w modelingu można zrobić karierę „przez łóżko”?

Tak, szczególnie jeśli jest się kobietą. Znam wiele takich historii, w których dziewczyny zostały może nie tyle skrzywdzone – bo nie nazwałbym tego krzywdą – co oszukane. „Zrobisz karierę, zobaczysz poznam cię z tym, z tamtym, masz potencjał” – tekst stary jak świat, a przy tym taki suchar, ale dziewczyny się na to łapią. Zaraz plotkuje się o tym ,z kim taka dziewczyna poszła do łóżka i inne śmieją się z niej, mimo że same dwa – trzy lata wcześniej przechodziły przez to samo. Z drugiej strony jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś popchnie twoją karierę dalej i załatwi dobre kontrakty za to, że „będziesz miła” dla jakiegoś wizażysty, stylisty lub właściciela agencji.

Sesje, pokazy – wiąże się to dla ciebie ze stresem?

Nie, wcale. Czy to jest wręczanie kwiatów czy wyjście w samych bokserkach – nie mam z tym żadnego problemu. Raz wystąpiłem nawet w spódnicy, której nikt nie chciał założyć! Powiedzieli mi – „Kamil, ty masz zgrabne nogi, ty pójdziesz”. To był pokaz bursztynów w hotelu. Miałem jeansową kamizeleczkę, spódniczkę, naszyjnik z bursztynu i szedłem na bosaka. Po tylu latach nie odczuwam stresu. Na początku można czuć zażenowanie, że tyle osób na ciebie patrzy, ale biją ci brawo i to mija, poza tym reflektory świecą ci w oczy i nic nie widzisz. Mam tylko problem z sesjami fotograficznymi – żeby cię naświetlić dają po oczach odbłyśnikiem (blendą)– musisz wytrzeszczać oczy i nie możesz mrugać. Ja nie umiem, zawsze puszczam oczka.

Co robisz żeby utrzymać formę?

Nie mam specjalnej diety, jem co chcę. Wcześniej trenowałem kick-boxing i krav magę. Teraz pięć razy w tygodniu trenuję na siłowni. Dużo pływam i dzięki temu cały czas zachowuję rzeźbę. Mówią nam żebyśmy byli wyspani, nie chodzili na balety dzień przed pokazem, ale jak tu odmówić kumplom?

Zajmowanie się modelingiem wpływa na twoje codzienne życie? Zacząłeś przywiązywać większą wagę do wyglądu?

Tak, staję codziennie przed lustrem puszę się i napinam. Nie, żartuję. Chociaż gdyby była tu moja dziewczyna, to pewnie miałaby coś do powiedzenia na ten temat. Chodzę do fryzjera i obcinam paznokcie, ale nie używam błyszczyka. Staram się wyglądać elegancko: koszula, skórzana kurtka, dobre buty. Nie noszę bluz z kapturem. Ubieram się w to, co jest w galeriach. Poza tym dostaję ciuchy, które prezentuję na wybiegu, albo mam na nie zniżki w sklepach.

Jakie są teraz trendy w modzie męskiej?

Według Joli Szali – projektantki, z którą ostatnio pracowałem, jest teraz zapotrzebowanie na ubrania w stylu uniseks, w których dobrze wyglądaliby i mężczyźni i kobiety. Ale kiedy jest się ubranym w turkusową bluzę z jedwabiu i niebieskie spodnie zwężane na dole można się czuć trochę gejowato. Prezentowaliśmy takie stroje w Lublinie i Kazimierzu, ale nie widziałem na mieście nikogo, kto by w tym chodził.

Jako model z jakim odbiorem spotykasz się wśród znajomych?

Kiedy zaczynałem w szkole krążyły o mnie plotki. Dziewczyny powtarzały sobie: „on jest modelem”. Wszyscy myśleli, że mam masę kasy, świetną furę i mieszkam w jakimś apartamencie. Były też docinki od kolegów – „jesteś wafel”, ale Ci co znali mnie, wiedzieli jaki jestem i traktowali to jako moje hobby. Zawsze zazdrościli mi koleżanek.

Jest jakiś cel, który sobie stawiasz – np. reklamować Calvina Klein’a?

Nie! Absolutnie! Wiele znajomych dziewczyn marzy o wielkiej karierze i niektórym się to udaje – np. Dorota Gardias chodziła z nami w pokazach u Bartka Wieczorka, a teraz jest pogodynką i jeździ Lexusem. Kilku moich znajomych dostało się do Polsatu. Ja nie chcę zostać sławnym modelem Pablo i grać w „Słonecznym Patrolu”.

 

Rozmawiała: Weronika Gigilewicz

 

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.