Bałtyjska Buka

Chociaż recenzja powinna być świeża i dotyczyć bieżących wydarzeń kulturalnych, to w przypadku komiksów istnieje jeden wyjątek od tej reguły – reedycje. Wynika to z prostego faktu, że jeżeli w Polsce ktoś decyduje się na obrazkową powtórkę z rozrywki, to zdobycie legalnymi sposobami pierwodruku jest prawie niemożliwe. Dlatego z czystym sumieniem zabieram się za recenzję „Łaumy”.

Komiks, o którym tutaj mowa został napisany i narysowany przez Karola „KaeReLa” Kalinowskiego w roku 2009. Rok później zdobył nagrodę publiczności za najlepszy komiks polskojęzyczny na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi a dokładnie jedenaście miesięcy temu doczekał się teatralnej adaptacji. Został wydany także internetowo w ramach ComicsRage.

Tutaj mała dygresja. ComicsRage to internetowy sposób sprzedaży, w którym udział wzięło wydawnictwo Kultura Gniewu, odpowiedzialne za „Łaume”. Przez kilka dni proponowali oni klienteli zestaw czterech komiksów za co łaska. Kupujący mógł zapłacić za oferowane tytuły jednego dolara, pięć, sto, czy ile tylko zapragnął, decydując jednocześnie na co przeznaczone zostaną pieniądze – na wydawnictwo, na rozwój ComicsRage czy na pomoc potrzebującym. Świetna akcja, oby tak dalej.

A teraz wracamy do komiksu. „Łauma” opowiada historię małej dziewczynki imieniem Dorotka, która przybywa wraz ze swymi rodzicami do Łojmy, „małej wsi w sercu suwalskiego parku narodowego”. Tutaj dowiaduje się o śmierci babci i prośbie starowinki o zajęcie się domem. Tutaj także spotyka straszną Łaume (która przez całą lekturę wydawała mi się zaginioną siostrą Buki z Muminków).

Jeżeli ktoś spytałby mnie o to, do kogo ten komiks jest skierowany musiałbym wzruszyć ramionami. Na pierwszy rzut oka wydaje się trochę zbyt infantylny dla dorosłych, i trochę zbyt brutalny dla dzieci – do czego wrócę później. Jednak kiedy mu się przyjrzeć lepiej, to i jedni i drudzy mogą się przy nim świetnie bawić. Chociaż nie znaczy to, że jest dla każdego, bo komiks, który nie jest dla nikogo, tylko jest dla każdego, jest do niczego… czy coś. Na pewno z przyjemnością sięgną do nich ci, którzy wychowali się na baśniach o Borucie, dusiołkach i topielcach.

W „Łaumie” mieszają się dwa światy. Pierwszy to dobrze nam znany XXI w., wraz z szybkim życiem, popkulturą, elektronicznymi gadżetami i Wielkim Miastem. Drugi jest zupełnie inny; to miejsce spotkania zapomnianych bogów, duchów i stworów wyciągniętych wprost z bałtyjskiej mitologii. I wszyscy oni są tacy, jak w oryginale: okrutni, obrażalscy, tajemniczy i niepokojący. Czytając fragmenty, w których występują naszła mnie pewna refleksja. Przez wielu rodziców te właśnie fragmenty zostałyby uznane za nieodpowiednie, ba, mogące rozbić na drobne kawałki delikatną psychikę dzieciątek. Ja osobiście wychowałem się na opowieściach o matce dosłownie wypłakującej oczy, o dzieciach zjedzonych przez wiedźmy albo o diabłach smażących ludzi w smole i jakoś żyję, dziwne…

Jednak zanim popadniemy w grobowy nastrój, szybkie sprostowanie. Komiks tak naprawdę jest lekki i zabawny i to jeden z jego największych atutów. Wypchany jest po same brzegi, a raczej po same okładki, absurdalnymi sytuacjami, postaciami i coraz modniejszymi w Polsce nawiązaniami do popkultury. Mamy tutaj historię miłosną bałkańskich bogów z „Always on my mind” w tle, mieszczuchów próbujących dać sobie radę z prawdziwą wsią, upiornie wścibskich sąsiadów czy bożka-chochoła. To wszystko oczywiście opatrzone dość niepokojącym happy endem.

Historia opowiedziana w komiksie jest bardzo przyjemna i nie pozwala się nudzić, ale cały czas ma się wrażenie, że powinna być bardziej… No właśnie, bardziej jaka? Jakakolwiek. Gdyby była bardziej straszna, na pewno by na tym zyskała. Gdyby dopchać więcej humoru, na pewno nikt by na tym nie stracił. Mi osobiście najbardziej brakowało rozbudowania wątków nawiązujących do mitologii – uwielbiam je. Miałem wrażenie, za każdym razem, gdy się pojawiły, że czegoś niedopowiedziano, że jest jeszcze naprawdę wiele miejsca w fabule, na przestraszenie czytelnika i wrzucenie trochę głębiej w bajkowo upiorny świat wierzeń ludowych.

Krajobraz z komiksu Łauma

Foto: krajobraz z komiksu Łauma (źródło własne)

Jeżeli chodzi o stronę graficzną, to trudno się do czegokolwiek przyczepić. Styl KaeReLa albo się polubi od pierwszego momentu, albo będzie się czytało z grymasem na twarzy od początku do końca. Sposób rysowania postaci jest specyficzny, ale to nie jest ani plus, ani minus. Cały czas ma się wrażenie, że w dzieciństwie autor naczytał się zbyt wiele (jeżeli można tak powiedzieć) Muminków. Wszystko w jakiś sposób tchnie duchem ilustracji Tove Janson; twarze stworów, tła i pejzaże. Te pejzaże są chyba najmocniejszą stroną oprawy graficznej. Są tak sugestywne i tak bajkowe, że można poczuć hasającą po polach zimę i poczuć wielką ochotę, żeby wejść do środka i zgubić się między pozbawionymi liści drzewami. Bomba. Do tego na prawie każdym landszafcie ukryty jest jakiś szczegół, jakieś artystyczne zagranie, które sprawia radość. Fajną zagrywką jest przechodzenie od grubego konturu do jego kompletnego braku. Wyraźne postacie na tle, w którym trudno powiedzieć gdzie kończy się śnieg, gdzie zaczyna niebo – bardzo przyjemny efekt.

W ogólnym rozrachunku komiks wart jest przeczytania. Prezentuje się ładnie, schludnie i daje furę zabawy. Mogłoby oczywiście być lepiej, ale o czym nie można tak powiedzieć… Po przeczytaniu miałem wielką ochotę pojechać do Karola i wyperswadować mu siłą lub prośbą, żeby rozszerzył trochę historię. Dodał dwadzieścia stron – to by mi wystarczyło. Jednak to tylko takie osobiste odczucie. Rada na dziś: biec do sklepu jak najszybciej, zanim „Łauma” po raz kolejny stanie się podobna do Złotego Runa.

Stanisław Michałowski

Zobacz więcej

Marcin Superczyński

Marcin Superczyński

Przez kilkanaście lat dziennikarz Polskiego Radia Lublin. Autor audycji publicystycznych i informacyjnych. Współpracował z wieloma rozgłośniami w kraju i zagranicą. Wykładowca przedmiotów dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Interesuje się problematyką stosunków międzynarodowych, szczególnie relacjami polsko-ukraińskimi oraz historią Kościoła prawosławnego na Lubelszczyźnie.