Agresja z

Rozmowa z Adrianą Ś., ofiarą napadu na bar „Ramons” w Lublinie, z dnia 6 października 2013 roku.

Zawsze zamykacie Państwo bar dopiero nad ranem?

Kebaby zazwyczaj mają to do siebie, że otwarte są czasem całą noc. W związku z czym my również postanowiliśmy chociaż na weekendy mieć otwarte tak długo.

Pracowanie w lokalu dostępnym całą dobę musi być niebezpieczne, szczególnie na weekendy kiedy tylu studentów wraca z imprez, czego była Pani świadkiem. Jak doszło do tego napadu?

Początkowo nie byłam naocznym świadkiem. Mój pracodawca opowiadał, że weszli do lokalu i zamówili kebab.

 Ilu było napastników? Pamięta Pani?

Doskonale pamiętam. Było ich dwóch, jak już mówiłam zamówili po kebabie i usiedli przy stoliku, byli pod wpływem alkoholu. Najzwyczajniej mówiąc byli bardzo, ale to bardzo pijani. Nagle przyszedł chłopak, myślę, że w podobnym wieku, który był elegancko ubrany, miał jednokolorowy szalik, płaszcz. Tych dwóch chłopaków zaczęło się go czepiać, nazwali go „pedałem”. Padały również inne epitety, których dokładnie nie pamiętam.

Czy chłopak bronił się w jakiś sposób? Jak zareagował na zaczepki?

Nie, w ogóle nie reagował z tego co opowiadał mi szef. Myślę, że wolał podejść do całej tej sytuacji spokojnie, by nie zostać zaatakowanym. Jednak to i tak nie dawało rezultatów.

Rozumiem. Co było dalej? Jaka była reakcja Pani szefa?

Szef postanowił zainterweniować. Nie mógł pozwolić aby w jego lokalu zaczepiano klientów. Dlatego poprosił ich kulturalnie, żeby się uspokoili, zostawili chłopaka w spokoju lub żeby po prostu wyszli. Niestety „klienci” nie chcieli opuścić lokalu i zaczęli bić mojego szefa na sali. Latały stołki, krzesła, wszystko co się tam znajdowało.

Mówiła Pani, że początkowo nie była Pani naocznym świadkiem. Gdzie zatem była Pani w tym czasie?

Byłam wtedy na zapleczu, sprzątałam, gdy nagle usłyszałam huk. Weszłam na salę i dopiero zorientowałam się co się dzieje. Pamiętam, że mój szef gdy mnie zobaczył od razu krzyknął: „Wezwij ochronę!”. Żeby to zrobić musiałam ponownie wyjść na sekundę na zaplecze. Kiedy wróciłam nie było ani mojego szefa, ani tych dwóch napastników.

 Gdy zniknęli , co Pani wtedy czuła?

Długi czas pracujemy razem z moim szefem. Zaprzyjaźniliśmy się, jestem kierowniczką baru więc tak samo jak dla mojego szefa, tak i dla mnie lokal jest bardzo ważny. Czułam przerażenie i ogromną bezradność, nie wiedziałam co się dzieje, co robić, a przede wszystkim gdzie oni są.

Dowiedziała się Pani gdzie się znajdują?

Podejrzewałam, a zresztą nie ciężko było mi się domyślić, że wyszli bić go na zewnątrz. I miałam rację. Wybiegłam z lokalu. Zobaczyłam, że jeden z tych chłopaków trzyma szefowi ręce za głową a drugi siedzi na nim i go okłada pięściami. Wtedy nie wytrzymałam, wpadłam w jakąś furię.

Furię?

Tak, dokładnie w furię. Podbiegłam i kopnęłam tego chłopaka, który siedział na szefie, prosto w twarz. Później ten, który trzymał mojego szefa przewrócił mnie. Upadłam na ziemię i uderzyłam głową o krawężnik. Podniosłam się i znowu kopnęłam tamtego w twarz. Tak go kopałam, kopałam i kopałam, żeby zostawił mojego szefa w spokoju.

„Kopałam, kopałam i kopałam”. Agresja za agresję? Myśli Pani, że właśnie tak należało się zachować? Nie bała się Pani, że Panią zaatakują źle się to skończy?

Skończyłoby się źle właśnie jakbym nie zareagowała. Wtedy nie myślałam, nie było na to czasu. I szczerze – tak, uważam, że było to właściwe zachowanie, ponieważ działałam w obronie własnej i drugiego człowieka, który leżał na ziemi a oni dalej go bili.

Co z ochroną, którą Pani wezwała?

Przyjechali dość szybko, myślę, że byli akurat w okolicy, ponieważ minęło może od 5 do 10 minut. Kiedy zobaczyłam samochód pobiegłam szybko po ochroniarzy, ponieważ podjechali pod lokal. Natomiast napastnicy, mój szef i ja znajdowaliśmy się już wtedy kilka a nawet kilkanaście metrów dalej. Zanim ochrona dobiegła, ja z powrotem pobiegłam na miejsce bójki i znów zaczęłam kopać jednego z nich. Pamiętam, że wbiłam mu paznokcie w kurtkę, ponieważ chciałam ich zatrzymać, żeby nie uciekli co zamierzali zresztą zrobić. Kiedy ochrona się zjawiła, zakuli jednego w kajdanki, mimo to dalej go biłam za obrażanie mnie. W pewnym momencie ten zakuty stwierdził, że to on jest poszkodowany ponieważ został pobity a chciał jedynie zjeść kebab.

Co na to ochrona? Jak zareagowali na Pani zachowanie?

Haha. W pewnym momencie zaczęli się ze mnie śmiać.

Jak zakończyła się cała ta sytuacja?

W końcu przyjechała policja, zabrali tych napastników na komendę.

A co z Pani pracodawcą?

Zamówiliśmy karetkę, ponieważ tak krwawił, bili go po głowie, groźnie to wyglądało. Na szczęście wszystko wraca do normy, wyjdzie z tego.

 Jest Pani bardzo dzielna, skoro z takim uporem broniła Pani swojego szefa. Nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. Życzę szefowi szybkiego powrotu do zdrowia i serdecznie dziękuję, że zechciała Pani o tym wszystkim opowiedzieć.

 Miejmy nadzieję, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy. Ja także dziękuje.

Autor: Patrycja Skubisz

Zobacz więcej

Bażant

Bażant

Co się dzieje w Campusie Majdanek, wie nasz Bażant.